Znałem go od zawsze z Piwnicy pod Baranami. Ostatnimi laty drogi nam się rozeszły, jak zaczął romans ze Szkłem Kontaktowym.
Marek Pacuła, krakowski dziennikarz, scenarzysta, reżyser, satyryk, autor tekstów. Po śmierci Piotra Skrzyneckiego dyrektor artystyczny i konferansjer nowej „Piwnicy pod Baranami”.
Przed paroma tygodniami pojechał na rowerze do Tesco i tam dopadł go udar.
Gdy się dowiedziałem, co się stało polityka wydała mi się funta kłaków nie wartą śmiesznostką. Liczył się tylko Marek i jego zdrowie. Do dziś nie odzyskał przytomności.
Ale Kraków o nim nie zapomniał. W Boże Ciało przyjaciele zorganizowali dla niego w Teatrze Stu koncert charytatywny pt. „Nie przerywajcie zabawy”. Inicjatorem był jak Jan Kanty Pawluśkiewicz, w organizacji koncertu pomogli Piotr Ferster, Bogdan Micek i Wiesław Nowak. Jasiński dał salę za darmo, spektakl poprowadził Materna, wystąpili spontanicznie Anna Szałapak, Tym, Turnau, Raj, Jędrzejczyk, Kubowicz, Mastyła, Wodecki, Wójcicki, Baran, aktorzy Teatru Polskiego ze Szczecina, aukcję zorganizował kronikarz życia krakowskiej bohemy Irek Zwoliński…
Co ważne, pierwszy raz od śmierci Piotra Skrzyneckiego w jednym miejscu spotkali się artyści „starej” i „nowej” Piwnicy pod Baranami.
Piszę tę notkę, bo jestem ją winien Markowi.
I tylko dręczy mnie obawa, że jutro na kawie w RIO dostanę za tę notkę po łbie od moich prawicowych przyjaciół. A może Nie? Nie wiem. Zobaczymy.
Bo jak ostatnio pisałem, choć odzyskaliśmy wolność, paradoksalnie, Polska zmieniła się w jeden wielki dom wariatów, od lewa, przez środek, do prawa. Że weszliśmy w krytyczną fazę paranoidalnej schizofrenii zrodzonej z maniakalnej nienawiści wszystkich do wszystkich, za czym jest już tylko czarna dziura.
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)


Komentarze
Pokaż komentarze (32)