kelkeszos kelkeszos
2218
BLOG

Polak Niemiec dwa bratanki, czyli memoriał Bandkiego

kelkeszos kelkeszos Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 82
Mało kto zapisał się w dziejach odrodzenia naukowej myśli polskiej po upadku państwa tak złotymi zgłoskami jak bracia Bandkie - starszy Jerzy Samuel  i młodszy Jan Wincenty. Obaj urodzeni w Lublinie jeszcze jako obywatele Rzeczpospolitej, w rodzinie niemieckiego pochodzenia i religii luterańskiej,  stanęli w rzędzie najważniejszych ludzi nauki polskiej w pierwszych dziesięcioleciach porozbiorowych. Jan Wincenty Bandkie to założyciel i pierwszy dziekan wydziału prawa Aleksandryjskiego Uniwersytetu Warszawskiego, natomiast jego starszy brat , o rozległej wiedzy i zainteresowaniach, zwłaszcza językoznawczych, przez długie lata zarządzał Biblioteką Jagiellońską, katalogując, zabezpieczając i rozwijając jej bezcenne dla Polski zbiory, a przy tym z niesłabnącą energią popularyzował wiedzę o języku, kulturze i historii Polski. Obydwaj należeli do tej wielkiej rzeszy osób pochodzenia niemieckiego, które wniosły ogromny wkład w rozwój naszego kraju, stając się wybitnymi Polakami. Ten fenomen nie jest u nas dostatecznie dobrze opisany, choć każdy posiadający choćby zdawkową wiedzę o narodowym dziedzictwie, zdaje sobie sprawę jak obszerne miejsce zajmują w nim ludzie o germańskim rodowodzie. Wielokrotnie przewyższające dorobek "Polaków ochotniczych" legitymujących się innym pochodzeniem. To trudno wytłumaczalne zjawisko dało nam masę postaci wybitnych, na wszystkich możliwych polach ludzkiej aktywności, od badań nad językiem polskim po dowodzenie flotą i nie umiemy jednoznacznie wskazać przyczyn tego zjawiska, najdobitniej chyba wyrażonego przez Jana Henryka Dąbrowskiego, pochodzącego po mieczu ze zniemczonej a po kądzieli z niemieckiej rodziny, który swoją niezłomnością jak najzasłużeniej wywalczył sobie pomnik w postaci refrenu naszego narodowego hymnu, choć polszczyzna nigdy nie była językiem, którym posługiwał się ze sprawnością choćby zbliżoną do tej, z jaką używał niemczyzny.
Jerzy Samuel Bandkie urodził się w 1768r. jako obywatel Rzeczpospolitej, po trzecim rozbiorze został poddanym pruskim, na stałe mieszkającym we Wrocławiu i tam nauczającym języka polskiego, aby w 1811r., po przenosinach do Krakowa zostać obywatelem Księstwa Warszawskiego, a po jego likwidacji w wyniku postanowień Kongresu Wiedeńskiego - stać się pełnoprawnym mieszkańcem Rzeczpospolitej Krakowskiej. Świetnie zatem znał oba narody i regiony, gdzie ich wpływy się ze sobą najczęściej burzliwie stykały. I zapewne dlatego, na dnie naszej klęski, po trzecim rozbiorze, w nadziei uratowania czegokolwiek z tradycji i kultury polskiej, pracował nad przekonaniem władz pruskich do łagodnej wobec podbitego narodu polityki, zapewniającej mu jakiekolwiek możliwości zachowania zagrożonej swoistości. I z taką zapewne intencją napisał w początkach XIX stulecia memoriał do rządu berlińskiego. Jego treść została udostępniona opinii publicznej dopiero w 1835r., po śmierci autora, który zawarł w tym dokumencie swoje stanowisko dotyczące możliwej współpracy Polaków i Niemców w ramach jednego państwa. Jako człowiek dwóch kultur, znający doskonale ich wady i zalety, widział przestrzeń dla takiej koegzystencji i wskazywał jej warunki.
Temu opracowaniu, zupełnie nieznanemu szerszej publiczności, o tyle warto się przyjrzeć, że choć pisane przez człowieka najdalej dla polskości życzliwego, zawiera ładunek emocji, wskazujący dlaczego żadna unia niemiecko - polska nie jest możliwa, a jednocześnie stanowi dowód na to, dlaczego taka unia była możliwa pomiędzy Polską, a Litwą. We wszystkich bowiem tego typu przedsięwzięciach elementem koniecznym i nieusuwalnym musi być wzajemny szacunek, dający podstawę do określenia praw i obowiązków stron na zasadach równości podmiotów i autonomii ich woli. W stosunku Niemców i Polaków taka sytuacja możliwa nie jest i to nie z naszej winy. I memoriał Bandkiego odpowiada na pytanie dlaczego tak jest i dlaczego nie ma szans na zmianę.
Tworząc ten dokument  około roku 1802, a zatem jeszcze niemal na dymiących zgliszczach  Insurekcji Kościuszkowskiej, Bandkie stwierdzał:
"Czas był zbyt krótki aby złagodzić w należytej mierze przeciwieństwa i przesądy, istniejące między Niemcami a Polakami, a spotęgowane przez wypadki niedawne. Niemcy zbyt często i zbyt silnie okazują niechęć Polakom, budząc w nich poczucie dumy i nienawiści , które nierzadko szkodliwiej oddziaływa na sprawę , niżby to na pierwszy rzut oka zdawać się mogło. Gdyby natura obdarzyła Polaków zaletami właściwymi Niemcom , przeciwieństwo to , o jakiem mowa, łatwoby się usunąć dało. Dobroduszny Polak stałby się dzielnym Niemcem i nie odczułby tak silnie swojej niedoli. Lecz niepodobna Polakowi zdobyć się na spokój i zimną rozwagę , wytrwałość w przedsięwzięciach, żelazną pilność i oszczędność Niemców, które tych ostatnich do obecnego świetności doprowadziły stanu. Natura, która macochą nie jest, obdarzyła natomiast Polaków innemi cnotami, zastępującymi tamte w zupełności".

Pamiętajmy, że słowa te napisał człowiek silnie, bezinteresownie i absolutnie szczerze sprzyjający sprawie polskiej i życzący nam jak najlepiej. Jakie zatem cechy miały zadecydować o możliwości uczynienia z Polaków wiernych i szanowanych poddanych monarchii Hohenzollernów?

" Owe cnoty , Polakom właściwe , są w stanie utrwalić pewność, że pod silnem i spokojnem panowaniem, nietylko, że Polacy nie ustąpią swym współobywatelom Niemcom, lecz że w walce o pierwszeństwo nie pozostaną za nimi. Owemi Polakom właściwemi cnotami są: wytrwałość w doli i niedoli i stąd wypływająca swoboda myśli, poprzestawanie na małem, sztuka znoszenia bez szemrania wszystkich przeciwności losu, zapał i entuzjazm w podejmowanych pracach, łatwość oryentowania się, fizyczna i umysłowa zręczność". Te cechy, właściwie wykorzystane przez berliński dwór: "Uczynią z Polaków wszystko: dobrych i wiernych poddanych , ludzi dzielnych , nie znających zniewieściałości i obawy przed niebezpieczeństwem, a nawet najpilniejszych obywateli, jakkolwiek zamiłowanie do pracy jest u nich sporadycznem. Lecz nigdy Polak nie stanie się dobrym Niemcem. Historia Śląska jest w tej mierze najlepszym dowodem".
Ostatni wniosek , choć stanowiący pewien zgrzyt w całym wywodzie jest jednak przestrogą dla Prusaków, aby nie próbowali roztapiać polskości w niemczyźnie. Nie da się. Przykład autora memoriału i tysięcy innych osób pochodzenia niemieckiego zaświadczył, że odwrotna tendencja jest nie tylko możliwa, ale wręcz powszechna, choć nie do końca umiemy określić dlaczego. Być może to kwestia zawartości człowieka w człowieku, rosnącej w Polsce, albo maszyny w człowieku, dominującej w Niemczech, a już zwłaszcza w ich pruskim wcieleniu.
W ledwie kilka lat po napisaniu tych słów wychwalających niemieckie powodzenie, monarchia pruska rozleciała się w kilka dni, a uratowały ją tylko rosyjska pomoc i niefrasobliwość Napoleona. Od tego czasu do dziś fortuna jeszcze parę razy potężnie zakręciła swoim kołem i nic nie wskazuje na to , aby się miała zatrzymać. Zwłaszcza gdy widzimy kolejny w dziejach niemiecki obłęd i kolejną próbę wtłoczenia go do głów Polaków. W niektórych przypadkach to się nawet udaje, bo widząc "polskiego" premiera i jego przybocznych, stojących na baczność przed niemiecką frau, mamy wrażenie, że gdzieś tam, z berlińskich archiwów wyciągnięto pismo Bandkiego, bądź podobne rozważania i postanowiono zrobić z nas dobrych i wiernych poddanych IV Rzeszy. I znów się nie da. A i z samą IV Rzeszą nie wiadomo co będzie, zważywszy , że ogromna większość przyszłych Niemców rodzi się teraz pewnie w Lagos, Mogadiszu, Damaszku, Ankarze , albo Kairze. 
Póki jednak nadal większość u naszych zachodnich sąsiadów stanowią potomkowie tych, którzy służyli w orkiestrach wojskowych i kuchniach polowych SS i Wehrmachtu, to na traktowanie inne, niż przekazywanie dyrektyw do wykonania, zwłaszcza przy obecnie przez nas posiadanym "rządzie" - nie mamy co liczyć. I Jerzy Samuel Bandkie wyjaśnia nam dlaczego.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura