Ostatnimi laty konsekwentnie i bezlitośnie krytykuję PiS – więc, żeby było sprawiedliwie podsumuję moją działalność blogerską od czasu założenia blogu w roku 2010 do dnia dzisiejszego.
Od wielu lat, pisząc publicystyczne felietony o sprawach polskich, odnoszę nieodparte wrażenie, że uczestniczę w niekończącym się sporze, który jedynie udaje debatę o państwie. Bo powiedzmy otwarcie, coraz rzadziej chodzi w nim o idee, wartości czy długofalową wizję Rzeczypospolitej, a coraz częściej o plemienną lojalność i bezwzględne trwanie przy „swoich”. Ten stan rzeczy określa się obecnie mianem bipolaryzmu polskiej sceny politycznej. Ja natomiast widzę w tym sporze raczej objaw coraz głębszej, przewlekłej choroby życia publicznego. Tak. Tak. Polska choruje. Od kilku dekad. Czytaj więcej: K. Pasierbiewicz (2011), „Pieta polska, rządy Tuska i sposób na pojednanie ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/356648,pieta-polska-rzady-tuska-i-sposob-na-pojednanie .
Przyznaję, że nie piszę tego z pozycji chłodnego arbitra, lecz jako ktoś, kto sam dał się wciągnąć w istotę tego konfliktu, wierząc, jak pokazało życie naiwnie, że wśród dwóch zwaśnionych obozów można jeszcze dokonać racjonalnego wyboru „mniejszego zła”.
Bowiem po publicznym wyznaniu jednego z ministrów rządu Donalda Tuska, że Polska stała się „państwem teoretycznym”, z którego zostały już tylko „ch*j, dupa i kamieni kupa”, uznałem, że dalsze trwanie przy obozie III RP jest moralnie i intelektualnie nie do obrony. Dałem wówczas Prawu i Sprawiedliwości kredyt zaufania, wierząc, iż brutalne zerwanie z postkomunistycznym dziedzictwem może stać się początkiem realnej naprawy państwa. I ze wstydem przyznaję, że w roku 2015 zagłosowałem na PiS.
Jak pisałem wtedy: „Polsce jak kani dżdżu potrzebna jest całkowicie nowa jakość polityczna mogąca położyć kres hamującej rzeczywisty rozwój Polski wojnie o władzę między PiS i PO. Bratobójczej wojnie, która od lat powoduje buksowanie Polski”.
Dziś nie już nie mam wątpliwości, że była to wiara złudna.
Nie dlatego, że moja krytyczna diagnoza III RP była błędna. Mechanizmy, które opisywałem wcześniej — czyli „przynęta awansu społecznego ”, degeneracja elit, salonowy terror poprawności politycznej mazowieckiej Warszawki i podwawelskiego Krakówka, oraz systemowe przyprawianie gęby i ostracyzm wobec myślących inaczej — nie tylko nie zniknęły, lecz okazały się zadziwiająco trwałe. Pisałem przecież wprost, że „to nie naród należy winić za to, co się stało z Polską ”, lecz elity, które przez lata cynicznie nim manipulowały. Czytaj więcej: K. Pasierbiewicz (2011), „Nabrani przez redaktora ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/271686,nabrani-przez-redaktora .
Błąd leżał gdzie indziej. Uwierzyłem, że zmiana obozu władzy oznacza zmianę logiki władzy.
Tymczasem bardzo szybko okazało się, że PiS — zamiast zerwać z patologią platformerskich elit — w wielu obszarach ją przejął, zmieniając jedynie wektor nacisku. Tam, gdzie wcześniej dominował liberalno-postkomunistyczny salon, pojawiła się brutalna partyjna lojalność. Tam, gdzie obowiązywał „terror lewackiej poprawności politycznej ”, zaczął narastać nacisk nowej, „pisowskiej” poprawności. Mechanizm pozostał ten sam: nasi mają rację z definicji, a krytyk jest wrogiem. Czytaj więcej: K.Pasierbiewicz (2017), „Ogłaszam, że nie jestem już blogerem prawicowym ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/781995,oglaszam-ze-nie-jestem-juz-blogerem-prawicowym .
Momentem granicznym była dla mnie reakcja Ministerstwa Sprawiedliwości PiS na krytyczną ekspertyzę profesorów Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako emerytowany nauczyciel akademicki z blisko czterdziestoletnim stażem nie mogłem przejść obojętnie wobec prób zastraszania środowiska naukowego. Dlatego napisałem wprost: „Jest to bezprecedensowy skandal! ” i przyznałem publicznie: „Nie na taki PiS głosowałem ”.
Wtedy właśnie dotarło do mnie z pełną ostrością, że bipolaryzm polskiej sceny politycznej nie jest wypadkiem przy pracy, lecz systemem samopodtrzymującym się. Tak. Tak. PiS i PO wzajemnie się potrzebują. Jedni straszą drugimi, drudzy — pierwszymi. Każda strona żywi się własną wizją zagrożenia, a każdy, kto próbuje wyjść poza ten schemat, zostaje natychmiast przypisany do jednego z plemion i obłożony anatemą. Czytaj więcej: K. Pasierbiewicz (2018) „Czemu wciąż musi trwać wojna między PiS-em a Platformą ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/890711,czemu-wciaz-musi-trwac-wojna-miedzy-pis-em-i-platforma .
W tym miejscu dla jasności muszę coś dopowiedzieć, bo w polskich realiach każde przemilczenie bywa natychmiast interpretowane jako deklaracja plemienna – ja zaś jako bloger niezależny nigdy nie byłem ani pisowcem ani platformersem. Tymczasem, kiedy krytykowałem Platformę Obywatelską niejako z automatu dorabiano mi gębę pisowca. A gdy wytykałem błędy Partii Kaczyńskiego dorabiano mi gębę platformersa, który w opinii orędowników PiS stał się zdrajcą narodowym.
W tym miejscu należy wyraźnie zaznaczyć, że w czasie ośmioletnich rządów w okresie 2015 – 2023 partia Jarosława Kaczyńskiego zniszczyła nasze państwo w stopniu nienotowanym w powojennej historii Polski. Czytaj więcej: K. Pasierbiewicz (2020) „PiS przebił nawet komunę. Pisane w 30. rocznicę zakończenia działalności PZPR ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1016184,nawet-za-komuny-pisane-w-30-rocznice-zakonczenia-dzialalnosci-pzpr .
Dlatego trzymając się zasady „wszystko byle nie PiS ” - obecnie sprzyjam Koalicji Obywatelskiej, której trzon stanowią niestety politycy dawnej Platformy Obywatelskiej. Czynię to jednak bez entuzjazmu i bez złudzeń - bardziej z obawy przed dalszą degradacją państwa niż z autentycznej wiary w polityczne odrodzenie tego środowiska.
Niepokoi mnie bowiem fakt, że Donald Tusk, po powrocie do władzy, wciąż opiera się na tych samych, doskonale znanych od lat twarzach. Na ludziach starego rozdania, którzy współtworzyli wszystkie słabości Platformy w okresie 2007 - 2015. Schetyna, Kierwiński, Klich et consortes — to nie są nazwiska kojarzące się ani z intelektualną świeżością, ani z realną zdolnością do autorefleksji. To raczej polityczna gwardia przyboczna III RP, sprawdzona w partyjnych rozgrywkach, lecz niekoniecznie w myśleniu kategoriami państwa.
Mam tedy głębokie poczucie, że bez rzeczywistej wymiany pokoleniowej i mentalnej nawet najlepsze hasła pozostaną pustą retoryką, a Koalicja Obywatelska ugrzęźnie w tym samym mechanizmie, który wcześniej krytykowałem u PiS-u: w przekonaniu, że „nasi” mają zawsze rację tylko dlatego, że są „nasi”. A to jest dokładnie ta sama choroba, tylko w innym opakowaniu. Czytaj więcej: K. Pasierbiewicz (2025), „Rano wieczór we dnie w nocy – Schetyna ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1469907,rano-wieczor-we-dnie-w-nocy-schetyna .
Doświadczyłem działania tego mechanizmu osobiście już znacznie wcześniej. Wystarczyło, że w 1995 roku odważyłem się napisać kilka gorzkich zdań po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego, by — jak to ująłem — spotkał mnie „graniczący z furią ostracyzm krakowskiego salonu ”. Później było tylko gorzej. Każda krytyka obozu wywodzącego się z pnia UD–UW–PO kończyła się przyprawieniem mi gęby „oszołoma”, „ciemniaka” albo „PISowca”.
Dlatego z przekonaniem pisałem: „A wmawia się ludziom, że to Kaczyńscy podzielili Polaków. Nic bardziej błędnego”. Ten podział zapoczątkowali Michnik z Cimoszewiczem, a Kaczyński go pieczołowicie pielęgnował. Bo elity zarówno Trzeciej jak Czwartej RP panicznie się bały weryfikacji własnego statusu bycia „lepszymi” od „gorszej” reszty - o czym pisałem we wspomnianym wcześniej eseju zatytułowanym „Nabrani przez redaktora ”.
Z perspektywy czasu widzę wyraźnie, że największą ofiarą wojny PiS–PO nie jest żadna z tych partii, lecz Polska jako wspólnota obywatelska. Państwo zostało zredukowane do łupu wyborczego, debata publiczna do propagandowego spektaklu, a inteligencja — do roli biernego statysty, który, jak pisałem z przekąsem, „do godziny jedenastej przed południem nie ma własnego zdania, bo dopiero o tej porze kupuje Gazetę Wyborczą lub Gazetę Polską ”.
I tu nie sposób nie sięgnąć po Norwida – czytaj więcej; K. Pasierbiewicz (2021), „Od czasów Norwida nic się nie zmieniło w polskiej mentalności. Smutna jubileuszowa refleksja ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1143468,od-czasow-norwida-nic-sie-zmienilo-w-mentalnosci-polakow-smutna-jubileuszowa-refleksja .
„Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym ” — pisał poeta w 1862 roku. Trudno o trafniejszą diagnozę także dziś. Wciąż jesteśmy narodem wielkich emocji, symboli i moralnych uniesień, a opłakanym społeczeństwem w codziennej odpowiedzialności. Wciąż — jak u Norwida — „Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł ”. Stoimy na jednej nodze, kalecy, skłóceni, podatni na manipulację.
Zaś prawda jest taka, że jeśli nie zdołamy wyrwać się z tej plemiennej pułapki, jeśli nie odbudujemy przestrzeni dla niezależnej myśli, cywilnej odwagi i elementarnego szacunku dla instytucji, pozostaniemy — używając norwidowskich słów — „tragiczną nicością i śmiechem olbrzymim ”. Bo jeśli — jak pisał Norwid — pozostaniemy narodem olbrzymów na sztandarach i karłów w codziennej odpowiedzialności, to żadna zmiana władzy nie uratuje Polski przed losem państwa coraz głośniejszego w słowach i coraz bardziej pustego w treści.
Ja zaś, jako niezależny bloger, mogę dziś zrobić tylko jedno: pisać dalej. Nawet jeśli będzie to pisanie niewygodne. Nawet jeśli znów ktoś spróbuje przyprawić mi gębę. Bo w czasach zbiorowej hipnozy milczenie nie jest neutralnością — jest współudziałem.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)
Post Scriptum
Jak Państwo widzicie, Administrator serwisu musiał skasować około wiele komentarzy. Chyba nie muszę pisać, kto był ich autorami i dlaczego Administrator musiał je skasować.
A więc doszedłem na Salonie24 do poziomu blogerskiego arcy-mistrzostwa i osiągnąłem monumentalny sukces, gdyż orędownicy partii Jarosława Kaczyńskiego znienawidzili mnie do tego stopnia, że mnie obrzucili obelgami nawet za to, że na końcu notki skrytykowałem srodze aktualny rząd Donalda Tuska.
Mniam! Mniam! Jest smak!
A teraz czekam na stosowne gratulacje.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)