wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
130 obserwujących
225 notek
577k odsłon
  1189   3

"Dziady", czy "Miotełki"? O sile teatru

Teatr Narodowy / Twitter
Teatr Narodowy / Twitter

Niezbyt często zadajemy sobie pytanie, czy historia czytelnictwa jest tożsama z historią literatury, a ta z kolei czy zawsze zgadza się z dziejami teatru. Poruszając się po dobrze oznaczonych głównych szlakach, nie zwracamy uwagi na boczne ścieżki - niejednokrotnie błądząc.

W czasach konstytucyjnego Królestwa Polskiego, polski teatr przeżywał swoje wielkie chwile, stając się areną walki prądów klasycznych z nadchodzącą nową falą romantyczną, która ostatecznie wymiotła z kart historii literatury polskiej dorobek piśmienniczy pokolenia, które największą aktywnością publiczną odznaczało się w czasach rozbiorowych i pierwszych dziesięcioleciach po upadku Rzeczpospolitej. Dla dokonań szeroko rozumianego "obozu klasyków" mamy jedno określenie, coś w rodzaju łacińskiego plusquamperfectum - było, szczęśliwie minęło bez śladu w naszej narodowej świadomości, i nie wróci, bo po co? Wielkie nazwiska ówczesnych twórców jakoś się jeszcze kołaczą, choć raczej bardziej związane z innymi dziedzinami niż piśmiennictwo. Na jego gruncie służą tylko jako kontrapunkt dla Wieszczów. Do zdawkowego, niechętnego omówienia, albo wręcz wyszydzenia. O pomniejszych nie pamięta nikt. 

Być może nie byłoby to tak dolegliwe, ani dla współczesności ważne, gdyby nie to, że w naszej sytuacji kultura i sztuka muszą być ponadprzeciętnie polityczne. To warunek przetrwania. I tak było też w latach 1815 - 30. Ostatecznie "romantycy" zatryumfowali, eliminując "klasyków" z naszego patriotycznego dorobku, podobnie jak młodzi podchorążowie eliminowali w noc listopadową próbujących ich zatrzymać oficerów, w tym własnych wykładowców. 

A zatem pozostał nam przekaz wielkich piór "wielkiej emigracji" i o epoce generalnie wiemy tyle ile chcieli Mochnacki z Lelewelem, a zwłaszcza Mickiewicz. Żyjemy zatem w "krainie ułudy", w której żołnierze 4 pułku piechoty liniowej, czyli słynni "Czwartacy", kluczowi dla powstania i w momencie wybuchu, i dalszego trwania, szli do szturmu na grochowski lasek z egzemplarzem poezji Mickiewicza w tornistrze, a wcześniejsze natchnienia czerpali z czytania poematów Mistrza w koszarach przy Zakroczymskiej. 

Tak jednak nie było. Pogodzenie się z faktami przychodzi trudno, ale jest konieczne, bo jeśli nie odczytamy historii prawdziwej, nie odtworzymy realnych postaw i motywów, wkomponowanych w prawdziwe tło, to niczego o sobie się nie dowiemy.

Otóż proszę Państwa - największym przebojem teatralnym w latach przedpowstaniowych było dzieło , o którego istnieniu wiedzą pewnie nieliczni spośród znawców sceny polskiej i literatury w ogóle. Autorem był niejaki Ferdynand Raimund ( Rajmund? Raymann? - do dziś nie jest to jasne ), Austriak w każdym razie. Rzecz miała tytuł "Chłop milionowy, czyli dziewczyna ze świata czarownego", należała do gatunku określanego mianem komedio - opery , czyli czegoś w rodzaju dzisiejszego musicalu. Przetłumaczona na polski przez Józefa Damsego, poruszyła całą Warszawę. Grana od 1829r. ( chyba ) w Tetrze Narodowym, mieszczącym się podówczas w nieistniejącym dziś budynku na Placu Krasińskich, wystawiana była po kilkadziesiąt razy rocznie. W teatrze Rozmaitości na Krakowskim Przedmieściu z równym powodzeniem grano jej parodie polskich autorów: "Babę milionową", "Dziewczynę milionową" i "Chłopca studukatowego, czyli zaklętą w kaczkę dziewczynę na Ordynackiem". Przedstawienia te wzbudzały furię najważniejszego z "romantyków", jako świadectwo nikczemnego gustu warszawskiej publiczności, ale też wyprowadzały z równowagi różnych szpicli i donosicieli , jak ów słynny Macrott, który donosił, że w ich trakcie dochodzi do politycznych wystąpień.

Czas z grubsza omówić fabułę tego hitu. Główny bohater to niejaki Fortunat, ubogi chłop, po drodze z pola spotykający dziwnego jegomościa, będącego jak się okaże duchem Zawiści. Ów obiecuje chłopu skarb, ale z przestrogą, że ma porzucić pracę, oddać się życiu miejskiemu i zbytkownemu, a córkę koniecznie wydać za jakiegoś możnowładcę. Zawiść jak wiadomo obietnic dotrzymuje i Fortunant w koszu z jabłkami odnajduje masę owoców nafaszerowanych ogromną ilością złotych dukatów.

Nie będę zanudzał, wskazując tylko, że akcja się potem nieprawdopodobnie gmatwa, bo córka Fortunata jest zakochana w ubogim rybaku, sam cudowny bogacz rzeczywiście hula, ale przychodzi otrzeźwienie, gdy widzi odchodzącą , złą na niego młodość i wpychającą się w jej miejsce starość. Złamawszy obietnice dane duchowi Zawiści, zostaje pozbawiony majątku i musi zająć się wytwarzaniem i sprzedażą mioteł. I owe "miotełki" są tu kluczowe, bo reklamując wyrób, Fortunat śpiewa kuplety w stylu:

"Cóż to za pani ta,

co na łbie fiołki ma,

krok szumny, śmiały gest,

wszak to kucharka jest,

nie pójdziesz ty mi stąd,

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura