196 obserwujących
2500 notek
5630k odsłon
  2069   0

O krakowskiej hrabinie, co przez fanów Platformy musiała imieniny w dwóch turach wydawać

Moto: PiS - PO, jedno zło

UWAGA! Lektura komentarzy dodanych do niniejszej notki skłania do wyciągnięcia wniosku, iż jesteśmy chamowatym, pozbawionym poczucia humoru, intelektualnie strusiowato nielotnym i , czas powiedzieć otwarcie, - najgłupszym społeczeństwem Europy. Tak. Tak. Już Norwid pisał: "Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł - i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi ..."

A teraz do rzeczy.

Ostatnio dużo się mówi, że Jarosław Kaczyński dzieli Polaków na dwa wzajemnie nienawidzące się plemiona. I są to opinie ze wszech miar słuszne, bo nikt nie zaprzeczy, iż czołowy politruk gierkowskiego Dziennika Telewizyjnego niejaki Andrzej Kozera, – vide: https://i.iplsc.com/andrzej-kozera/00072I9UH5DG5DG8-C122-F4.jpg , u naczelnej blagierki pisowskich Wiadomości  TVP1 niejakiej Danuty Holeckiej, - vide: https://bi.im-g.pl/im/0d/01/18/z25172493V,Danuta-Holecka.jpg , - w kategorii „szczucie”, mógłby ewentualnie terminować.

Ale gwoli sprawiedliwości przypomnę, że już w wolnej Polsce, po raz pierwszy Polaków podzielili: redaktor naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik wraz z miłośnikiem białowieskich żubrów Włodzimierzem Cimoszewiczem, którzy przed wyborami prezydenckimi 1995 opublikowali w „Gazecie Wyborczej” przewrotnie obłudną odezwę do narodu pod tytułem „O prawdę i pojednanie ”, w której wzywali do zasypania rowów nieporozumienia, niechęci i nienawiści między przedstawicielami elit postsolidarnościowych, - w efekcie czego, prezydentem został Aleksander Kwaśniewski. I po prawdzie to wtedy Polska pękła na pół, rozpadając się na „lewacko” post-komunistyczną i „prawicowo” patriotyczno-solidarnościową.

Nazajutrz po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego prezydentem, w odruchu desperacji napisałem wtedy coś w rodzaju listu otwartego, który wręczyłem wybranym przyjaciołom i znajomym z krakowskich kręgów biznesowych, artystycznych i naukowych, sympatyzującym z ówczesną Unią Wolności (później Platformą Obywatelską).

Oto tekst rzeczonego listu:

W dniu zwycięstwa „Olka” pragnę pogratulować bezspornego sukcesu wszystkim zwolennikom grubej kreski, którzy postawili postkomunistów u władzy de facto na kilka pokoleń. Gratuluję tedy elitom inteligenckiej Unii Wolności, która przez kilka lat wmawiała Polakom, że to już nie ci sami komuniści. Największe gratulacje należą się jednak panu Adamowi Michnikowi i jego gazecie za to, że nawołując razem z panem Cimoszewiczem do pojednania przekonali ludzi do głosowania na postkomunistów.
To nie naród należy winić za to, co się stało z polską 19-go listopada 1995

Krzysztof Pasierbiewicz                                                        Kraków, 20 listopada 1995 ”.
 
W reakcji na ten list, ówczesny salon wpływu podwawelskiego Krakówka, z którym przed rokiem 1989 się dobrze znałem, bo w Krakowie znają się wszyscy, wydał na mnie środowiskowy wyrok śmierci obkładając mnie klątwą ostracyzmu i zmowy milczenia.

I tak, o ile przez całe lata dostawałem rokrocznie kilkadziesiąt zaproszeń do różnych krakowskich salonów, po rzeczonym liście zaproszenia prawie się urwały, z wyjątkiem kilku najbliższych przyjaciół, którzy mnie wciąż zapraszali okupując to jednak stresem i widocznym w ich oczach strachem bym przypadkiem z czymś politycznie niepoprawnym nie wystrzelił.

Nie było to miłe doświadczenie, ale pozwoliło mi się przekonać naocznie, że tak zwany „Salon III RP” to rodzaj sekciarskiej „loży” ze świetnie zorganizowanymi nieformalnymi strukturami, której orężem jest zmowa milczenia i tak zwane przyprawianie gęby.

Bo kiedy dziesięć lat później rzeczony list otwarty opatrzony tytułem „Nabrani przez redaktora ” przedrukował „Newsweek” (Nr 20/2005), okrzyknięto mnie natychmiast lokalnym „pisowcem", choć nie miałem bladego pojęcia, gdzie ta partia ma swoją siedzibę w Krakowie. Już wtedy jakakolwiek krytyka pod adresem obozu wywodzącego się z pnia Unii Demokratycznej kończyła się okrzyknięciem krytykującego pisowskim oszołomem.

W efekcie doszło do sytuacji iście kuriozalnych i podam tylko jeden tragikomiczny przykład.

Otóż od czasu, kiedy sprzeniewierzyłem się sakramentowi poprawności politycznej salonu III RP, pewna zaprzyjaźniona ze mną od lat szkolnych krakowska hrabina, pod ciśnieniem rzeczonej poprawności politycznej Salonu III RP została zmuszona do wydawania przyjęć imieninowych w dwu turach. Przyczyną był szantaż krakowskich salonowców polegający na tym, że jeśli ktoś się odważył zaprosić osobę spoza "różowego salonu", zostawał z automatu usunięty z towarzystwa. A ponieważ mojej wieloletniej przyjaciółce w żaden sposób nie wypadało mnie nie zaprosić, zaczęła urządzać imieniny dwuetapowo. Salon III RP zapraszała w pierwszej, a mnie w drugiej turze, na którą dopraszała ludzi spoza tak zwanego „dobrego towarzystwa”.

Lubię to! Skomentuj76 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo