wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
84 obserwujących
131 notek
320k odsłon
  1449   15

Co boskie cesarzowi. O obrońcach chrześcijańskich obowiązków

Jak powszechnie wiadomo, we współczesnym świecie Chrześcijanie nie mają praw. Mają wyłącznie obowiązki. Pamiętam jeszcze czasy "kryzysu uchodźczego", gdy nagle wszyscy politycy i celebryci, których przodkowie z naganem w ręku rozganiali procesje Bożego Ciała, włączyli narrację "przyjmowanie potrzebujących to chrześcijański obowiązek". Ni stąd ni zowąd podział administracyjny kraju uległ raptownej zmianie i już nie gminy, powiaty, czy województwa miały przyjmować przybyszów, tylko parafie i diecezje. Niech każda parafia zaadoptuje jedną rodzinę, słyszeliśmy nawoływania, od osób, nie wiedzących jak się nazywa ich proboszcz. 

Podówczas egzaminu jako Chrześcijanie nie zdaliśmy i zgodnie z orzeczeniem najwyższych moralnych trybunałów z siedzibą na Czerskiej , czy Nowogrodzkiej, radykalnie sprzeniewierzyliśmy się zasadom naszej wiary.

Czy rzeczywiście? Nie ukrywam, że zawsze miałem z tym problem. Z bezkrytycznym przyjęciem nakazu oddania płaszcza, nadstawienia drugiego policzka, czy w ogóle wyrzeczenia się stosownej odpłaty za doznaną krzywdę. Brakowało w tym jakiejś spójności, w zakresie respektowania mojej własnej podmiotowości, za trudne to było. Nie mnie jednego opadały wątpliwości, bo myślę, że wiele osób nie potrafiło pokonać intelektualnie tej dojmującej trudności. Jak respektować zasady narzucone przez Zbawiciela, przy jednoczesnej ochronie własnej przestrzeni, w której daje się oddychać. 

Sprawa stawała się zawsze paląca w takich sytuacjach, gdy nagle przekaz publiczny, zazwyczaj oparty na doktrynie - trzymajcie swoją wiarę w domu - zmieniał ton i wzywał. Jako Chrześcijanie musicie. Co musimy? Zazwyczaj to, co akurat leży w interesie naszych oponentów, czy wręcz prześladowców. W stosownych okolicznościach zawsze sobie przypominają co musimy, i nie zapominają stanowczo nam o tym przypomnieć. Teraz mamy kolejną akcję z tego katalogu. Każdy prawdziwy Chrześcijanin musi się zaszczepić, aby realizować cnotę solidarności. Jeśli odmawia popełnia grzech ciężki, przeciwko Bogu i społeczności. 

I znowu okazuje się, że podobnie jak w 2015r. stanąłem pod pręgierzem, bo nie realizuję oczekiwań tych, co tak zapobiegliwie dbają o obowiązki Chrześcijan. O prawa nigdy, bo to ci sami, co pozwalali na bezkarne niszczenie kościołów i uwłaczanie godności modlących się.

Od lat radzę sobie z taką presją, odwołując się wprost do Ewangelii. Nie mam wątpliwości, że zaprezentowany w niej system etyczny jest spójny, całkowity, nie od człowieka pochodzi, a zatem jest niepodważalnym i najlepszym znanym zbiorem reguł. A jako taki musi się opierać na wolności wyboru, a nie przymusie. Co z tego wynika? 

W  spójnych systemach normatywnych, każdemu prawu odpowiada obowiązek i na odwrót. Jeśli kupujemy od kogoś samochód, to mamy zapłacić cenę, a zbywca wydać rzecz w odpowiednim stanie. Dla ochrony realizacji tych praw i obowiązków mamy instrument w postaci "roszczenia". Jeśli coś idzie nie tak, to występujemy z roszczeniem, o udzielenia nam ochrony przez państwo posiadające w tym zakresie "imperium", czyli moc rozstrzygania sporu.  W takim stosunku prawnym są dwie strony, najczęściej równolegle wobec siebie zobowiązane i uprawnione. W wypracowaniu i opisaniu takich pojęć, Rzym doszedł do absolutnej perfekcji, ale ten system zatrzymał się na zasadzie wzajemności. Do ut des - daję żebyś dał, poza to Rzymianie nie wyszli. Ale oto pojawił się Jezus z Nazaretu i powiedział " jeśli jesteś dobry dla tego, który jest dobry dla ciebie - jaką masz w tym zasługę? ". Wyprowadził zatem system etyczny poza zasadę wzajemności. Oparł go na zasadzie poświęcenia. Dlatego mamy oddawać płaszcz i nadstawiać drugi policzek. Jednak wprowadzając "Poświęcenie" jako podstawę naszej etyki, Jezus jednocześnie usunął roszczenie, jako element dochodzenia praw. Ktoś kto chce od nas tego płaszcza, nie może sobie nic rościć. Nie ma żadnego żądania, bo nie jest stroną żadnej więzi obligacyjnej. Taka między mną a nim nie istnieje. To już tylko sprawa między mną, moją wolną wolą i moim sumieniem - a Panem Bogiem. Tylko On mnie może ocenić i rozliczyć, nie ten który przychodzi do mnie z jakimkolwiek żądaniem, opartym na mojej wierze, a nie na tym, że do czegokolwiek wobec niego się zobowiązałem.

Jezus to wskazał wyraźnie , odrzucając monetę. Ta służy do regulowania zobowiązań, w naszym ziemskim porządku prawnym. Mamy moc ich zaciągania, i konieczność ich realizacji. Zbawicie zostawił nam tu zupełną autonomię - rozliczajcie się za pomocą tych blaszek z wizerunkiem cesarza. To też obowiązek. Ale porządków nie należy mieszać. Zobowiązania wobec Boga mają inny charakter i inaczej się je reguluje. Pan Bóg poza tym wobec was nic nie rości i do niczego was nie zmusza. Rozliczacie się z Nim, a nie między sobą, z Jego imieniem na ustach. 

Dałeś potrzebującemu, świetnie, ale jeśli dlatego, że żądał i zagroził sankcją - jaką masz w tym zasługę?

Przymus jest gwałtem na sumieniu Chrześcijanina, odbiera mu to, co w bożym porządku jest istotą - wolną wolę. Jeśli zatem ktoś, do naszych ziemskich spraw, do uregulowania za pomocą blaszki, banknotu, pokłonu, czy szczepionki, miesza Pana Boga, to wątpliwe, aby był moim bliźnim. Jeśli używa do tego aparatu państwa - nie jest nim z pewnością.

Lubię to! Skomentuj130 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo