wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
148 obserwujących
277 notek
698k odsłon
  1990   4

Romanowowie. Kongres Wiedeński cz. XIX

Wprawdzie poszukiwaniem w przeszłości kluczy do rozumienia współczesności zajmuje się garstka osób, działająca przy tym w warunkach zupełnie zobojętniałej publiczności, niezainteresowanej ustalaniem żadnych związków przyczynowych i wynikań, poznawaniem faktów i ich konsekwencji, ale raczej prędzej niż później historia upomni się o swoje prawa i przypomni niebacznym skąd wyrastają. Już się zresztą upomina. Bo tocząca się opodal wojna, a może jeszcze bardziej coroczne zjazdy możnowładców na dachu Europy, przypominają o jednym. Od czasów "mrocznych wieków" przypominanych często w potocznym zawołaniu "jak w średniowieczu", na Starym Kontynencie nic się co do zasady jego społecznej organizacji nie zmieniło. Bo dekoracje są różne, natomiast polityczny szkielet dalej ma ten sam charakter - czysto feudalny, oparty na wciąż tej samej konstrukcji prostej jak drabina, ze stojącymi na niej postaciami uzbrojonymi w młotki do tłuczenia po łbach znajdujących się na niższych szczeblach. Przy tym nie bezpośredniego tłuczenia, bo przecież wasal mojego wasala nie jest moim wasalem. Żyjemy zatem w uścisku garstki suwerenów i suzerenów, organizujących nam świat i dbających , aby mimo wszelkich pozorów postępu swobód obywatelskich wszystko zostało po staremu, a pańszczyźnianych chłopów zastąpili pańszczyźniani korporacjusze z dodanymi dla niepoznaki pozornymi przywilejami. To zresztą są tylko kwestie techniczne, wciąż nie dotykające istoty rzeczy. Realna władza i realna wolność to wyłączna własność feudałów , czasami kooptujących kogoś do swojego grona, głównie wtedy gdy nie ma innego wyjścia.

I właśnie na początku wieku XIX, do tej skostniałej struktury, gwałtownie potrzebującej zmiany form dla dalszego trwania, wdarło się dwóch niechcianych uzurpatorów. Dwóch cesarzy rzucających wyzwanie "Starej Europie", ba chcących nią zawładnąć - Napoleon Bonaparte i Aleksander I. Starcie między nimi było nieuchronne, a różnice znaczne, wynikające nie tylko z pochodzenia i cech charakteru, ale przede wszystkim ze statusu krajów jakimi władali. Jedno ich tylko nie różniło - parweniuszowski rodowód niedostosowany do kryteriów jakimi podówczas oceniano monarchów. To musiało rodzić kompleksy, widoczne zresztą u Napoleona w kompulsywnym "pożeraniu" tronów i obsadzaniu ich swoimi krewnymi, powinowatymi i klientami, u Aleksandra zaś w nieusuwalnej niechęci do udzielnych rodów pochodzących od Karola Wielkiego, wobec których nigdy nie umiał się odnaleźć, nawet w charakterze pogromcy Cesarza Francuzów. Czasami ta ułomność przybierała formy niemal groteskowe, gdy wyzywał na pojedynek Metternicha , ale jednak systematycznie , choć powoli pchała Cara ku mistycyzmowi, stanowiącemu potem podstawę do pośmiertnych legend o cesarzu , który został mnichem.

Bo właściwie kim był ów Aleksander I "Cesarz Północy"?  Kimś o zupełnie niejasnym rodowodzie i niepewnym nazwisku, a najmniej pewnej pozycji. Jak to w Rosji. Bo poznanie jej historii tylko w XVIII w. i tylko w zakresie "gry o tron", przekracza możliwości percepcji normalnego człowieka, a liczba postaci, zwrotów akcji , zamachów, buntów, przewrotów i zbrodni , zawstydza scenarzystów obdarzonych najbujniejszą fantazją. Najlepszym podsumowaniem niech będzie fakt, że Mikołaj Karamzin, fanatyczny niemal Wielkorus, twórca moskiewskiej historiografii, swoje fundamentalne dzieło urywa po wstąpieniu na tron Michała I Romanowa, założyciela dynastii, o której mowa. Nie dziwne, bo dalsze dzieje to krwawa kronika kryminalna, a ujawnienie czynów przodków, w niezbyt korzystnym świetle stawiałoby aktualnych władców. Rzućmy bowiem okiem tylko na najważniejsze kwestie w życiorysie "dziwnego cara".

Pochodzenia był bardzo wątpliwego, choć nie na poziomie rodziców tylko dziadków. Katarzyna II , jego babka, konsekwentnie twierdziła, ze ojcem jej syna  - Pawła I, ojca Aleksandra, nie był jej mąż , Piotr III. Podejrzenia były różne, sam Paweł kierował je ku Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, ale tu i tak niczego nie da się ustalić. Zostawmy biologię na rzecz oficjalnej genealogii, bo tu także jest ciekawie. Ów Piotr III , z dynastii Holstein - Gottorp ( po kądzieli pochodzącej od Kazimierza Jagiellończyka, przez jego córkę Annę Jagiellonkę zwaną w naszej historiografii "starszą" ), był wnukiem Piotra I Wielkiego. Wnukiem po kądzieli, synem Anny Piotrowny, córki Piotra I i cesarzowej Katarzyny I, jego drugiej żony. 

A zatem krew Romanowów i tym samym dynastyczne prawa do tronu Rosji, Aleksander dziedziczył po swojej pra pra babce Katarzynie Skowrońskiej, urodzonej w Inflantach pańszczyźnianej chłopce, obozowej dziewce, która zaczynając karierę jako żona prostego dragona, przechodząc z rąk do rąk, ostatecznie trafiła do łoża Piotra I, który nie tylko się z nią ożenił, ale nadał wszelkie prawa dziedziczne jej i jej potomstwu, czyli dwóm córkom. Taka genealogia nie mogła robić dobrego wrażenia, ani w Rosji, ani w Europie. Tym bardziej, że okoliczności w jakich carski tron dziedziczono, zadziwiały nawet najbardziej tolerancyjnych i nieczułych na zbrodnie obserwatorów. Swojego jedynego syna z pierwszego małżeństwa - cesarzewicza Aleksego, Piotr I osobiście zamordował. Jedyny syn Aleksego, Piotr, ostatni z Romanowów w linii męskiej, wstąpił na tron jako Piotr II w wieku lat 12, ale zmarł gwałtownie jako piętnastolatek. Podobno na ospę.

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura