194 obserwujących
2921 notek
6163k odsłony
  609   0

Moja odpowiedź na komentarz pana Piotra Skwiecińskiego

Waga mentalności w polityce

Wczoraj opublikowałem na Salonie24 żartobliwą notkę pt. „Srali muszki, do pietruszki, przyjdzie wiosna, będzie lepiej trawka rosła ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1268558,srali-muszki-do-pietruszki-przyjdzie-wiosna-bedzie-lepiej-trawka-rosla , w której delikatnie zakpiłem z „safandułowatych” wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, które pan Prezes wygłasza jeżdżąc po Polsce ze swoim „Kinem Objazdowym”.

Notkę tę opublikowałem również na FaceBooku, - vide: https://www.facebook.com/photo/?fbid=6148618311823722&set=a.608649822487293&comment_id=664065931879170¬if_id=1670215560426841¬if_t=feedback_reaction_generic&ref=notif , gdzie pan Piotr Skwieciński, niegdyś  prezes Polskiej Agencji Prasowej, publicysta „Rzeczypospolitej" i tygodnika „Uważam Rze” oraz tygodnika W Sieci. A także zastępca dyrektora Departamentu Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej Ministerstwa Spraw Zagranicznych rządu Morawieckiego, - dodał do niej następujący komentarz, cytuję:

Ciekawe, dlaczego część najbardziej zawziętych krytyków JK, tych którzy są w jego wieku lub wręcz odeń starsi (na przykład o 5 lat), z uporem atakuje go używając właśnie epitetów, związanych z jego wiekiem...? Zdaje się, iż szczerze wierzą w to, że kiedy sto razy nazwą go starcem, dziadem, dziadersem czy jakoś podobnie, sami w cudowny sposób odmłodnieją - czego nie sposób odnotować bez rozbawienia…”, koniec cytatu komentarza pana Piotra Skwiecińskiego, za który, co warto zaznaczyć dostał lajki od Agnieszki Romaszewskiej i Mariana Kality.

Ponieważ pan Piotr Skwieciński jest osobą publiczną, postanowiłem na Jego komentarz publicznie odpowiedzieć:

Szanowny Panie Piotrze, (mam nadzieję, że wybaczy Pan tę poufałość obywatelowi urodzonemu pod koniec II Wojny Światowej).

Trochę się dziwię, że Pan, jako doświadczony dziennikarz i polityk nie wie, iż w sprawach ważnych dla naszego państwa, oprócz kompetencji, liczy się nie tyle wiek, co mentalność osób odpowiedzialnych za losy naszej Ojczyzny.

Otóż, pragnę podzielić się z Panem moim doświadczeniem, że w mojej czterdziestoletniej pracy na uczelni, wielokrotnie spotykałem studentów pierwszego roku, którzy mentalnie byli ode mnie starsi. Moja śp. Mama mówiła o takich "stary malutki".

Powiem Panu więcej. Otóż lata spędzone na uczelni w roli pracownika naukowo dydaktycznego pomogły mi zrozumieć, że w nauce, podobnie jak w sztuce, publicystyce, a także działalności dziennikarskiej i politycznej, do osiągnięcia finalnego sukcesu, oprócz dobrych chęci, trzeba mieć jeszcze talent, intuicję, wyobraźnię i odwagę. Słowem dobry naukowiec, publicysta, dziennikarz i polityk musi być po trosze Artystą.

Dlaczego tak uważam? Bo znam setki przykładów, jak gros ludzi zajmujących się nauką, publicystyką i także dziennikarstwem i polityką, wykonywało gigantycznie mrówczą pracę kompletnie na darmo, gdyż zbrakło im wyobraźni by spostrzec, że to, co robią nie ma sensu, a co jeszcze gorsze, nie mieli na tyle samokrytyki, by w stosownym momencie porzucić błędnie obrany kierunek.

Widziałem, jak się męczą, grzęznąc w coraz to mniej istotnych szczegółach uznając, jakże błędnie, to, co robią, za działalność ważną dla kogokolwiek.

Nawiązując zaś do Pańskiej aluzji, że sugeruję, iż pan Jarosław Kaczyński jest "starym pierdołą" będąc od niego o kilka lat starszym, - zacytuję Panu teraz recenzję jednej z moich książek wspomnieniowych napisaną przez znanego krakowskiego krytyka literackiego, - cytuję:

Co robi człowiek sukcesu, który skończył 60 lat i spoglądając wstecz widzi, jakie to życie radosne i zabawne? Co robi doceniony naukowiec w dziedzinie sedymentologii, bywalec salonów Krakowa, Warszawy i paru jeszcze, obieżyświat, zdobywca kobiet, mąż paru żon, które na dodatek żyją ze sobą w przyjaźni? Co robi mężczyzna, który ma już zawodowe sukcesy, że nie powiem o pieniądzach? Co robi, osiągnąwszy wiek stateczny i podchowawszy córkę, niegdysiejszy birbant i szaławiła. Co robi facet, który o tym jak być homo ludens, wie wszystko, który uczynił z zabawy filozofię życia?

No, co robi taki mężczyzna? Pisze wspomnienia, a pisze, bo wie, że ma, o czym opowiadać i wie równie dobrze, bo dowiódł tego w debiutanckiej opowieści „Epopeja helskiej balangi – Grupa”, że umie. Tam opisał Jastarnię, teraz – w tomie „Podaj hasło”, – skupił się na Krakowie, w którym swe życie birbanta zaczął już chodząc do Zakładu, czyli Liceum im. Jana Kochanowskiego, doskonaląc się w zabawie podczas studiów na AGH, kiedy to odwiedzał już i „dyżurne mordownie”, jak Grand, Kaprys, Cyganeria, Hotel Francuski, Feniks czy Warszawianka, a i salony krakowskie.

Ależ miał ten facet fantazję, ależ przemyślne sposoby na panienki, i jakie kulturalne (na Schulza lub Dostojewskiego), a ten poranek w czasie juwenaliów z blondyneczką w domku łabędzi w Parku Krakowskim, a te spotkania w specjalnie urządzonej owczarni, w której oddawał się terapii, nazwanej „samozachowawczą rozpustą globalną”.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale