Choć wielokrotnie krytykowałem Donalda Tuska, to jako bloger niezależny jestem mu winien ten tekst.
Decyzja Komisji Europejskiej spadła na polską scenę polityczną jak kubeł lodowatej wody — szczególnie na ławy obecnej opozycji. Prawie 44 mld euro z programu SAFE na obronność, 139 projektów, zielone światło z Brukseli. I jeszcze ten dopisek Donalda Tuska: „Tak wyglądają prawdziwe sojusze ”. Krótko, celnie, z politycznym pazurem. Nic dziwnego, że kogoś musiała po tym rozboleć głowa.
Bo oto mamy moment, w którym narracje zderzają się czołowo. Z jednej strony Donald Tusk — polityk, który od lat budował kapitał relacji w Unii Europejskiej, zna jej mechanizmy, ludzi i język. Z drugiej — obóz skupiony dziś wokół Karola Nawrockiego, karmiący elektorat opowieścią o „wstawaniu z kolan”, „suwerenności bez Brukseli” i sojuszach bardziej ideowych niż skutecznych.
Tyle że czołgi nie jeżdżą na ideologii, a systemy obronne nie powstają od konferencji prasowych. One kosztują. I to miliardy euro. A te miliardy właśnie zostały Polsce przyznane — nie dlatego, że ktoś krzyczał głośniej, ale dlatego, że ktoś potrafił rozmawiać, negocjować i budować zaufanie.
Dla opozycji to informacja toksyczna. Bo podkopuje fundament przekazu, według którego Tusk „nic nie załatwia”, „jest słaby w Europie”, a Polska rzekomo była „bardziej szanowana”, gdy z Brukselą toczyła permanentną wojnę podjazdową. Trudno tę tezę obronić, gdy na stole leży 43,7 mld euro i konkretna decyzja Komisji Europejskiej.
W tym sensie pytanie z tytułu nie jest tylko moją blogerską prowokacją. Bo czyje sojusze są korzystniejsze dla Polski? Te, które kończą się tweetami o dumie i suwerenności, czy te, które przekładają się na realne pieniądze, sprzęt i bezpieczeństwo państwa? Nawrockiego — zakotwiczone w polityce bogoojczyźnianej i nieufności wobec UE? Czy Tuska — osadzone w pragmatyzmie i chłodnej kalkulacji interesów?
Decyzja KE sprawia, że odpowiedź staje się boleśnie oczywista. I właśnie dlatego w opozycyjnych gabinetach słychać dziś nie triumfalne fanfary, lecz nerwowe stukanie palcami o blat. Bo z faktami — a zwłaszcza z miliardami euro — polemizuje się znacznie trudniej niż z politycznym przeciwnikiem.
I tylko nie mówcie, że znów jątrzę!
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)



Komentarze
Pokaż komentarze (15)