164 obserwujących
1857 notek
4464k odsłony
2556 odsłon

Boże mój! Cóżem Ci uczynił, żeś mi kazał żyć w tak zakłamanym kraju?

Wykop Skomentuj179

Motto: Są teksty, które należy wielokrotnie powtarzać, gdyż zależnie od zmiennej sytuacji politycznej nabierają coraz to innego znaczenia

Portal internetowy OKO.press – vide: https://oko.press/morawiecki-pis-odnowilo-demokracje-miedzynarodowy-raport-niebezpieczny-regres-demokracji-w-polsce/?u=true informuje"

PiS swoje obietnice spełniło i w ten sposób odnowiło polską demokrację” – przekonywał w exposé 19 listopada premier Mateusz Morawiecki. „Dziesięć krajów na całym świecie doświadcza obecnie niebezpiecznego regresu demokracji. Najpoważniejsze przypadki to Polska, Węgry, Rumunia, Serbia i Turcja” – czytamy w raporcie International IDEA z tego samego dnia…

Mój komentarz:

Urodziłem się w roku 1944 i tak sobie myślę, że odkąd sięgam pamięcią, przez te wszystkie lata dręczyło mnie przygnębiające poczucie, że jestem okłamywany przez kolejnych premierów. Pierwszym premierem, który mnie okłamywał, że to amerykańscy burżuje zrzucili na Polskę stonkę ziemniaczaną był Bolesław Bierut, czyli powołana na to stanowisko przez zimnokrwistego ludobójcę Józefa Stalina łachudra nie warta dłuższego komentarza. Potem się przysłuchiwałem rozmowom Rodziców o tym, jak okłamuje Polaków Józef Cyrankiewicz, wykształcony cynik i despota trzymający Polaków za twarz i straszący ludzi, że im odrąbie ręce, jak się sprzeniewierzą władzy. W tej mokrej robocie wspierali go zwyrodnialcy z Urzędu Bezpieczeństwa, co warto przypomnieć, zarządzanego przez antypolsko nastawionych oficerów pochodzenia żydowskiego. Jednocześnie Cyrankiewicz sumiennie pilnował, żeby w Moskwie szkolono zastępy represyjnej kadry urzędniczej oraz tajne służby, które miały za zadanie zrobić z Polski państwo słabe i podległe władzom Związku Radzieckiego. Następnie byłem bajerowany przez niejakiego Piotra Jaroszewicza, oddanego przyjaciela Breżniewa i „gospodarza”, który jedno, co potrafił dobrze robić to podnosić ceny i tłumić brutalnie protesty umęczonych ludzi. Po nim oszukiwał mnie szkolony na Kremlu aparatczyk Wojciech Jaruzelski, ślepo oddany Związkowi Radzieckiemu oprawca, który, kiedy „Solidarność” zagroziła komunistom wydał narodowi wojnę łamiąc kręgosłupy przyzwoitym i oddanym Polsce ludziom. Nie omieszkał też wysłać na szkolenie u wielkiego brata dysydenckich „elit”, które zdradziły Polskę przy okrągłym stole. Ten haniebny proces okłamywania obywateli kontynuował nasz kolejny premier, zawodowy politruk Mieczysław Rakowski, po którym przejął schedę szef tajnych służb i bezwzględny egzekutor Czesław Kiszczak, znany z tego, że wydał rozkaz by strzelać do górników na „Wujku”. Aż się naród zbuntował i po wyborach w roku 1989 wydawało się przez moment, że w Polsce skończył się bezpowrotnie komunizm. Niestety, dający nadzieję na lepsze jutro entuzjazm milionów Polaków, którzy uwierzyli kłamstwom, że nareszcie Polską będą rządzić mądrzy i uczciwi ludzie, zmarnował z premedytacją nasz kolejny premier, niejaki Tadeusz Mazowiecki, dwulicowy katolik postępowy, który zdradził „Solidarność” dogadując się z Kiszczakiem przy okrągłym stole, pod okiem zapatrzonego na wschód Adama Michnika. Ten łgarz i na wskroś obłudny premier blokując dekomunizację słynną grubą kreską postawił postkomunistów u władzy na kilka pokoleń, dając przyzwolenie by ćwiczona w Moskwie post-komusza sitwa szabrowała bezkarnie nasz majątek narodowy. Jak już post-komuna miała posprzątane uchwyciwszy strategicznie kluczowe stanowiska w państwie, zaczął mnie okłamywać „nowofalowy biznesmen” Jan Krzysztof Bielecki, który rządził głównie po to, żeby utorować drogę następnemu łgarzowi premierowi Geremkowi, gensekowi honorowemu wychowanemu na naukach Sartre’a, którego zadaniem było przekonanie ludzi, że lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach. On też miał nakłonić ludzi, co mu się w dużej mierze niestety udało, że liczą się tylko pieniądze, a żeby do czegoś dojść trzeba ukraść pierwszy milion. Gdy się jednak Polacy połapali, jak perfidnie zrobiono ich w konia wybrali premierem Jana Olszewskiego, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów premiera mówiącego prawdę, który właśnie z tego powodu długo nie porządził, gdyż różowa mafia, pod osłoną nocy i nomen omen przy znaczącym udziale Donalda Tuska przeprowadziła skrytobójczy zamach stanu.  Potem oszwabiali mnie w żywe oczy rządzący na zmianę na zmianę cyniczni beneficjenci okrągłego stołu: bogobojna marionetka Unii Demokratycznej, niejaka Hanna Suchocka, obrotowy sikawkowy Waldemar Pawlak, stary kumpel Ałganowa, niejaki Józef Oleksy i miłośnik białowieskich żubrów Włodzimierz Cimoszewicz, który rządził głównie po to, żeby utorować drogę do prezydentury kłamliwego arcymistrza Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał umocnić i zabetonować rządy post-komuny. Jak już kłamca Cimoszewicz spełnił swe zadanie oddał władzę kolejnemu kłamcy premierowi Jerzemu Buzkowi, gdyż wiedział, że gładkomówny profesor, jak to z profesorami bywa nie będzie przeszkadzał w szabrowaniu kraju. Potem wzięli Polskę w swoje łapska mega blefiarze Leszek Miller z Markiem Belką głównie po to by wyprzedać dokumentnie nasz majątek narodowy i dać zielone światło bezkarnym przekrętom na niespotykaną wcześniej skalę. Wtedy Polacy znów się zbuntowali, i ku zaskoczeniu pewnych swego post-komuchów, wkurzony na serio naród wybrał na premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ten drugi po Janie Olszewskim nie lewacki premier też długo nie porządził, bo choć miał swoich: prezydenta, premiera, szefa IPN, prezesa NBP oraz dwie komisje weryfikacyjne i wszystkie potrzebne ku temu narzędzia, nie przeprowadził jednak najważniejszej reformy sankcjonującej odejście od ustaleń okrągłego stołu i dekomunizacji polskiego państwa, - a jego pokrętna argumentacja, że nie było wykładni prawnej, by ujawnić i ukarać agentów WSI nie jest w stanie się obronić. Wtenczas zbałamuceni przez ober-fałszywca Michnika i jego zakłamaną gazetę rodacy, którym pan redaktor zdołał sprytnie wmówić, że stanowią elitę III RP, a więc są obywatelami lepszej kategorii, co im odebrało zdolność obiektywnego postrzegania rzeczywistości, wybrali premierem niedościgłego czempiona politycznego kuglarstwa złotoustego picusia glancusia, niejakiego Donalda Tuska, od dawna szykowanego przez post-komunistów na to stanowisko. Krasomówczy Donald miał być premierem silnym, słownym i oddanym interesom Polski, a faktycznie nie spełnił praktycznie żadnej z kłamliwych obietnic wyborczych i jak się zorientował, że pod jego rządami z państwa została już tylko „kamieni kupa”, zostawił kraj na pastwę losu i dał nogę do Brukseli namaszczając na premiera bezobciachową kłamczuchę Ewę Kopacz znaną z przekopywania ziemi pod Smoleńskiem. Więc jesienią 2015 naród znowu się zbuntował i zagłosował na Prawo i Sprawiedliwość, a premierem została bogoojczyźniana kłamczuszka Beata Szydło, która przegraną jej rządu w Brukseli z wynikiem: 1 : 27, - bez zmrużenia oka ogłosiła wielkim sukcesem Polski i Polaków, a jak się wysypała sprawa z nagrodami dla ministrów bez zająknienia szła w zaparte i łgała w Sejmie, że im się te nagrody należały. W efekcie cichociemny naczelnik Jarosław się wkurzył i zrzucił z sań błogosławioną Beatę, którą wymienił na światowej sławy arcymistrza rzemiosła bajko-pisarskiego Mateusza Morawieckiego, który wciskając kit Polakom w swym exposé z 19 listopada, że: „PiS swoje obietnice spełniło i w ten sposób odnowiło polską demokrację” okazał się po stokroć większym blagierem, niż wszyscy razem wzięci premierzy, których wcześniej wymieniłem.

Bo miało być być inaczej, niż za Platformy, tymczasem jest jeszcze gorzej, bo do reszty zdeptano polityczny obyczaj (Sejm). W dążeniu do partyjnej hegemonii nie ma już poczucia wstydu (Morawiecki). Nastało prawo dżungli (Kamiński). Kto silniejszy, ten lepszy (Banaś). Cham chama chamem pogania (Pawłowicz, Piotrowicz). Wszystkie chwyty dozwolone (Ziobro). Byle tylko rządzić (Kaczyński)! Zagarnąć jak najwięcej stanowisk (Glapiński). Obsadzić przyczółki. Zastraszyć niewygodnych, choćby byli genialnymi fachowcami (Wójcik).

Słowem nic, tylko się pochlastać i mam nadzieję, że teraz Państwo rozumiecie, czemu niniejszej notce tak górnolotny tytuł dałem.

Krzysztof Pasierbiewicz  (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

Wykop Skomentuj179
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka