wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
137 obserwujących
249 notek
639k odsłon
  1784   17

Nemo plus iuris. O naszych atutach

Społeczny geniusz Rzymian objawiony w niesamowitym talencie do konstruowania zasad prawnych jest wciąż niewyczerpaną skarbnicą, choć coraz trudniej dostępną, ze względu na naszą nieumiejętność korzystania z jej zasobów. Przerejestrowaliśmy się w naszej cywilizacyjnej pysze do zupełnie innej tradycji i pewnie wkrótce przyjdzie nam za to zapłacić wielką społeczną cenę, przy wszystkich obecnych pozorach stabilności i dobrobytu.

W obfitych dyskusjach na temat tego jak to Unia Europejska, a Polska w szczególności stoją na straży tradycji wolności jednostki , poszanowania praw podmiotowych i zasad demokracji, nieodmiennie z poczuciem wyższości, oznajmiamy "Urbi et Orbi" - my to wielka cywilizacja, a wszyscy inni azjatycka, afrykańska, czy tatarska dzicz. Budujemy wizje naszego magnetyzmu przyciągającego wszystkich sąsiadów, także tych zupełnie odległych - nie obietnicami nieróbstwa na obfitych zasiłkach, tylko zakresem praw , w którym każdy będzie się mógł zachłysnąć wolnością i swobodą.

W tym miejscu przypomina się jedna z najbardziej podstawowych rzymskich zasad prawnych - nemo plus iuris in alium transferre potest quam ipse habet - co na polski można przełożyć zupełnie dosłownie. Nikt nie jest w mocy przenieść na drugiego więcej praw, niż sam posiada. Niby proste, czytelne i zrozumiałe. Istnieją wprawdzie od tej zasady wyjątki, z najsłynniejszym - rękojmią wiary publicznej ksiąg wieczystych. Ten akurat w warunkach elektronizacji obiegu, stracił na praktycznym znaczeniu. Istota rzeczy jest jednak jasna. Możemy skutecznie dysponować jedynie tym co sami mamy.

Jeśli ową prostą rzymską zasadę zastosujemy do oceny rzeczywistości, nie tej rzeczywistej oczywiście, tylko tej produkowanej przez miliony aparatów do wytwarzania sztucznych impulsów, to możemy się mocno zdziwić. Pod warunkiem, że jesteśmy ludźmi myślącymi.

Porzućmy beznadziejne rozważania o ponurej oligarchii jaką stała się Unia Europejska, świetnie wypełniająca kryteria określone przez genialnego poetę " o nierządne królestwo i zginienia bliskie, gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość ma miejsce, ale wszystko złotem kupić trzeba". To jeszcze nie my. To monarchia brukselska, która już nas połknęła, ale jeszcze nie strawiła. Oddychamy przez słomkę, choć z coraz większym trudem, ale podobno mamy ryknąć na oprawców. Zobaczymy.

Na razie ryczymy na wschodnią satrapię - bezpiecznie, z posadkami, podatkami i białymi chorągwiami, schowani za plecami dzielnie walczących Ukraińców. I właśnie sytuacja naszych sąsiadów pobudziła do marzeń, bo przecież nie do czynów, polnych i wielkich hetmanów, a także pomniejszych towarzyszy husarskich i pancernych, odkurzających odziedziczone po przodkach skrzydła i misiurki, gotowych, przynajmniej werbalnie, ruszyć na "dzikie pola", aby wybić tam okno do wielkości. Wpuścić świeżego stepowego powietrza do naszego zatęchłego pokoju, przewietrzyć środek Europy i pokazać światu, że Polak potrafi, zwłaszcza z Ukraińcem u boku. Może.

Złoty róg grzmi, ale cholera, zasada nemo plus iuris też w uszach dzwoni. Bo co my tam zaniesiemy? Na Ukrainę , na Białoruś, a może nawet jakimś Rosjanom, tym nielicznym co mają skórę, a nie sierść? 

Odtwarzając ustrój totalitarny, w którym czerwonych towarzyszy zastępują rzesze niemniej sfanatyzowanych "zielonych khmerów" , produkujemy pod ich dyktando miliony norm, tak ustawiających realia życia społecznego, że dowolny urzędnik, w dowolnym momencie może zorganizować "śmierć cywilną" każdemu obywatelowi - co chcemy nieść na wschód? Tym ludziom , którzy o naszym raju mają zupełnie błędne wyobrażenie?

W tej chwili wojna na Ukrainie przykryła swoimi dymami kilka fundamentalnych kwestii, pozwalających na postawienie jednoznacznej tezy. Nikomu wolności nie damy, bo sami ją tracimy. Nemo plus iuris. Pod osłoną "pandemii" rozpoczęto projekt budowy germańskiego cesarstwa, któremu jak na malowidle z czasów Ottona III kłaniają się wszyscy lennicy. Rolnictwo węglowe, dyrektywa bioróżnorodności, czy inne elementy pakietu fit for 55 - czy to wszystko zostało zarzucone? Bynajmniej. Chwali się nasza władza jak to wielkimi "misiami" zatka gęby niedowiarkom, ale autentyczną wizualizacją tego co nas czeka była widowiskowa dekonstrukcja w Ostrołęce i przebijające się bocznymi steczkami widoki z Holandii. To jest przyszłość niemieckiej Europy, a my w awangardzie, bo niczego tu nie zakwestionowaliśmy. 

Czy proszalny dziad, którym się staliśmy, niezdolny do kontrolowania fundamentów swojej niepodległości, jak samodzielność energetyczna, czy sprawowanie wymiaru sprawiedliwości na własnym terytorium, może komuś czegoś udzielić, poza wzięciem pod rękę i pójściu razem po prośbie, na zasadzie wiódł ślepy kulawego?

Grupka sędziów trzęsie Polską , za nic mając jej fundamentalne ustrojowe zasady. Pruski król "bierze w obronę" dysydentów, jak niegdyś po sprawie toruńskiej. Ogrzewać się możemy tylko tym, na co nam hegemon pozwoli. Od lat nie zbudowaliśmy żadnej większej elektrowni, a do deficytów mocy dokładamy jeszcze rozkład sieci elektroenergetycznych. Mamy fundamentalny problem z gospodarką wodną, na pograniczu strukturalnych niedoborów wody. Ale lotnisko będzie wielkie. Chyba, że przyjedzie rewizor z Berlina i powie - nie pozwalam. Będziemy zaorywać.

Wszystko to nieważne. Ważne że zaniesiemy wolność na wschód. Albo nie zaniesiemy. Nemo plus iuris.

Lubię to! Skomentuj87 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka