wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
48 obserwujących
62 notki
137k odsłon
4135 odsłon

Mapa Polski. Czyli dlaczego nie lubię Niemców - w odpowiedzi Zbyszkowi.

Wykop Skomentuj316

Nie wiem czy moja nieusuwalna niechęć do Niemców jest jakąś skazą genetyczną, czy nabytym zespołem chorobowym, ale jest faktem. Nie straciłem w czasie wojny nikogo bliskiego. Częste wizyty w Kosowie Lackim, z którego pochodzi moja rodzina po kądzieli, czyli bezpośrednia bliskość Treblinki, co najwyżej rozbudzała zainteresowania historią niż jakąś niechęć. Przynajmniej w dzieciństwie. Nie sądzę aby mój charakter spaczyły  filmy, "Czterej Pancerni", "Stawka ...", czy "Kolumbowie", a nawet "Polskie Drogi". Nic z tych rzeczy. 

Chyba największym wstrząsem było dla mnie w miarę wczesne odkrycie, związane pośrednio z reformą administracyjną Gierka, że po trzecim rozbiorze, wszystkie 49 miast wojewódzkich , składających się na znaną mi Polskę, znalazło się w granicach państw niemieckich. Bug pod Kosowem, gdzie letnia cisza zapadającego zmroku, przerywana z rzadka dalekim szczekaniem psów, przypominała o Polsce w swej istocie, stanowił granicę między państwami niemieckimi. Podobnie Wisła i Pilica.

Niemcy zabrali nam Polskę. To było dla mnie pojęcie główne, a reszta to krwawe dodatki, wynikające z chęci zabrania też polskości.

Podobno jesteśmy pojednani. Z Niemcami żyjemy w przyjaźni, o historii i ofiarach zapominamy, zresztą, sprawcami tych ostatnich nieszczęść byli nie Niemcy tylko Naziści, lub we wcześniejszej, komunistycznej wersji, Hitlerowcy.

Historia stosunków polsko - niemieckich, ma wprawdzie różne okresy i odcienie, ale ma też jedną niezbywalną cechę. O ile nieznane są w niej przypadki chęci zaboru ziem niemieckich, czy wynaradawiania, lub eksterminacji Niemców, przez nas, o tyle takie działania w odwrotnym kierunku, są w zasadzie nieustanne. Można to opisywać na różne sposoby, można, a nawet trzeba wyraźnie odróżniać Sasów od Prusaków, ale to jedno pozostaje niezmienne i Fryderyk Skarbek, Niemiec po kądzieli jakby nie było, pierwszy nasz nowoczesny historyczny monografista, publikując swoją pracę poświęconą Księstwu Warszawskiemu, w pierwszych zdaniach stwierdził, że nienawiść Germanów do Polaków jest immanentna i nieusuwalna. A pisał to jeszcze na długo przed Bismarckiem i Hitlerem. 

Od traktatu pieczętującego trzeci rozbiór Polski, zawartego przez trójkę niemieckiego pochodzenia monarchów, minie w październiku 225 lat. Przypomnę, że jednym z jego głównych postanowień było wzajemne zobowiązanie do nie podejmowania żadnych prób odbudowy polskiej państwowości i zakaz używania miana "Polska". Niby sami sobie rzekomo byliśmy winni, przez własną słabość. Być może, ale wszystkie europejskie kraje przechodziły podobne okresy rozkładu w swojej historii, a jednak nikt ich nie niszczył. Dumne Prusy, potęga i wzór organizacji, stawiane nam za przykład właściwie zarządzanego państwa , równiutko w jedenaście lat po tym traktacie zostały starte w proch i pył w kilka dni przez Napoleona, a dynastia próbowała się ratować frymarcząc wdziękami królowej. Do dziś nie jest jasne, czy Bonaparte skorzystał, czy nie był zainteresowany.

Kongres Wiedeński i odrodzenie szczupłego i niesamodzielnego, ale jednak Królestwa Polskiego, uspokoiło sytuację na sto lat, bo urwanie kawałka etnicznej Polski wiązało się z zaczepieniem Rosji, a na to Niemcy zjednoczone przez Bismarcka krwią i żelazem, mogły sobie pozwolić dopiero w 1914r.

Wystarczą mi jednak dzieje porozbiorowe, międzywojnie, koszmar inwazji z 1939r. i okupacji, a potem losy największych zbrodniarzy , szybciutko uniewinnionych przez niemieckie niezawisłe sądy, aby nie wierzyć w to, że rów pogardy wykopany przez dwa z górą stulecia, dało się zasypać za pomocą przyjaznych gestów, uśmiechów i mówienia "zawsze" dzień dobry. 

Psychika ludzka ma swoje prawa. Jeśli ktoś cię długotrwale dręczy i poniża, to nie znajdzie zaufania, choćby nie wiem jak się starał. Słynna pieśń Jana Kochanowskiego " O spustoszeniu Podola...." zawiera w sobie gorzką konstatację o głupocie Polaków i przed szkodą i po szkodzie. To wprawdzie ocena nieuprawniona i krzywdząca, ale temu arcypolskiemu sercu wolno było. Kryje się w tym przestroga rangi wiekopomnej, podobnie jak w kazaniach Piotra Skargi, abyśmy zawsze przezorni byli i nie wierzyli w pozory.

Jeśli bowiem w dzisiejszej IV Rzeszy ginie wolność mediów, a nadwiślańskie ekspozytury różnych niemieckich koncernów dostają nieskrywane dyspozycje, jak mają wychowywać Polaków, jak ich formatować, aby głosowali zgodnie z interesami politycznymi Niemiec i wreszcie jak szanowano naszą suwerenność w czasie ostatniej inwazji na Europę, sprowokowanej przez Angelę Merkel i przez nią realizowaną, z pogwałceniem wszelkich traktatów i porozumień, to pytam - kto dał im prawo? Zresztą jakie prawo?, to znowu czysta germańska buta, zawinięta w mit romantycznego wojownika, niosącego cywilizację na dziki wschód. Póki Niemcy będą Niemcami, tej buty się nie wyzbędą. Będą dalej nas i siebie faszerować stereotypami, które Reymont ustami Borowieckiego określił mianem rozmyślań świni o orle.

Ktoś kto tego nie dostrzega, grzeszy wobec pokoleń poprzednich, a przede wszystkim następnych. Chyba, że polskości nie przeżywa i nie traktuje jej jako wartości. Takich oczywiście jest wielu, ich sprawa, ale niech ode mnie nie wymagają abym nagle zobaczył w Niemcach przyjaciół. 

My Polacy jesteśmy z innej tradycji. Pawła Włodkowica i jego antykrzyżackich wystąpień, w których wskazywał siłę ducha i miłości bliźniego jako zasadę polityki i akcji chrystianizacyjnej. Niemcy nigdy tego nie zrozumieli i nie zrozumieją. Możemy z nimi prowadzić interesy, ale nigdy nie próbujmy się zaprzyjaźniać. To nie jest towarzystwo dla nas.

Wykop Skomentuj316
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka