wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
63 obserwujących
96 notek
236k odsłon
  1442   0

Wielki Książę Konstanty. Człowiek, który nie chciał być carem cz. I.

Bez zrozumienia i obiektywnego opisania tej postaci, w ogóle nie jesteśmy w stanie ocenić jednego z kluczowych momentów nowożytnej historii Polski, a jednak udanej takiej próby w naszej nauce nie podjęto. Zresztą podobnie rzecz się ma w Rosji, gdzie dwóch ludzi  - Pawła I i jego syna Konstantego Pawłowicza skrzętnie wyrugowano z poważnych historycznych badań, koncentrując się wyłącznie na opisie prawdziwych, ujemnych cech charakteru, zapomniawszy o tym, że obydwaj mieli też i inne oblicza. Pawła nadal uważa się za szaleńca, choć wybuchy niepohamowanej furii przykrywały u tego monarchy bardzo dobrą ocenę rzeczywistości i rosyjskich interesów. Co zresztą ściągnęło na niego gniew Albionu, zmaterializowany w postaci morderczego spisku.

Z licznych dzieci cara, a zwłaszcza spośród czterech jego synów Konstanty był najbardziej podobny do ojca i fizycznie i mentalnie. Podobnie jak starszy brat Aleksander, ulubieniec Katarzyny, był wychowywany pod czujnym okiem babki, z przeznaczeniem na tron w Konstantynopolu, po ewentualnym pokonaniu Turcji. Od dziecka otoczony Grekami, z których późniejszy generał Kuruta pozostał najwierniejszym powiernikiem Konstantego, biegle nauczył się greki. Władał też francuskim, niemieckim, a w drugiej fazie życie także polskim i to w sposób daleko lepszy niż wielu Polaków ( co zaświadcza nawet sam Julian Ursyn Niemcewicz ).

Nic w tym dziwnego, albowiem Polaków lubił i cenił, w odróżnieniu od Rosjan, którymi pogardzał, zwłaszcza od momentu przewrotu pałacowego, w wyniku którego jego ojciec stracił życie. O ile Aleksander był czynnym uczestnikiem spisku, o tyle na jego wyraźną prośbę, młodszy brat o niczym nie był poinformowany. Noc mordu tak wspominał : " Zubow gwałtownie ściąga ze mnie kołdrę i mówi grubiańsko - No proszę iść do cesarza Aleksandra, czeka na pana. Patrzę na Zubowa, nie obudziłem się jeszcze i do końca myślałem, że przyśniło mi się to wszystko. Płaton brutalnie ciągnie mnie za rękę i wyciąga z łóżka. Wkładam spodnie, surdut, buty i podążam machinalnie za Zubowem. Wziąłem wszelako przezornie ze sobą moją p o l s k ą  s z a b l ę...." Te wydarzenie odcisnęły tak wielkie piętno na młodym Konstantym, że z Rosjanami chciał mieć jak najmniej wspólnego. A do Polaków go ciągnęło. polska szabla nie jest tu przypadkowa, bo podczas petersburskiego pogrzebu Stanisława Augusta Poniatowskiego wystąpił w stroju polskim, w czapce krakusce i nawet kazał się tak sportretować, a obraz wysłać do księżnej Czetwertyńskiej, w której był zakochany.

Los ojca wyleczył Młodszego z carewiczów z jakichkolwiek chęci objęcia petersburskiego tronu, co miało potem bardzo doniosłe konsekwencje. W każdym razie w Rosji od setek lat przyzwyczajonej do walk o władzę, przewrotów pałacowych, dynastycznych mordów i rzeszy "samozwańców", była to postawa niezwykła. Być może dlatego, w połączeniu z jawnie okazywaną sympatią do Polaków i równie nieskrywaną pogardą dla Rosjan, Konstanty nie doczekał się również w swoim ojczystym kraju żadnej wartościowej biografii. Wprawdzie w 1899r. w Petersburgu wydał takową Karnowicz, ale sądząc po polskim przekładzie, nie jest to pozycja najwyższych lotów, choć zasobna w wiele nieznanych faktów i anegdot. Przedrukowano ją w Polsce rok później, choć z niejasnych powodów bez pierwszych trzynastu rozdziałów.

Pozycja Wielkiego Księcia w naszej literaturze jest ustalona, podobnie jak w historiografii. Tępy okrutnik, z wyglądu podobny do małpy, dziki produkt azjatyckich stepów, niewiele różniący się od zwierzęcia. Biografia Karnowicza, pisana z rosyjskiej perspektywy i w dużej mierze oparta na zachowanej korespondencji Konstantego oraz wspomnieniach Rosjan, rzuca na tego człowieka kompletnie inne światło. Wybuch furii musiały być w istocie straszliwe, skoro oddany pod komendę carewicza książę Oboleński, w swoich pamiętnikach, o stosunku Konstantego do podkomendnych napisał tylko: "zamilczę". Rosjanie go  w związku z tym nienawidzili, ze wzajemnością dodam,  i z ulgą przyjęli wysłanie cesarskiego brata do Królestwa Polskiego.

Tu odnalazł się jak ryba w wodzie i choć zapamiętany został głównie z napadów wściekłości i upokarzania wojskowych, co wielu przywiodło do samobójstwa, to była też druga strona medalu.

O wojsko dbał gorliwie. Osobiście doglądał kuchni, paszy, warunków koszarowych. Pożyczał oficerom spore kwoty i nigdy nie upominał się o zwrot. Zabronił tego nawet swojemu sekretarzowi. Szczególnie sobie upodobał 4 Pułk Piechoty Liniowej, rekrutowany z "dzieci Warszawy", znających w mieści każdy kąt. Słynni potem "Czwartacy" byli utrapieniem stołecznych kupców, głównie żydowskich, a Konstanty szczególnie się lubował w czytaniu sprawozdań z ich figli i psot, popełnianych ze świadomością bezkarności, bo naczelny wódz zawsze się za nimi wstawiał. O ile nie naruszali dyscypliny służby. Potem, w trakcie bitwy grochowskiej, widząc sprawność bojową "Czwartaków", krzyczał do Rosjan - patrzcie jak walczą moi chłopcy.

Wiele o postawie wielkiego Księcia mówi zajście z przyjacielem młodych petersburskich lat - generałem Jermołowem. Ten odwiedziwszy Konstantego w Warszawie w 1821r., nieopatrznie opowiedział o swoim udziale w szturmie Pragi w 1794r. Carewicz skomentował to tak " Jermołow zachował się zgoła nie tak, jak należało; zupełnie zerwałem z nim stosunki."

To dla Konstantego charakterystyczne i znajduje potwierdzenie wśród polskich pamiętnikarzy z epoki - Fryderyka Skarbka, Kajetana Koźmiana, Anny Nakwaskiej, czy samego Juliana Ursyna Niemcewicza.

C.D.N.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura