wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
137 obserwujących
248 notek
637k odsłon
  961   5

Niemcewicz u Waszyngtona. Pierwszy sojusz z Ameryką

O Julianie Ursynie Niemcewiczu można opowiadać długo, bo to w naszej historii postać fundamentalna, a przy tym szerzej nieznana. Poza "Powrotem Posła" znajomość jego twórczości nie wychodzi poza grono zapaleńców, a pewnie i niewielu mieszkańców wyrosłego na jego dawnym majątku warszawskiego Ursynowa zdaje sobie sprawę ze źródeł nazwy zamieszkiwanego osiedla. Zresztą, gdyby właściciel pozostał przy pierwotnym zamyśle nazwania swojego majątku, to Ursynów byłby "Ameryką". To ciekawy trop, wskazujący na bardzo silny wpływ Stanów Zjednoczonych na nasze dzieje. Pamiętamy o Pułaskim i Kościuszce, uznajemy ogromne zasługi Paderewskiego, ale o Niemcewiczu  jako "amerykańskim łączniku" nie wiemy prawie nic. A szkoda, bo gdyby zawodowcom chciało się realnie opisać nasze więzi ze Stanami, to być może natknęli by się na jakieś ciekawe ślady, pozwalające na wytłumaczenie skutków - takich jak choćby słynna deklaracja prezydenta Wilsona.

Julian Ursyn Niemcewicz dotarł do Ameryki jako towarzysz Tadeusza Kościuszki. Wzięci razem do niewoli w dniu maciejowickiej klęski, cierpieli wspólnie jako więźniowie Katarzyny w Petersburgu. Szczęśliwie "imperatorowa" niewiele przeżyła Rzeczpospolitą i zmarła (?) 17 listopada 1796r. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności do Gatczyny, siedziby Pawła, wiadomość o śmierci Katarzyny dostarczył pozostający w służbie następcy tronu Polak - Józef August Iliński, który, choć uważany za zdrajcę, natychmiast upomniał się o pozostających w niewoli rodaków. Dzięki temu jednym z pierwszych działań nowego cara było uwolnienie 12.000 polskich więźniów, w tym przede wszystkim Kościuszki, Niemcewicza i Ignacego Potockiego. Z tym ostatnim był problem, bo warunkiem oswobodzenia wszystkich więźniów było przyrzeczenie nie podnoszenia szabli przeciw Rosji. Kościuszko taką przysięgę osobiście złożył, ręcząc też za Niemcewicza, za Potockiego słowem honoru i majątkiem poręczył ów Iliński. 

Naczelnik nie skorzystał z oferty Pawła, przyjęcia wielkiej majętności ziemskiej i wymówiwszy się stanem zdrowia ogłosił zamiar udania się do Ameryki. Car wypłacił zatem równowartość odrzuconej darowizny w gruncie i "duszach", czyli 60.000 rubli z własnej szkatuły. Po tak zaopatrzone " ruskie onuce", czy też raczej jedwabie, czyli Kościuszkę i Niemcewicza, król szwedzki przysłał osobisty okręt, na którym oficerowie szwedzkiej marynarki pełnili funkcje majtków. Na tej jednostce obaj dotarli do Londynu, gdzie witał ich  Lord Grey, dokładając przy tym Kościuszce, trzecią - po otrzymanych od cara i szwedzkiego króla - honorową szpadę.

Następnie obaj udali się do Stanów, gdzie również zorganizowano wielką fetę na cześć Kościuszki. W Filadelfii publiczność wyprzęgła konie i sama ciągnęła wóz Naczelnika, a Kongres nakazał wypłacić wszystkie zaległe pobory i przekazać majątek ziemski.

Mając u boku Naczelnika zapewniony godziwy byt , Niemcewicz rozpoczął ożywioną działalność towarzyską, a zażyłość z Kościuszką otwierała mu wszystkie drzwi. Dzięki protekcji niejakiego Thomasa Law w maju 1798r., Niemcewicz został zaproszony do majątku Mount Vernon, będącego własnością Jerzego Waszyngtona, gdzie spędził blisko trzy tygodnie, podejmowany z wyszukaną gościnnością. Ojciec założyciel Stanów Zjednoczonych i jeden z głównych twórców ich konstytucji, poświęcił na rozmowy z jednym z najważniejszych twórców Konstytucji 3 Maja bardzo dużo czasu i choć zachowała się z tych rozmów tylko skromna osobista relacja Niemcewicza, to trudno przypuszczać aby dotyczyły głównie spraw zarządzania majątkiem, jak to wynika ze wspomnień naszego statysty. 

Dzięki ożenieniu się z panią Kean, wdową po prominentnym polityku, Niemcewicz dostał obywatelstwo amerykańskie, a choć jeszcze nie miało wtedy takiej wagi jak obecnie, to dawało wielką swobodę działania, jako że nie zmuszało Niemcewicza do oddawania się w "poddaństwo" któremukolwiek z zaborców.

Wrócił do Polski na chwilę w 1802r., załatwił sprawy spadkowe po ojcu i odbył liczne rozmowy z Czartoryskimi w Puławach, po czym wrócił do Stanów, aby ponownie pojawić się w Polsce w październiku 1807r., na wezwanie władz Księstwa Warszawskiego.

Zostawmy tu indywidualną karierę Niemcewicza, a skupmy się na jednym z nikłych i zapomnianych śladów jego aktywności, dającym jednak wielkie pojęcie o korzeniach naszej nowoczesnej myśli politycznej.

W 1803r., w drukarni zaprzyjaźnionego Tadeusza Mostowskiego ( mieszczącej się w słynnym Pałacu Mostowskich ), Niemcewicz wydał w dwóch tomach zbiór swoich dzieł wierszem i prozą. W tomie I znajduje się dość niezwykła pozycja zatytułowana "Krótka wiadomość o życiu i sprawach Generała Washington". Ten niewiele ponad stustronicowy tekst zawiera życiorys Jerzego Waszyngtona, opis spotkania w Mount Vernon , ale przede wszystkim treść manifestu prezydenta Stanów Zjednoczonych, ogłoszonego 17 września 1796r. i zawierającego katalog zasad jakie twórca niepodległości Ameryki pozostawiał swoim następcom.

Nie wiem czy istnieje inne polskie tłumaczenie, nie znam osobiście żadnego innego  dzieła, w którym wskazówki Jerzego Waszyngtona byłyby w Polsce publikowane. A jest nad czym się zastanowić, zwłaszcza dziś. Widać, że Niemcewicz przejął się politycznym przesłaniem Waszyngtona, dlatego sprytnie omijając pruską cenzurę, opublikował je jako cytat z wielkiego męża stanu, pokazując narodowi drogę ku odrodzeniu. Według spisu z 1800r. Stany Zjednoczone ( nie licząc niewolników ) miały 5.642.142 mieszkańców, by w niewiele ponad 100 lat później stać się największą w świecie potęgą. Realizując proste przesłanie Jerzego Waszyngtona:

"Naród wolny , baczny bydź zawsze powinien na wpływ obcy; i zachować bezstronność dla wszystkich. Zbytnia pryncypialność lub też przychylność do iakiego narodu sprawia, że niebespieczeństwo z iedney tylko strony widziemy, a tym czasem z drugiey ukryte są sidła; i wpływ obcy wdziera się. Prawdziwi patrioci przeciwni kabałom ulubionego narodu , wystawieni są na wzgardę i podeyrzenie, kiedy ci co są narzędziami iego, lub których on oszukuie , przywłaszczaią sobie poklaski i ufność ludu, któremu źle służą".

C.D.N.


Lubię to! Skomentuj55 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura