echo24 echo24
240
BLOG

Dlaczego nie ufam Donaldowi Trumpowi

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 17
Nie z nami takie numery, Donald

To, co Donald Trump wyprawia dziś na arenie międzynarodowej, widzi każdy, kto nie zamyka oczu z własnej woli. Nie ma więc potrzeby rozwodzić się nad bieżącymi faktami. Wystarczą trzy słowa: kusi, grozi, szantażuje. Ten zestaw metod nie jest niczym nowym w polityce, ale w wykonaniu Trumpa przybrał formę szczególnie brutalną i cyniczną.

Chcę jednak napisać nie o tym, co widać dziś, lecz o tym, kiedy i dlaczego bezpowrotnie przestałem Donaldowi Trumpowi ufać.

Urok wielkich słów

Dla mnie momentem przełomowym był 6 lipca 2017 roku, przemówienie Donalda Trumpa wygłoszone u stóp Pomnika Powstania Warszawskiego. Było to wystąpienie historyczne, perfekcyjnie wyreżyserowane pod polską wrażliwość, pamięć i emocje. Odwołanie do słów Jana Pawła II z 2 czerwca 1979 roku — tych samych, które uruchomiły procesy prowadzące do upadku komunizmu — było gestem niezwykle silnym symbolicznie.

A gdy amerykański prezydent przywołał pieśń „My chcemy Boga”, śpiewaną wówczas przez setki tysięcy Polaków, przyznam szczerze: myślałem, że serce pęknie mi ze wzruszenia. Trump w tamtej chwili mówił językiem polskiej duszy, polskiej historii i polskiej traumy.

Jak się jednak później okazało — dałem się wtedy zrobić w konia.

Słowa kontra czyny

Już w czasie pierwszej prezydentury Donalda Trumpa stało się jasne, ile naprawdę warte były jego warszawskie deklaracje.

Mam na myśli:

brutalne i upokarzające ustawienie do pionu władz polskich w sprawie ustawy o IPN-ie, dokonane rękami Kongresu USA pod naciskiem Izraela, co wprost podważyło autorytet państwa polskiego;

lizusowskie i przesadzone oświadczenia Kongresu USA o rzekomym łamaniu demokracji w Polsce, formułowane bez zrozumienia lokalnego kontekstu;

podpisanie przez Donalda Trumpa ustawy 447, bez jakiejkolwiek debaty i konsultacji z polskim sojusznikiem — co samo w sobie było aktem politycznej arogancji;

nominację Georgette Mosbacher na ambasadora USA w Warszawie, którą traktuję jako policzek dla kraju o takiej historii i aspiracjach;

upokarzające wizerunkowo spotkanie prezydentów Trumpa i Dudy na żółtych fotelach w Białym Domu, symbolicznie pokazujące hierarchię w tej relacji;

oraz fakt, że Trump — jako biznesmen w przebraniu polityka — sprzedawał Polsce „partnerstwo” razem z rachunkiem za samoloty F-35, za które zapłaciliśmy ciężkie pieniądze.

Opowieści o „partnerskich stosunkach polsko-amerykańskich” można więc, moim zdaniem, włożyć między bajki.

Sympatia deklarowana i rzeczywista

Miło się słuchało, jak Donald Trump mówił o swojej sympatii do Polski, o krakowiakach i góralach. Historia pokazała jednak jasno, że amerykański prezydent ponad wszystko lubi górali — ale tych z góry Synaj. Warto o tym pamiętać, szczególnie wtedy, gdy różnej maści użyteczni idioci powtarzają mantrę o „najważniejszym sojuszniku” i snują wizje amerykańskich żołnierzy przelewających krew za Polskę.

Polityka nie zna sentymentów. Zna interesy.

Już wtedy, po pierwszej prezydenturze Trumpa, przestałem mu ufać, czemu dałem wyraz w tekście opublikowanym na moim blogu pod znamiennym tytułem: „Nie ze mną takie numery, Donald!”.

Trumpizm jako forma politycznej dezorientacji

W moim przekonaniu „trumpizm” nie jest spójną doktryną polityczną. To forma życia politycznego, która wymknęła się klasyfikacjom znanym nauce. Nie posiada ani logicznej struktury, ani intelektualnego zaplecza, ani stabilnego systemu wartości. To konglomerat:

emocjonalnych impulsów,

marketingu politycznego,

osobistych urazów,

i brutalnego pragmatyzmu.

Krótko mówiąc: jedna wielka ściema, sprzedawana masom w atrakcyjnym opakowaniu.

Historyczne analogie polityki niezrównoważonej

Historia zna niestety wiele przykładów podobnej polityki:

Benito Mussolini, który zaczynał jako trybun ludowy, a skończył jako groteskowy dyktator pociągający kraj ku katastrofie;

Juan Perón w Argentynie — mistrz populizmu, rozdawania obietnic bez pokrycia i budowania kultu jednostki;

Hugo Chávez, który emocjami i retoryką antyelitarną przykrywał chaos instytucjonalny i demontaż państwa;

Silvio Berlusconi, który pomylił państwo z własną firmą, a politykę z medialnym show.

W każdym z tych przypadków schemat był podobny: wielkie słowa, prosty przekaz, pogarda dla instytucji i prymat własnego ego nad interesem państwa.

Zakończenie

Dlatego nie ufam Donaldowi Trumpowi. Nie dlatego, że „nie lubię Ameryki”. Wręcz przeciwnie — właśnie dlatego, że traktuję politykę i historię zbyt poważnie, by wierzyć w polityczne bajki.

A historia uczy jednego: kto raz pomylił teatr z rzeczywistością, ten zapłaci za to bardzo realną cenę.

I tak, parafrazując kultową piosenkę Wojtka Młynarskiego pt. „W co się bawić” - nasuwa się samorzutne pytanie do trumpistów - „trzeba już w końcu raz ustalić, czy się odrobinę nie zanadto rozdokazywali?

Krzysztof Pasierbiewicz

(emerytowany nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger)


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka