117 obserwujących
3380 notek
1615k odsłon
306 odsłon

Niemcy: krajobraz przed wyborczą, europejską bitwą

Wykop Skomentuj4

Tydzień temu  w „GPC” z 01.04.2019 w artykule „Francja. Krajobraz przed wyborami” opisałem wyścig do Parlamentu Europejskiego w drugim, co do siły demograficznej i gospodarczej państwie UE (uwzględniając Brexit). Dziś pora na omówienie kampanii w „państwie numer 1” czyli Niemczech. 

SPD – stabilny dół sondażowy   

U naszego zachodniego sąsiada sytuacja jest znacznie bardziej stabilna niż we Francji, gdzie doszło do politycznego trzęsienia ziemi w wyniku którego dwie główne formacje, które od II wojny światowej  wymieniały się u władzy, teraz raptem mają łączne poparcie ledwo co…  siódmego  Francuza.  W Republice Federalnej sytuacja jest bardziej przewidywalna, choć na łeb, na szyję polecieli wciąż  jeszcze współrządzący socjaliści. Co skądinąd jest tendencja ogólnoeuropejska, co pokazują wyborcze klęski lewicy w Holandii (spadek z drugiego na dziewiąte miejsce), Austrii, Francji, Czechach – w tych państwach  lewica straciła władzę, także we Francji (Macron to liberał). Nawet tam, gdzie socjaliści utrzymali się u władzy, stracili bardzo wiele mandatów: w Szwecji tworzą rząd mniejszościowy (!), a na Słowenii współtworzą tęczową koalicję, której jedynym wspólnym mianownikiem jest niechęć do eurorealistycznej prawicy. 

We wszystkich trzech  głównych niemieckich partiach doszło do zmiany przywódców. Mowa o CDU, CSU i SPD, które wspólnie rządzą kolejną kadencję – a władza zużywa nawet w Niemczech. Wykorzystały to umiejętnie partie, które bądź dawno nie były u władzy -jak Zieloni, bądź nie byli nigdy i prędko nie będą – jak „Alternatywa dla Niemiec”. „Zieloni” po prostu  „pożywili się”, gdy chodzi o sondaże, biorąc zarówno z prawa (CDU-CSU), jak i z lewa (SPD, w mniejszym stopniu komunistyczna „Die Linke”). Okrzepła również bardzo prawicowa oraz antyimigracyjna i eurosceptyczna „Alternatywa”, która zaczęła odbierać wyborców CDU i CSU już nie tylko retoryką antyimigracyjną, ale też odwoływaniem się do konserwatywnych, rodzinnych wartości. 

Niemcy: prawie 100 mandatów i „rozproszona” ordynacja  

Niemcy mają niemal stu posłów do europarlamentu! Dokładnie – 96. Nawet jeżeli dojdzie do Brexitu, to nie powiększą liczby swoich mandatów, jak Francja, Hiszpania – o pięć, czy przykładowa Polska czy Estonia – o jeden. Dlaczego? Bo już wcześniej RFN, w przeciwieństwie do innych krajów, „wysyciła” swój limit.    

Niemiecka ordynacja europejska jest, jak w Polsce, zupełnie inna niż krajowa. Nie ma już progu 5% – ostatni raz był w 2009 roku. Wybory są proporcjonalne, a jeden wielki okręg wyborczy stanowi terytorium Niemiec. Każdy wyborca dysponuje tylko jednym głosem – piszę „tylko” , bo w wyborach federalnych  i w większości landowych każdy obywatel RFN ma dwa głosy, dzięki czemu ujawnia swoje dodatkowe preferencje wyborcze. Każda formacja polityczna ma prawo wybrać, czy chce mieć listę krajową, czy 16 „landowych”. Wszystkie partie wybierają to pierwsze rozwiązanie, tylko CDU decyduje się na 15 list w krajach związkowych , a 16-ta, w Bawarii, wystawia CSU.   

W Polsce przestrzega się, naszym zdaniem słusznie, przed rozdrobnieniem głosów: im więcej Polaków w różnych frakcjach w PE, tym siła głosu Polski jest mniejsza, bo właśnie rozporoszona. Tym czasem w Niemczech postąpiono dokładnie odwrotnie. Dzięki zmianie „Europawahlgesetz” – ordynacji wyborczej  do europarlamentu z 1978 roku, skądinąd wielekroć poprawianej, wprowadzono możliwość wejścia do parlamentu w Strasburgu i Brukseli dla partii nawet z marginalnym poparciem. Dzięki temu aż 14 ugrupowań z Niemiec ma swoich europosłów, z czego równo połowa, siedem – ledwie po jednym. 

CDU-CSU: tyle samo lub prawie tyle samo 

Warto porównać wyniki z 2014 roku z sondażami z marca 2019. I tak CDU-CSU miały w wyborach 35,3 % i 34 mandaty (CDU – 29 i CSU – 5), a teraz mają poparcie minimalnie mniejsze, w zależności od badań  od 32-35%.  Obecny wynik oznacza od 30 – 35 mandatów dla chadecji. Medialną lokomotywą ma być Manfred Weber, lider Europejskiej Partii Ludowej w PE, kandydat na pierwszego po pół wieku niemieckiego szefa Komisji Europejskiej. Choć jest członkiem CSU – to politycznie blisko związany jest z kanclerz Merkel. 

SPD zjechało z 27,3%  do 18-19%. Obecnie socjaliści z RFN mają 27 mandatów, a będą mieli miedzy 16 a 21. SPD zanotowało jednak minimalny wzrost sondaży w porównaniu z końcem zeszłego roku. Jej program wyborczy nawołuje do „uczynienia Europy silną”. Liderem listy ma być Katarina Barley, obecny minister sprawiedliwości, a poprzednio minister do spraw rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży. Była sekretarz generalna SPD i prawniczka urodziła się  w Kolonii. 

 „Zieloni” partia nr 2 w wyborach europejskich? 

Na identyczną liczbę mandatów – od 16 do 21–  może liczyć Sojusz ‘90/Zieloni. Jest to wyraźny wzrost, bo obecnie mają 11. Partia, która nie przekroczyła 11% w wyborach w 2014 obecnie ma notowania rzędu 18%. Liderem listy ma być obecna europosłanka i współprzewodnicząca frakcji w europarlamencie, Ska Keller. Ciekawe, że urodziła się „niemal” w Polsce, bo w dolnołużyckim Gubinie leżącym na granicy z Polską (i polskim Gubinem). Ta była rzeczniczka europejskich „Zielonych” w latach 2001-2007 i szefowa partii w Brandenburgii jest europosłanką 10 lat. Ciekawostka: studiowała judaistykę, islamistykę i turkologię. A ponieważ Zieloni bezwzględnie przestrzegają parytetów, to „dwójką” na liście krajowej będzie mężczyzna, obecny europoseł Sven Giegold. Urodzony w Las Palmas, na hiszpańskich Kanarach(!), studiował w Bremie, Birmingham i Paryżu, jest europosłem od 10 lat. 

Komuniści – równia pochyla, antyimigracyjna prawica – w górę  

 „Alternatywa dla Niemiec” („AfD”) pięć lat temu miała 7% i 5 mandatów, teraz liczy na od 10 do 15 miejsc, dzięki wynikowi od 9-11%. Niemiecka twarda prawica znalazła się na zakręcie w rezultacie wewnętrznych  kłótni, a także zarzutom o nielegalne finansowanie kampanii wyborczych. Liderem ich listy krajowej ma być obecny europoseł  (objął mandat po wnuczce ministra finansów III Rzeszy Beatrix von Storch, która została posłanką do Bundestagu) –  Joerg Meuthen. Ten nauczyciel akademicki gościł w Polsce, a jego wykład odwołał w swoim czasie Uniwersytet Wrocławski... 

Liberałowie  w 2014 roku ponieśli klęskę, uzyskując  3,3 % i mając tylko 3 mandaty – co się paradoksalnie przełożyło na stanowisko wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiej dla  Alexandra Grafa Lambsdorffa. 

Teraz mają poparcie na poziomie od 6 do 7% i liczą na od 6 do 9 mandatów. Listę krajową ma otwierać Nicola Beer, prawniczka, niegdyś radna we Frankfurcie nad Menem, posłanka do landowego parlamentu Hesji (przez 18 lat!), była sekretarz generalna FDP, a od roku deputowana do Bundestagu. 

Z większych partii  pozostają jeszcze komuniści z „Die Linke”. Oni akurat stracili w  porównaniu z A. D. 2014. Mieli 7 europosłów, dzięki wynikowi 7,4%, teraz mogą liczyć na od 6 do 7%, ale teoretycznie mogą nawet powiększyć swój stan posiadania. Liderką listy krajowej jest urodzona w Turcji 35-letnia Özlem Alev Demirel, która do RFN przyjechała w wieku 4 lat. Działała w DIDF czyli organizacji skupiającej Turków i Kurdów w Niemczech, by nawet ja kierować  w latach 2012-2014. Była też posłanką do landtagu Nadrenii Północnej-Westfalii. 

Zatem w odróżnieniu od Francji, w Niemczech będziemy mieć do czynienia z „twórczą” kontynuacją. Wygra CDU-CSU, a o drugie miejsce bić się  będą „Zieloni” jadący polityczną windą w górę i SPD, która taką windą zjeżdża właśnie w dół.  Te przetasowania dla Polski w praktyce znaczą więcej niż niewiele. 

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”  (08.04.2019) 


Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka