wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
140 obserwujących
265 notek
667k odsłon
  2691   14

Operacja "Dynamo". Czy Niemcy potrafią pływać ?

Jedną z cenniejszych obserwacji Monteskiusza zawartych w długim i nudnym dziele "O duchu praw" było powiązanie zasad życia społecznego i politycznego ludzkich zbiorowości z warunkami geograficznymi i przyrodniczymi, w jakich przyszło im funkcjonować. W Europie ten związek ma moc szczególną, dzieląc kontynent na dwie części, wprawdzie w obrębie cywilizacyjnego uniwersalizmu, ale jednak. Na naszym kontynencie występuje bowiem grupa państw, które zbudowały imperia kolonialne i nie jest zbiegiem okoliczności, że są to kraje posiadające łatwe wyjście na Ocean Atlantycki. Portugalia, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Holandia. Oczywiście wskazany wyżej warunek spełniają jeszcze Skandynawowie, ale ich z kolei ogranicza zbyt mała zasobność własnych terenów, nie pozwalająca na stworzenie odpowiednio silnej populacji, zdolnej do ekspansji kolonialnej. Kraje atlantyckie z definicji są postawione w uprzywilejowanej sytuacji wobec pozostałych, zmuszonych do handlu na ograniczonych akwenach i narażonych na zderzenie z silną ekspansją azjatycką, początkowo arabską, potem turecką. 

W konsekwencji mamy w Europie państwo posiadające ogromny potencjał, a nie mające żadnych możliwości rozwinięcia go na zewnątrz kontynentu. To oczywiście Niemcy. Spóźnione na wyścig o kolonie, w którym i tak ograniczenia dróg morskich skazywały je na drugorzędność, kierowały swoją ekspansję ku kontynentalnym sąsiadom, aby niezależnie od wyniku tych zmagań, dalej pozostawać bez możliwości wypłynięcia na szerokie wody. Widzimy to w trakcie obydwu wojen światowych. Niezależnie od sukcesów armii lądowych, Niemcy pozostają odcięci od świata. Pozbawieni surowców i jakiegokolwiek zamorskiego handlu. Te ograniczenia widać nawet w chwilach największego tryumfu, gdy rozmiar klęski przeciwników buduje tylko pozory wielkości zwycięzców. Rewelacyjnym przykładem jest tu absolutnie symboliczna Dunkierka. Katastrofa Aliantów w 1940r., bijąca w wyobraźnię stekami tysięcy ton pozostawionego na plaży żelastwa, przed chwilą będącego drogim wyposażeniem wielkich armii, nie może jednak przesłonić istoty rzeczy. Ta ma dwie znakomite ekranizacje - Leslie Normana z 1958r. i Christophera Nolana z 2017r., ściśle ze sobą związane głównym motywem fabularnym. 

Operacja "Dynamo", czyli ewakuacja okrążonych wojsk sojuszniczych z Francji do Wielkiej Brytanii, to jeden z najbardziej niezwykłych historycznych dowodów na to gdzie i dlaczego kończą się niemieckie wpływy. Na kilkudziesięciu kilometrach cieśniny, pozwalającej Brytyjczykom nie przejmować się groźbą zmierzenia się z silniejszym wrogiem na własnej ziemi. Niemcy dochodzą do brzegu Kanału i to koniec ich marszu. Naprzeciw wypływa im Royal Navy, ale nie tylko, bo też wielkie pospolite ruszenie właścicieli cywilnych łodzi, jachtów , barek i wszystkiego co pływa. Po zęby uzbrojeni, przesiąknięci zaborczym i zwycięskim duchem Niemcy, muszą się zatrzymać przed ludźmi morza. Oni nie umieją tak pływać.

Gdy rzucimy okiem na mapę Europy w szczycie potęgi III Rzeszy, to wciąż widzimy to dojmujące ograniczenie - Hitler i jego ludzie wciąż nie mają się jak z Europy wydostać. Mogą tylko pod, albo nad wodą, ale to pozwala na dwuletnie podcinanie brytyjskiego zaopatrzenia, a nie strategiczne przełamanie blokady. Wszelkie próby jej złamania przez okręty nawodne, kończą się zazwyczaj w ten sam sposób i to od samego początku wojny, od bitwy u ujścia Rio de la Plata. A gdy do wojny włączają się Stany Zjednoczone, los III Rzeszy jest przesądzony.

Przy takim położeniu, gdy Niemcy nie mieli, nie mają i nie będą mieli jak wypłynąć na Ocean Atlantycki, pozostaje im jeden kierunek kolonialnej ekspansji. Na wschód i na południe. I to jest nasz problem. Od z górą tysiąca lat. I to z czym mamy obecnie do czynienia, to właśnie moment krytyczny. Nasi zachodni sąsiedzi osiągnęli absolutnie dominującą pozycję w Europie. Tym razem złapali historyczny moment, gdy brak kolonii stał się na jakiś czas ich dobrodziejstwem. Francja, Wielka Brytania i Rosja wciąż mierzą się ze skutkami rozkładu swoich imperiów, w których słońce nie zachodziło. Skutków nie opanowały do dziś, a czynniki destrukcji dotarły już do dawnych metropolii. Wiemy jednak, że zwłaszcza Brytyjczycy mają potencjał do szybkiego odzyskania równowagi. Zresztą wyjście z UE jest tu najlepszym dowodem, że dalej potrafią bezbłędnie definiować własne interesy.

Niemcy , które z konieczności wyszły z kasyna po upadku III Rzeszy i wzięły się do pracy, zamiast do prób odgrywania się, zbierają teraz żniwo tej polityki. Zajmują najwygodniejszą możliwą pozycję - techniczną przewagę wspierając monopolem na eksploatację bogactw surowcowych wschodu. Nie muszą wzorem Sindbada pływać w poszukiwaniu mitycznego Ofiru, mają go pod nosem, a żeglować po Bałtyku umieli zawsze. To morze w sam raz na ich talenty w tym zakresie. A zatem w tej chwili Niemcom wszystko sprzyja. Wszystko oprócz tendencji.

A ta nie wygląda różowo, bo niby "Festung Europa" robi na mapie wielkie wrażenie, ale ma już wielu wrogów. Wprawdzie Francja wobec IV Rzeszy ma pozycję zbliżoną do tej jaką miał rząd Vichy wobec Hitlera, Rosja wydaje się całkowicie podporządkowana niemieckim interesom gospodarczym, ale to jest przejściowe i kto wie czy Petersburg kiedyś znów nie będzie zmieniał nazwy na Piotrogród. Kością niezgody jest tu oczywiście Ukraina, czyli kraj mający potencjał bycia najbogatszym na świecie. Tego nikt nie odda, skoro już udało się ją odpruć od Rosji. A na Ukrainie krzyżują się wpływy największych światowych graczy, jak Stany - Izrael, Chiny, Rosja, Niemcy, a nie wolno też zapominać o Turcji. Postaw żółto niebieskiego płótna. I to przesądza sprawę niemieckiej przyszłości. Kto nie umie pływać, musi szukać dróg lądowych, a te z Niemiec wiodą generalnie przez Polskę. A na Ukrainie to są w ogóle słabe, bo budował najlepszy kumpel Tuska, to pewnie nie da się po nich jeździć nawet ruskim czołgiem.

I zdaje się o to idzie gra. Co kto z Ukrainy wyszarpie. Pierwszy ruszył Putin, w 2014r. na poważnie i pewnie z jakimś zewnętrznym przyzwoleniem. Teraz ciąga obwoźny cyrk militarny w "tam i sam", pewnie po to aby osłonić uchwałę Dumy o przyłączeniu separatystycznych republik do Federacji Rosyjskiej. To wszystko na co go stać. Dostał wsparcie od Niemiec, ale tym zdaje się właśnie ktoś pogroził palcem. Ktoś kto umie pływać.

A my? Nam pozostaje rola obserwatora partii szachów, hołdującego zasadzie : "kibic z dala , niech się nie w....ąca". Poczekamy. Jedyne czego nie powinno nam zabraknąć, to cierpliwość.


Lubię to! Skomentuj95 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka