wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
130 obserwujących
225 notek
577k odsłon
  4663   28

PGL Lasy Państwowe, czyli test na suwerenność

Na początek kilka informacji podstawowych:

Według danych GUS z roku 2018, lasy stanowiły 29,6% powierzchni kraju, czyli 9,2 miliona hektarów, z czego 7,3 miliona pozostawało w zarządzie Państwowego Gospodarstwa Leśnego "Lasy Państwowe". To długa tradycja zapoczątkowana w 1816r. w Królestwie Polskim stworzeniem profesjonalnej administracji leśnej. Samo gospodarstwo "Lasy Państwowe" zostało powołane do życia rozporządzeniem prezydenta RP w 1924. Pierwszy dyrektor Adam Loret został aresztowany przez Niemców w 1939r. i jego los jest nieznany. W Katyniu, Charkowie i Miednoje zamordowano 724 polskich leśników, według ostrożnych szacunków 11 tysięcy z nich czynnie walczyło w czasie ostatniej wojny.

W 1945r. lesistość Polski wynosiła 21%, obecnie przekroczyła 30. Poprawiła się też radykalnie różnorodność drzewostanów. Tuż po wojnie bory iglaste stanowiły 87% wszystkich zasobów, teraz 31% to już lasy liściaste znacznie odporniejsze na pożary i działania szkodników. Drzewa starsze niż 80 lat zajmują obecnie 2,1 miliona hektarów powierzchni, w 1945r. było to ledwie 0,9 miliona.

Przemysł oparty na eksploatacji drewna daje 2,5% PKB Polski ( i to w realnej gospodarce ) i tworzy miejsca pracy dla 375 tysięcy osób,  w firmach przeważnie polskich, z których przeszło 90% zatrudnia mniej niż 10 pracowników. W cenach z roku 2020 to produkcja o wartości 50 miliardów złotych. Polska jest szóstym w świecie wytwórcą mebli i stolarki, ale trzecim eksporterem i to wszystko oparte na własnych zasobach i technologiach.

A zatem PGL "Lasy Państwowe" to narodowy skarb znacznie więcej wart niż "ORLEN" i KGHM razem wzięte. Nic zatem dziwnego, że wraz z rozpoczęciem obłąkańczej polityki UE w zakresie "zielonego ładu" leśnicy stali się obiektem dzikiej nagonki inspirowanej przez obce media , w tym głównie "Gazetę Wyborczą". Od kilku dni na portalach AGORY pojawia się seria silnie promowanych artkułów pod zbiorczą nazwą "ekologiczne śledztwo", których tematem są rzekome afery związane z Lasami Państwowymi. Komentarze pod tymi wpisami nie pozostawiają złudzeń, że zohydzanie polskich służb leśnych odniosło już zamierzony skutek i bezmyślna gawiedź, sekunduje tu dzielnie rozprawie z fundamentami naszej suwerenności - bo "Lasy Państwowe" nimi są. To najlepsza administracja tego typu w świecie, z przeszło dwustuletnią tradycją, częstokroć wielopokoleniową i rzadkim już dziś poczuciem służby publicznej.

Przytoczone statystyki są tu jednoznaczne. Mimo trwałej i intensywnej eksploatacji gospodarczej, dzięki pracy polskich leśników, powierzchnia, jakość i różnorodność rodzimych lasów, wciąż się zwiększają. To oczywiście jest solą w oku niemieckiego dominium jakim stała się UE i nie od rzeczy jest tu przypomnienie, że większość naszych zasobów  w tym dziale narodowych dóbr, znajduje się na terenach przyznanych Polsce kosztem III Rzeszy. Największy nasz kompleks leśny to Bory Dolnośląskie, a przecież ogromne połacie lasów znajdują się na Mazurach, Pomorzu Zachodnim i Ziemi Lubuskiej.

Wprawdzie traktat akcesyjny pozostawił nam swobodę prowadzenia gospodarki leśnej, ale jak wiadomo KE wspierana przez TSUE traktatami się nie przejmuje i zamach na nasz narodowy skarb, dokonywany jest zwykłą metodą "obejścia". W tym wypadku jest to dyrektywa o bioróżnorodności, stanowiąca element unijnej polityki "nowego zielonego ładu", nakazująca każdemu krajowi wyłączenie 10% powierzchni lądowej spod jakiejkolwiek eksploatacji gospodarczej, a nawet ingerencji człowieka. Zapatrzyli się unijni urzędnicy na filmy z okolic Czarnobyla i zapragnęli stworzyć dzikość wszędzie gdzie się da. W Polsce realizacja tych założeń musi doprowadzić do pogromu "Lasów Państwowych". Według wstępnych szacunków będą musiały wyłączyć ze swoich zasobów ok. 2,5 miliona hektarów. To oczywiście oznacza załamanie zbilansowanej gospodarki leśnej, pozbawienie polskich firm dostępu do surowca, a w przyszłości albo ich upadek, albo uzależnienie od drewna importowanego - z Białorusi i Rosji.

Co więcej - w warunkach, gdy poza absolutnymi enklawami lasy są efektem pracy ludzkiej, ich opuszczenie przez fachowe służby, doprowadzi do nieodwracalnej degradacji, co zresztą już widać w otulinie Puszczy Białowieskiej, której nie pozwolono ratować. Miejsce po martwych świerkach zajmuje inwazyjna czeremcha amerykańska, albo jeżyny, trudne do wytępienia.

Zniszczenie PGL "Lasy Państwowe" stało się celem wrogich nam środowisk unijnych, zdających sobie sprawę jak wielkim oparciem dla polskiej gospodarki jest posiadanie tak unikalnych zasobów zarówno biologicznych jak i w ludzkiej fachowości idącej w parze z zaangażowaniem i poświęceniem. Uruchomienie kampanii dezinformacji w prounijnych, polskojęzycznych mediach, zbiegło się w czasie z rozsyłaniem do nadleśnictw ankiet, których celem jest opisanie drzewostanów, nadających się do objęcia ich polityką "bioróżnorodności", nadzorowaną z Brukseli, a zatem de facto wyłączającą wielkie i cenne obszary Polski spod krajowej jurysdykcji.

Machina ruszyła, przy tym zwykłym biurokratycznym unijnym trybem małych kroczków milionów przepisów, o których uchwaleniu i wdrożeniu dowiadujemy się już po czasie, a apelować możemy do TSUE.

Poza delikatną i niekonkretną inicjatywą ministra Siarki, odpowiedzialnego za kwestie leśnictwa, nie widać , aby ktokolwiek z rządzących zdawał sobie sprawę z zagrożenia. Pomysł ministra , aby uruchomić fundusze na skup gruntów rolnych nadających się do zalesienia jest dobry, tyle że efekty może przynieść za kilkadziesiąt lat. Póki co grozi nam zablokowanie i przejęcie przez międzynarodowe oligarchie najcenniejszych polskich zasobów, a wyraźnego oporu ze strony obozu władzy nie widać.

To test na prawdziwe intencje w zakresie ochrony naszej suwerenności. Pilnujmy lasów, starajmy się gdzie się da wywierać presję, nagłaśniajmy temat, brońmy leśników przed kampanią nienawiści. W tym zakresie każdy może zrobić dużo, bo to są kwestie ponad wszelkimi podziałami. Zwykłe prywatne rozmowy mogą dać tu lepsze efekty niż medialne kampanie. Reklamowanie pracy polskich leśników nie jest trudne. Przed wojną mieliśmy trzy parki narodowe, po wojnie dwa, obecnie 23 , wszystkie dzięki ich wysiłkom i staraniom. To są ludzie kochający przyrodę, umiejący o nią dbać, tak aby odwdzięczała się swoimi darami. 

Nie dajmy sobie wydrzeć dziedzictwa i nie ufajmy nikomu. Pilnujmy rządzących , aby w tym zakresie nie ważyli się na żadne ustępstwa.

Lubię to! Skomentuj123 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka