196 obserwujących
2501 notek
5632k odsłony
  2532   0

List starego wiarusa akademickiego do młodych Polaków. Oddalamy się od wolnego świata

Moje okno na świat w ponurych czasach komuny
Moje okno na świat w ponurych czasach komuny

Motto:
Słuchaliśmy Radia Wolna Europa. To nas nauczyło, że można myśleć, mówić i pisać inaczej, niż narzucała władza. Stwierdziliśmy, że chcemy być wolni i nie będziemy się poddawali cenzurze. (Wojciech Borowik, polski prawnik, polityk, poseł na Sejm II kadencji, w PRL działacz opozycji demokratycznej)

Portal internetowy Onet. WIADOMOŚCI – vide: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/ustawa-przeciw-tvn-sprzeciw-miedzynarodowego-instytutu-prasy/dds6kg9?utm_source=wiadomosci.onet.pl_viasg_wiadomosci&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2 informuje:

Ustawa przeciw TVN. Sprzeciw Międzynarodowego Instytutu Prasy wobec uciszania dziennikarzy. "Metody jak na Węgrzech". Instytut Prasy (IPI) wyraził poważne zaniepokojenie projektami propozycji legislacyjnych PiS, które zakazywałyby pozaeuropejskiej własności polskich mediów. "Ta ustawa jest skandalicznym wysiłkiem polskiego rządu, aby uciszyć głównego telewizyjnego nadawcę informacyjnego z powodu jego krytycznych treści" - twierdzi wiceprezes IPI. "Jest to bezpośredni atak państwa członkowskiego UE na pluralizm mediów i niewątpliwy znak, że Polska dąży do przejęcia mediów w stylu węgierskim" - dodał...

Mój komentarz:

Nie ma już, co owijać w bawełnę i czas najwyższy powiedzieć otwarcie, że poczynania pisowskiego rządu Morawieckiego mogą doprowadzić do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej, co oznaczałoby, że polskie granice zostaną ponownie zamknięte, a Polacy chcąc wyjechać w świat musieliby znów prosić władzę o paszport, zaś o tym, co się rzeczywiście dzieje na świecie mogliby się dowiedzieć tylko z mediów zagranicznych.  

Przerażająca to wizja, szczególnie dla młodych Polaków, którym zacytuję teraz pierwsze słowa wstępu do wydanej z rekomendacji profesora Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego Andrzeja Nowaka przez krakowskie prawicowe wydawnictwo ARCANA książki autobiograficznej mojego autorstwa pt. „Magia namiętności ” – vide: http://www.portal.arcana.pl/Wielka-milosc-w-powiesci-krzysztofa-pasierbiewicza-magia-namietnosci,1218.html . Książki, którą opublikowałem także w odcinkach na Salonie24 – patrz odcinek ostatni, w którym są linki do poprzednich odcinków, więc każdy czytelnik mojego blogu może w razie potrzeby tę patriotyczną książkę przeczytać – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/691742,magia-namietnosci-odcinek-26-ty-i-ostatni .

Na szczęście, moja czterdziestoletnia praca zawodowa ze studentami upewniła mnie, iż nasza młodzież jest nad wyraz bystra, więc nie mam wątpliwości, że zrozumie moje adresowane do Niej ostrzeżenie, co może ich czekać w przyszłości, zawarte w pierwszych słowach wstępu do wspomnianej wyżej książki, cytuję:

Był grudzień 1966 roku. Kraków pogrążał się w zmierzchu mroźnego dnia. Krzysztof wrócił zziębnięty do domu po całym dniu zajęć na uczelni. Podszyta wiatrem kurtka nie dała ochrony przed surową zimą.
- Może zostało jeszcze trochę żaru? Zajrzał w ciemną czeluść kaflowego pieca, gdzie pod warstwą popiołu tliło się jeszcze kilka bladopomarańczowych węgielków. Z dna wiadra wygrzebał wyszczerbioną szuflą kilka bryłek węgla, które ułożył ostrożnie na wystygłym ruszcie. Przymknął żeliwne drzwiczki, przykucnął i począł wprawnie dmuchać w palenisko. Wygasłe węgielki ożywały różowawym blaskiem, aż raptem rozbłysnął pierwszy nieśmiały płomyk. Za oknem zerwał się wiatr. Ogień na chwilę przygasł, a z pieca buchnęła chmura gryzącego dymu. Przymknąwszy oczy nie poddawał się. I raptem piec złapał cug. Jęzory bladozłotych płomieni wystrzeliły w górę, oblizując po drodze szamotowe cegły. Przymknął drzwiczki, rozprostował nogi i przytulony do fajansowych kafli wsłuchiwał się w melodię buzującego ognia. Uwielbiał ten odgłos, bo dawał mu poczucie bezpiecznego domu.

Trzeba by przynieść węgla, pomyślał. Pochwycił stare metalowe wiadro i zbiegł do piwnicy. Przez chwilę szamotał się z zardzewiałą kłódką. Zapalił świeczkę i migotliwy płomyk rozświetlił piwniczną czeluść. W kącie majaczyła zwalista sterta węgla, zapas na całą zimę. Wyszczerbionym młotkiem zręcznie rozłupywał, co większe kęsy. Napełnione wiaderko wytaszczył na górę, skacząc dla rozgrzewki po dwa stopnie.

Gdy wrócił, mieszkanie było już wypełnione atłasowym ciepłem kaflowego pieca. Na ulicy rozległ się przeciągły krzyk wieśniaka sprzedającego drewno na rozpałkę: – Drzewoooo! Drzewooo! Drzewooo! Podszedł do okna, skąd rozpościerał się widok na pokryte szczerbatą dachówką spadziste dachy starego Krakowa zasnute zielonobrunatnym dymem snującym się ospale z kominów. Jakaś opatulona babulinka odgarniała śnieg z chodnika. Słychać było miarowe szurgotanie szufli, zbitej z kawałka dykty i drzewca, porzuconego przez kogoś po pierwszomajowym pochodzie. Z dziurawych rynien spływały nawisy czarnego od sadzy śniegu. Horyzont zamykało monstrualne cielsko szpetnego wieżowca, który niedawno wyrósł przesłaniając mu widok na Wawel. Od tego czasu, ilekroć spoglądał w okno, odczuwał coś w rodzaju przygnębiającej klaustrofobii. Czuł się jak więzień w ciasnej celi.

Lubię to! Skomentuj167 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura