Robin Goodfellow Robin Goodfellow
115
BLOG

„Sprawa faktu”

Robin Goodfellow Robin Goodfellow Rozmaitości Obserwuj notkę 0
"Kto raz został księdzem, na zawsze pozostanie księdzem; kto raz został masonem, na zawsze pozostanie masonem; lecz kto raz został dziennikarzem, na zawsze i na wieki pozostanie dziennikarzem"

Opowiadanie Kiplinga "A Matter of Fact", które warto przypomnieć opatrzył autor mottem jak powyżej.

Oto jego streszczenie.

Narrator (będący, podobnie jak sam Kipling, brytyjskim dziennikarzem) płynie frachtowcem z Kapsztadu w RPA do Anglii. Na pokładzie zaprzyjaźnia się z dwoma innymi pasażerami, również dziennikarzami, Holendrem oraz Amerykaninem. Z oszczędności podróżują skromnym statkiem, a jako ludzie tej samej profesji szybko znajdują wspólny język – wymieniają się historiami, plotkami i anegdotami o swoim dziennikarskim zawodzie, 

​Gdy statek znajduje się na pełnym morzu, wchodzi w strefę gęstej mgły. Nagle załoga zaczyna mieć problemy ze sterowaniem z powodu niewytłumaczalnych, silnych prądów morskich. Okazuje się, że na dnie oceanu doszło do potężnej, podwodnej erupcji wulkanicznej (trzęsienia ziemi).

​Wkrótce potem w statek uderza gigantyczna fala pływowa (tsunami), która o mało go nie zatapia (inną, płynącą w pobliżu większą jednostkę wywraca do góry dnem). Wraz z furią żywiołu, podwodne ciśnienie wyrzuca na powierzchnię oceanu wielkiego, "mitycznego" potwora morskiego.

​Dziennikarze i załoga stają oko w oko z niesamowitym, wręcz potwornym widokiem. Zwierzę, dotychczas żyjące w najgłębszych ciemnościach, jest ślepe, ma białą, upiorną skórę i jest śmiertelnie ranne na skutek nagłej zmiany ciśnienia oraz wybuchu.

​Po chwili na powierzchni pojawia się drugi potwór – samica, partnerka umierającego stworzenia. Trzej dziennikarze w milczeniu i z przejęciem obserwują rzadkie, intymne i tragiczne widowisko: zdrowa bestia czuwa przy konającym partnerze, a gdy ten ostatecznie umiera, jego ciało idzie na dno, a samica znika w odmętach morza. Sytuacja się uspokaja, mgła opada, a ocean znów staje się gładki.

​Gdy mija pierwszy szok, w trzech mężczyznach budzi się instynkt zawodowy. Zdają sobie sprawę, że byli świadkami czegoś absolutnie przełomowego – dowodu na istnienie legendarnych potworów morskich. Zaczynają pisać swoje relacje, ale każdy podchodzi do tego inaczej:

​Holender pisze chłodny, niemal naukowy raport. Podaje dokładne wymiary potwora, współrzędne geograficzne i dołącza listę członków załogi, którzy są gotowi zeznać pod przysięgą, że to prawda.

​Amerykanin wpada w szał ekscytacji. Planuje gigantyczny tekst dla nowojorskiej prasy, pełen sensacyjnych nagłówków, dramatycznych przymiotników i emocjonalnych opisów – chce tym tekstem przy okazji „sparaliżować Londyn”.

​W miarę jak statek zbliża się do Southampton, a potem gdy mężczyźni wsiadają do pociągu do Londynu, emocje opadają. Trzeźwa, poukładana i nieco chłodna atmosfera Anglii zaczyna działać na dziennikarzy studząco.

​Zarówno brytyjski narrator (alter ego Kiplinga), jak i Holender jako pierwsi uświadamiają sobie brutalną prawdę o naturze ludzkiej: nikt im nie uwierzy. Choćby zebrali podpisy całej załogi, opinia publiczna uzna ich relację za tanią, wyssaną z palca sensację lub zbiorową halucynację. Prawda jest zbyt niesamowita, by mogła zostać przyjęta jako suchy fakt. Świadomi tego faktu niszczą swoje notatki.

​Amerykanin najdłużej walczy o swój tekst, wierząc w siłę amerykańskiego, krzykliwego dziennikarstwa. Jednak po dotarciu do Londynu, widząc powagę i chłodny profesjonalizm redakcji (w tym potęgę dziennika The Times), on również "pęka". Zdaje sobie sprawę, że jego sensacyjny artykuł zniszczyłby tylko jego reputację, robiąc z niego pośmiewisko.

​Narrator podsumowuje całą sytuację i decyduje, że jedynym sposobem, aby ta historia ujrzała światło dzienne, jest wydrukowanie jej jako literackiej fikcji. Ludzie chętnie przeczytają o potworze z głębin w formie zmyślonej opowieści, ale odrzucą to, jeśli przedstawi im się to jako fakt.

„Sprawa faktu” polega właśnie na tym, że czasem prawda jest zbyt niewiarygodna, by ją podać dalej.

Opowiadanie łączy elementy przygodowe, grozy morskiej i ironii wobec dziennikarskiego etosu – Kipling pokazuje, jak profesja dziennikarska wpływa na sposób postrzegania rzeczywistości, a jednocześnie podkreśla granicę między faktem a tym, w co da się uwierzyć. Sednem opowiadania jest więc dylemat dziennikarski, jaka jest  granica między prawdą a fikcją w dziennikarstwie a także niebywała znajomość mechanizmów dziennikarstwa Kiplinga. 

​Opowiadanie kończy się słynną metaforą autora na temat prawdy:

​Prawda to naga dama. Jeśli przypadkiem zostanie wyciągnięta z dna morza, dżentelmenowi wypada albo podarować jej halkę z nadrukiem [czyli ubrać ją w fikcję], albo odwrócić się plecami i przysiąc, że niczego nie widział.

Klasyczna, dobrze napisana nowela Kiplinga z 1892 roku, pełna atmosfery morza i mądrej refleksji. W pesymizmie autora odnośnie reakcji publiczności na niewygodne, niewiarygodne fakty można dopatrzyć się "pokrewieństwa" z Conradem.

Opracował K. Rafalski (niektóre fragmenty pochodzą od AI)

PS. Opowiadanie zostało przełożone na jęz. polski, ukazywało się swego czasu w odcinkach na łamach prasy, dziś jest zupełnie zapomniane i nieznane.

Warto tu jeszcze przypomnieć, iż nasz Melchior Wańkowicz, uznawany za ojca polskiego reportażu,  chwaląc Kiplinga jako wybitnego przedstawiciela dziennikarstwa literackiego – człowieka, który łączył reporterską precyzję z talentem pisarskim nazywał go "asem dziennikarstwa" i często odwoływał się do Kiplinga jako wzoru.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

Chodzi własnymi ścieżkami (w ogrodzie Pana Kiplinga)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości