wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
124 obserwujących
193 notki
487k odsłon
  4049   12

Noc listopadowa. Inne spojrzenie

Noc wybuchu powstania listopadowego to jeden z dramatyczniejszych momentów w historii Polski. W tradycji patriotycznej mocno umocowany jako bohaterski zryw szlachetnej młodzieży przeciwko azjatyckiej despotii, niszczącej godność narodu i podstawy jego politycznego i społecznego bytu. Wychowani na "Reducie Ordona", "Swoińskim w okopach Woli", "Warszawiance"  i wizjach Lelewela, Mochnackiego, czy "Wieszczów", nie jesteśmy zazwyczaj w stanie spojrzeć  krytycznie na wydarzenia z 1830 i 1831r. przyjmując ich wyidealizowany obraz.

Pierwszym monografistą Powstania Listopadowego był Maurycy Mochnacki, dający w swym dziele całą panoramę Królestwa Polskiego po Kongresie Wiedeńskim, a jego przekaz wzmocniony geniuszem Mickiewicza, Słowackiego i kilku innych, mniejszej rangi poetów, stał się dominującą wizją tego co się podówczas wydarzyło. Na tyle dominującą, że wszelkie inne spojrzenia, choćby nieco bardziej krytycznie oceniające działalność spiskowców - są z góry skazywana na zamknięcie w szufladzie antypolonizmu. 

Królestwo Polskie w ogóle nie ma u nas dobrej historycznej prasy, jego istnienie nie jest dla większości historyków żadnym walorem, a wrzucone do przepaści 123 lat niewoli  nie wywołuje żadnych pozytywnych skojarzeń, choć przy trzeźwym tacytowskim spojrzeniu, bez gniewu i uprzedzeń, powinno być uznane za taki etap porozbiorowych dziejów narodu, dzięki któremu ten naród w ogóle był w stanie rozwinąć swoje żywotne siły i zrealizować postulat formułowany w chwilach rozpaczy, w dobie trzeciego rozbioru. Jeśli nie możemy uniknąć połknięcia, to musimy zrobić wszystko, aby nas nie strawiono.

Listopadowy zryw młodych spiskowców z armii i szkół wojskowych zaczął się tragicznie i zainicjował wydarzenia, o równie tragicznym finale. Początkiem była rzeź generałów i wyższych oficerów, bratobójcze walki w Warszawie, a skutkiem katastrofa wojny polsko - rosyjskiej, upadek konstytucyjnego Królestwa, likwidacja większości atrybutów jego autonomii i trwałe zamknięcie szansy na to, aby stało się ono we właściwym momencie czynnikiem pozwalającym na szybszą emancypację narodu.

Wydarzenia lat 1815 - 31 są w sposób niewiarygodny wręcz zmistyfikowane i nawet ludzie mocno zainteresowani historią mają o nich wyobrażenia częstokroć zupełnie rozbieżne z faktami. Nawet finał , w postaci szturmu Warszawy z września 1831r., tak wzniośle opisany przez Mickiewicza, potwierdza tę tezę. Szturmu Warszawy nie było. Były walki na Woli, stanowiącej przedmieście, a potem kilkudniowy rozejm, w trakcie którego Ignacy Prądzyński wynegocjował niezwykle łagodne warunki kapitulacji miasta, posuwając się wcześniej do czegoś co nawet jego przychylny biograf musiał nazwać czynem mieszczącym się w kategoriach zdrady.

Dzięki owym warunkom, główny inicjator wybuchu powstania, Piotr Wysocki, mógł spokojnie z resztą wojska udać się na emigrację, ale tego nie zrobił. Wzięty do rosyjskiej niewoli, choć początkowo skazany na śmierć, skorzystał z carskiej łaski, zamieniającej mu wyrok na zsyłkę, którą odbywał w bardzo przyzwoitych warunkach, prowadząc dochodową wytwórnię mydła. Wziął tam wprawdzie udział w spisku zesłańców, ale znowu szczęście mu sprzyjało, skazany bowiem na karę 1000 kijów, przeżył ją w dość dobrym stanie, jako chyba jedyny , któremu udała się taka sztuka. I potem dalej doskonale prosperował, w końcu uzyskując pozwolenie na powrót do rodzinnej Warki. Zaiste, jak na człowieka, który wywołał tych rozmiarów bunt i zamachnął się na carskiego brata, naczelnego wodza armii w której służył, to poniósł konsekwencje zadziwiająco łagodne.

Podobnych wątpliwych biografii znamy co najmniej kilka, a najsłynniejszą z nich jest życiorys Waleriana Łukasińskiego, z którym wielki hagiograf tej postaci, Szymon Askenazy miał ogromny problem, zwłaszcza w kwestii wyjaśnienia działalności majora w zamojskiej twierdzy, a potem jego losów w Petersburgu, gdzie nic kupy się nie trzyma.

Zostawmy to, bo nigdy nie rozstrzygniemy, czy wybuch Powstania Listopadowego był prowokacją, a jeśli tak to czyją, jakie siły powodowały, że cała kampania wiosenno - letnia 1831r. miała z obu stron charakter "dziwnej wojny" , w której nikt nie chciał wydać drugiej stronie walnej bitwy, do głównego starcia doszło bez intencji walczących stron, a wszystkie świetne plany polskiej kontrofensywy, przygotowywane przez dwóch genialnych, ale zawzięcie ze sobą rywalizujących strategów - Ignacego Prądzyńskiego i Wojciecha Chrzanowskiego, były skutecznie neutralizowane przez głównodowodzącego, ale też polityków z księciem Adamem Czartoryskim na czele. Nie dowiemy się jakie były przyczyny nagłej śmierci Dybicza i Wielkiego Księcia Konstantego i dlaczego Prądzyński dopuścił się faktycznej zdrady , informując Rosjan zbliżających się do Warszawy o istnieniu silnego korpusu generała Ramorino, wysłanego z misją zadania im podobnego ciosu , jaki w 1920r. otrzymali bolszewicy. Nie dowiemy się też dlaczego na czele owego korpusu stał właśnie Ramorino, postać zupełnie nie nadająca się do takiej roli.

Lubię to! Skomentuj145 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura