Michał Rulski Michał Rulski
54
BLOG

O zgliszczach polskiej nauki – gdzie byli naukowcy, gdy się paliło?

Michał Rulski Michał Rulski Społeczeństwo Obserwuj notkę 2
Skoro dekadę spędziłem na publicznej uczelni, będąc na studiach licencjackich, magisterskich, doktoranckich oraz jako wykładowca (mając też doświadczenie pracy w prywatnych szkołach wyższych), to nie powinienem krytykować protestu polskiego świata nauki, który postuluje zwiększenia nakładów państwa na tę sferę do wartości 3 proc. PKB rocznie. Niby mógłbym się z tym środowiskiem utożsamiać, lecz oskarżam je o marazm, apatię oraz dosłowne obudzenie się z przysłowiową ,,ręką w nocniku”.

Niewątpliwie jednym z plusów akcji 3 proc. na naukę jest pokazywanie codzienne pracy akademików, tłumaczących czym się zajmują, czego dotyczą ich badania, jakie mają osiągnięcia oraz plany rozwoju swojej kariery. To bardzo dobrze, że wyszli oni ze swoim przekazem z katedr i instytutów, z ,,wież z kości słoniowej”, gdzie w swoim wyalienowanym i wysublimowanym świecie, ze stopniami i tytułami, w gronostajach patrzyli na resztę społeczeństwa, nie rozumiejąc do końca zmian, jakie następują. Głównym problemem jest to, ze obecna zapaść polskiej nauki, w tym ta finansowa, jest efektem wielu lat zaniedbań oraz całkowitego braku zainteresowania kogokolwiek z decydentów, chyba że chcieli sobie zrobić zdjęcia i materiały wideo na uroczystościach początku roku akademickiego lub przelobowali otwarcie nowej uczelni w swoim okręgu wyborczym. Z drugiej strony naukowcy nie prosili nikogo o zainteresowanie, korzystając z dobrej koniunktury oraz masowego dążenia do zdobywania dyplomów uczelnianych, co miało zapewniać wyedukowanemu społeczeństwu lepsze perspektywy na rynku pracy. Skoro był trend wysokiej skolaryzacji, a każdy uczeń po liceum ogólnokształcącym (bo przecież zawodówki i technika były zamykane), to system szkolnictwa wyższego był zadowolony. Poza tym, skoro pracodawcy oczekiwali kolejnych ,,papierków” potwierdzających posiadane wyższego wykształcenia czy studiów podyplomowych, to akademicy mogli swobodnie dorabiać sobie na 2 czy 3 szkołach wyższych. Teraz niestety ,,popyt na wiedzę” się skończył i pozostała jedna pensja w budżetówce, dodatkiem do której może być naukowy grant, o który i tak nie jest łatwo – dofinansowanie z np. Narodowego Centrum Nauki to też osobny temat. Poza tym cześć z akademików może liczyć na zatrudnienie tylko w ramach takich projektów.

Polską opinię publiczną zbulwersowały informacje dotyczące zarobków w Instytucie Fizyki Polskiej Akademii Nauk na poziomie 4806 zł brutto. Wszyscy się zdziwili, jak specjaliście można płacić tak mało, ale w polskim środowisku akademickim pokutowało przeświadczenie, że trzeba się cieszyć z etatu na uczelni, bo to wyróżnienie, prestiż. Nie powinno się wówczas wybrzydzać, tylko cieszyć nawet z połówki etatu czy nadliczbowych godzin na umowie o dzieło czy zlecenie, bo miała być jakaś szansa na pozostanie na uczelni jak jakoś zwolni się miejsce – najprawdopodobniej gdy ktoś odejdzie na emeryturę.

Starsi protestujący naukowcy mówili, że robią to dla młodego pokolenia, tak aby zapewnić mu lepszą przyszłość. To ja mam pytanie – gdzie oni byli, gdy doktoranci byli traktowani jak zwykli studenci, a stypendia były tylko dla kilku wybranych z roku? Mówiono wtedy, że prowadzenie zajęć czy robienie rzeczy dla wydziału to obowiązek doktoranta, za który nie zobaczył nawet złamanego gorsza. A czy ktoś z dostojnej kadry naukowej protestował przeciwko opłatom za studia doktoranckie, za otwarcie przewodu doktorskiego czy też pomysłowi opłat za drugi kierunek studiów? Czy w czerwcu 2014 r. były masowe protesty naukowców pod gmachem Trybunału Konstytucyjnego, który ostatecznie obronił interesy młodych ludzi?

Podobno omawiany protest był też za tym, aby młode osoby nie wyjeżdżały i nie robiły kariery za granicami Polski. A emigracja nie ma być już szansą? Czy wcześniej ktoś patrzył na masowe emigracje młodych ludzi, w tym po zdobyciu wyższego wykształcenia i odbicia się od smutnych realiów rynku pracy? Z kolei teraz naukowcy podróżujący do innych ośrodków akademickich, partycypujący w międzynarodowych projektach widzą jak na dłoni, że gdzieś indziej można lepiej, sprawniej czy po prostu godniej pracować, mieć z tego satysfakcję oraz stabilizację finansową, gdzie można mieć zapewnione poważanie społeczne, zaplecze socjalne i przede wszystkim badawcze, a nie modlić się o to, aby dostać grant, w ramach którego kupi się próbówki czy odczynniki.

Idąc dalej w krytyce dotychczasowej opatii środowiska naukowego, to czy protestowało ono przeciwko jakimś zmianom, które proponowali poszczególni ministrowie nauki? (abstrahując od tego, jak się ten resort nazywał w poszczególnych gabinetach III RP). A czy w przypadku słynnej reformy Gowina z 2018 r. , wzmacniającej pozycję rektorów, których płace zdecydowanie odbiegają nawet od poziomu profesorów belwederskich, było jakieś zorganizowane i silne lobby środowiska, czy też przyjęto że jakoś to będzie?

W ogóle polski świat akademicki jest niczym wyjęty z reszty porządku społeczno-gospodarczo-prawnego, co widać np. w tworzeniu własnego ładu aksjologicznego, w tym rzeczników dyscyplinarnych, wewnętrznych komisji, gdzie zazwyczaj procesy są przeciągane, a efekty mizerne. Licząc odwołania do wyższej instancji, czyli do Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze Nauki, to takie sprawy trwają latami. Świat akademicki ma trudności z autonaprawą, z krytyką przedstawicieli swojego środowiska, nawet gdy zrobili coś karygodnego, jak np. popełnili plagiat czy latali na Słowację czy do Czech robić habilitację, gdyż nie mieli szans na zakończenie tego procesu w Polsce, a groziły im negatywne konsekwencje i możliwe wydalenie z pracy.

Nie krytykując idei wspomnianego protestu zastanawiam się tylko, czy tak naprawdę nie jest to chwila prawdy, pokazująca czy ktoś w ogóle interesuje się przyszłością i rozwojem Polski. Obawiam się, że decydenci schowają się w gmachach ministerstw, a drudzy w swoich katedra i instytutach, pojawiając się na tematycznych konferencjach, licząc punkty do dorobku naukowego. Oczywiście w mediach mogą pojawiać się przedstawiciele pseudoelit z tytułami naukowymi, lecz ich wypowiedzi często stają się memami i żartami w social mediach, a w ten sposób niestety nie promują polskiej nauki.


Idealistyczny, poszukujący

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo