Oprawa Muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=fUhOM7wyQpY
Kabaret Starszych Panów był bezlitosny, ale sprawiedliwy. Kiedy Irena Kwiatkowska śpiewała „Szuja – naomamiał, natruł i nabujał ”, widz wiedział jedno: to będzie o kimś, kto wygląda lepiej, niż jest. I że maska zaraz spadnie.
Dziś nie trzeba już talentu muzycznego Jerzego Wasowskiego i fenomenu oratorskiego Jeremiego Przybory. Wystarczy konfidencjonalne nocne spotkanie Szymona Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim u Adama Bielana. W ciszy, bez kamer, bez protokołu. Tak po prostu — alleluja wesołego zrobił mi i znikł.
Bo przecież jeszcze wczoraj Hołownia zdawał się być chodzącą antytezą PiS-u. Polityką „bez fałszu i ruji ”. Nową jakością. A dziś? Grozi, że opuści własną partię z trzynastoma posłami, jeśli ktoś ją „sprywatyzuje”. Brzmi to jak kabaretowy paradoks: „Szuja — niewykluta larwa i szczeżuja, do najtępszych pierwotniaków rym ” — bo jak inaczej nazwać właściciela, który protestuje przeciw własności?
W tle majaczy jeszcze większa stawka: jeśli Hołownia się obrazi i wyjdzie, Tusk traci większość. A więc nie jest to już foch ideowca, tylko klasyczne: „bezlitosny kamień i statuja — fałsz i ruja ekskluzywnie powodują nim ”. Szantaż, tylko w wersji uśmiechniętej.
I wtedy właśnie życie zdarło z faceta już maskę. Bo gdy publicznie opowiadasz o transparentności, a prywatnie chadzasz nocą do Bielana, to „fasada rozpada się z trzaskiem ”. A zza niej — cytując Kabaret — „jak dupa z pokrzywy, pysk zły i obrzydliwy ”. I pryśnie cały blef.
Oczywiście, zawsze można powiedzieć: „to tylko rozmowy”. Ale Polacy słyszeli to już tyle razy, że refren znają na pamięć. „Choć inwektywą żywą nie chcesz chlustać, to same usta wykrzykną tobie wbrew ”. Bo ile razy można udawać, że nocne schadzki z Kaczyńskim są przejawem dialogu, a nie zakłamanej obłudy?
Hołownia dziś występuje w roli skrzywdzonego: partia mu się wymyka, posłowie nie słuchają, demokracja boli. A wyborca patrzy i myśli: „Szuja — kawał matrymonialnego zbója, z pieszczot dwója, nieudana galareta z ryb! ”. Dużo czułych słów przed wyborami, a potem — zimna kalkulacja.
I nagle wszystko się zgadza. Znika „nowa jakość”, zostaje stary numer. „Najpiękniejszy kęs mi życia ujadł, toczył ze mnie hektolitry łez ” — należałoby zaśpiewać w imieniu tych, którzy uwierzyli, że tym razem będzie inaczej.
A na końcu zostaje już tylko pointa, której Kabaret Starszych Panów nie bał się nigdy:
„Cóż takiego uczyniłam mu ja ”
My, wyborcy? Tylko jedno: uwierzyliśmy.
I znów stoimy jak ta tuja — ładnie przystrzyżona, patriotyczna,
poderżnięta przezeń dzisiaj jest.
Mówię ci — poderżnięta.
A w tle, cicho, bezlitośnie, pobrzmiewa refren:
Szuja...
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)
Post Scriptum
Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że zaznaczone tłustą czcionką w kolorze sepii - pochodzą z piosenki zatytułowanej SZUJA, którą genialna aktorka Irena Kwiatkowska śpiewała w słynnym Kabarecie Starszych Panów.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)