.
Wtedy zmiażdżenie Iranu miało nauczyć wszystkich pokory.
Waszyngton zaatakował więc państwo, którego nie rozumiał. Plan, o ile istniał, obejmował mocne uderzenie, strach elit, pęknięcie aparatu władzy, zdradę przy ajatollahach i protesty, które wykonają część pracy za Amerykanów. Miała być druga Wenezuela, a wyszedł drugi Afganistan.
Plan upadł z kretesem.
Iran przetrwał, bo obok @realDonaldTrump nie ma ludzi pokroju Colina Powella czy Madeleine Albright. Zabrakło wiedzy, doświadczenia w polityce, znajomości specyfiki Iranu i szacunku do religii.
Dlatego aparat państwa zachował spoistość.
Elity nie przeszły na stronę Waszyngtonu. Ulica choć zmęczona władzą, nie dopisała finału. Republika Islamska od dekad żyje pod sankcjami, presją wywiadów, groźbą wojny i izolacją. Jest państwem brutalnym, represyjnym ale i odpornym na nacisk. Trump potraktował ją jak kolejną Wenezuelę.
A fałszywa analogia zrobiła resztę.
Gdy pojawiła się perspektywa wojny lądowej, Biały Dom zaczął panicznie szukać wyjścia. Wtedy ruszył licznik 37 zapowiedzi porażającego sukcesu.
Według relacji opartych na wyliczeniu CNN, Trump co najmniej tyle razy sugerował, że porozumienie z Iranem jest blisko - oczywiście na jego warunkach. Każda taka zapowiedź miała pokazać kontrolę, a w praktyce pokazywała jedynie coraz większą desperację po stronie Waszyngtonu. Każde dementi Teheranu coraz bardziej ośmieszało Biały Dom.
Iran grał na czas, bo widział, że prezydent USA potrzebuje finału szybciej niż Teheran. Każdy dzień kosztował USA coraz więcej.
I nie chodzi tu tylko o pieniądze.
Na końcu, o ile to faktycznie koniec, pojawiła się deklaracja, że Iran nie będzie miał broni jądrowej, której i tak nie posiadał.
Trump dostał papier do komunikatu, daleką od bezwarunkowej kapitulację Iranu ale dającą jakikolwiek przekaz sukcesu.
Najbardziej kompromitujący był jednak wątek Chin.
Trump chciał uderzyć w Iran także jako dostawcę ropy dla Pekinu. Potem musiał liczyć na Chiny, aby te użyły wpływu w Teheranie i pomogły wydobyć choćby małe ustępstwo. Największy konkurent został poproszony o pomoc w ratowaniu twarzy prezydenta, który tak ostro zapowiadał, że powali Pekin na kolana.
Ta wojna zniszczyła coś, czego nie da się odbudować przez dekady. Powagę potęgi, wizerunek obrońcy pokoju i rozsądku. Wizerunek USA i Izraela nigdy w historii nie był tak słaby.
Wszystko dlatego że wiedza przestała być potrzebna władzy.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)