wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
36 obserwujących
50 notek
105k odsłon
1436 odsłon

Pejzaż z upadkiem Ikara. O naturalnej kolei rzeczy.

Wykop Skomentuj83

W zasobach naszej cywilizacji istnieją arcydzieła, jednoznacznie wskazujące, że Pan Bóg objawia się w sztuce. Autorem jest wprawdzie człowiek, zazwyczaj genialny, ale widać, że rękę, czy myśl ludzką prowadziła zewnętrzna siła. Przykładem takiego tworu z boską ingerencją jest obraz Petera Bruegel'a "Pejzaż z upadkiem Ikara".

Mit o Dedalu i jego synu Ikarze to jeden z tych dowodów na niebywały talent Greków do ujmowania pojęć w formy mityczne, który wprost pokazuje, dlaczego Chrześcijaństwo mogło przetrwać i rozwinąć się w środowisku hellenistycznym i dlaczego z taką łatwością dorobek helleńskiej kultury z łatwością został recypowany przez wyznawców Chrystusa i nadal stanowi podstawy europejskiej kultury.

Co widzimy na tym niesłychanym obrazie? Nieco bajeczny pejzaż, ze wschodzącym w oddali słońcem, a na pierwszym planie oracza, poniżej pasterza, rybaka, a w oddali kupieckie statki płynące do widocznego w trzecim planie miasta. Wszyscy pochłonięci swoim trudem, nie zwracają uwagi na upadłego do wody lotnika, w zasadzie już nie widocznego, poza wystającymi nogami tonącego i garścią piór z połamanych skrzydeł. Tragedia chłopca nie przykuwa niczyjej uwagi, nikt jej nie komentuje, ani nie zdradza żadnych oznak współczucia. Wszyscy poruszają się swoim rytmem, w zmaganiu o byt. To ujęcie wstrząsające swoją statyką. A jeszcze przed chwilą młody Ikar, wbrew przestrogom starszego i doświadczonego ojca, szybował w przestworzach, nic sobie nie robiąc z ograniczeń i niebezpieczeństw. Jego upadek powinien zainteresować wszystkich, bo to jednak wydarzenie sensacyjne - oto ktoś pokonał ograniczenia natury, wyrwał się z ludzkich umiejętności, pofrunął niczym ptak zrywając więzy przykuwające do gruntu tych wszystkich ludzi oddających się przyziemnym i monotonnym zajęciom.

Chwilowy i efektowny wzlot, nikogo jednak nie interesuje, podobnie jak nieuchronny upadek. Świadkowie zdarzenia nie poświęcają mu żadnej uwagi zajęci tym co z ich punktu widzenia najważniejsze - pracą. Znojną, monotonną, niebezpieczną, ale zabezpieczającą byt. Lot Ikara i chód oracza za wołem i pługiem to dwa kompletnie różne światy. Wprawdzie na obrazie widzimy końcowy efekt fanaberii niedoświadczonego młodzieńca, nie widzimy owoców trudu pracujących, może dlatego, że są one oczywiste.

Jeszcze do niedawna wydawało się ,że  pojęcia przedstawione w arcydziele Bruegel'a są oczywiste. Fundamentem świata są ci co orzą, hodują zwierzęta, wychodzą na połów i podejmują ryzyko zamorskiego handlu. Eksces młodzieńca o przewidywalnym skutku niczego tu zaburzyć nie może, a tym bardziej zmusić tych ludzi do porzucenia swoich zajęć. Nikt nie pobiegł podziwiać podniebnych ewolucji, nikt upadłemu nie pospieszył na ratunek. Tak jakby poza wszystkim wiedzieli, że Ikar sam sobie jest winien. Wbrew przestrogom i doświadczeniu złamał reguły, popisując się swoją nieokiełznaną młodością, za nic mającą zasady starego świata i chcącą narzucić mu swoje pojęcia. Czas jednak przyspieszył. Młodość ze swoimi atrybutami usuwa w cień wszystko co się źle kojarzy, a krew, pot i łzy mając wyjątkowo paskudne konotacje, zdają się współczesnym nie wiązać z żadną koniecznością. Podobnie jak mozół i trud. Ma być głośno, kolorowo, łatwo i przyjemnie. Wbrew przeświadczeniu starożytnych my już wiemy, że im wyżej tym chłodniej i słońce żadnego wosku w ikarowych skrzydłach nie roztopi. Niebezpieczniej jest przy ziemi, bo tam gazy cieplarniane zatrzymują ciepło i stanowią zagrożenie, a więc zadaniem młodych jest je wyrugować. Sam wiekowy Papież tą konieczność potwierdził, powołując się na naukowców, dających nam ledwie kilkanaście lat na dokonanie zmian fundamentalnych. Wprawdzie naukowcy z pewnością są w stanie udowodnić Franciszkowi, że ani Boga nie ma, ani tym bardziej Chrystus nie zmartwychwstał, ale co to szkodzi obecnej głowie Kościoła Powszechnego?

A więc musimy odrzucić nasze pojęcia jako przestarzałe i nie przystające do współczesności, pomalowanej na sześć kolorów. Mamy podziwiać współczesnych Ikarów i ich ewolucje, odrywające nas od tego z czego wyrastamy i co stanowi nasz zasób. Hierarchia ważności ma się kompletnie odwrócić. Zmieniamy wszystko, możemy i przemalować i to arcydzieło, albo namalować społecznie jego parodię. Ikar fruwa w najlepsze między sześciokolorowymi wstęgami, a oszołomiona i zachwycona gawiedź porzuca swoje miejsca pracy, aby podziwiać ewolucje młodzieńca, który zasypuje widzów swoimi mądrościami z niebiańskich wyżyn.

Wiele wskazuje na to, że do grona szybujących młodzieńców wciąż dołączają nowi, a starzy i doświadczeni, nie dość, że nie chcą im przekazywać swoich przestróg, to jeszcze zachęcają przemądrzałych śmiałków do jeszcze bardziej efektownych ewolucji. Pytanie, czy jak pacną na glebę, to jeszcze utrzymywaną w kulturze rolnej, przez obojętnych na ich popisy oraczy, czy na ugór, porzucony przez rolników.


Wykop Skomentuj83
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura