Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
147 obserwujących 1502 notki 3056854 odsłony
echo24, 1 lutego 2014 r.

Zaczarowane miasto, zaczarowane boisko, zaczarowany gracz

 

 

Motto muzyczne:

 http://www.youtube.com/watch?v=gu3J6h6ZGas

http://www.youtube.com/watch?v=ILkgviwTveM

http://www.youtube.com/watch?v=Z73G4aCwAfQ

Dla poety Kraków  to
zaczarowany dorożkarz, zaczarowana dorożka, zaczarowany koń
dla mnie zaś
niegdysiejszego trampkarza i dozgonnego kibica Cracovii
Stołeczne Królewskie Miasto
to także
zaczarowany zamek, zaczarowane kościoły, zaczarowane uliczki i zapadłe mi głęboko w serce zaczarowane boisko
przycupnięte na lewym skraju krakowskich Błoń
patrząc na Kopiec Kościuszki od strony Uniwersytetu Jagiellońskiego

To zaczarowane miasto
w którym jak nigdzie indziej na świecie
życie płynie tak wolno, iż kac mija nim jeszcze zdoła się zrodzić
ma także
zaczarowany Rynek
który każdego dnia, punktualnie o godzinie drugiej , bez względu na aurę
spotykanym jeszcze tylko pod Wawelem dostojnie wolnym krokiem okrąża trzy razy
grupa „starszych panów”
którzy całe życie oddali dla sportu
choć niektórzy dobijają już siedemdziesiątki
ci wciąż pełni życia atleci
latem grywają w tenisa, a zimą szaleją na nartach tak dziarsko
że niejeden młodzian mógłby pozazdrościć 

Owej grupie uczelnianych wuefistów  i namiętnych miłośników sportu jeszcze do niedawna przewodził
śp. Władysław Radwański
dziadek i wychowawca Agnieszki, która wyniosła na wyżyny świata polski tenis 

To pan Władysław właśnie animował zapalczywe dyskusje owych pasjonatów sportu
kiedy spotykali się na kawie w kultowej kawiarence RIO na św. Jana pod piątym 

i nigdy nie zapomnę 

ich niekończących się dyskusji, debat, polemik, zajadłych sporów, a częstokroć kłótni
kto był w tym roku lepszy w „świętej wojnie” między Wisłą a Cracovią 

Boże!
Ileż w tym było młodzieńczego żaru i autentycznej pasji
lecz
lecz choć sobie nieraz do oczu skakali
godziła ich zawsze jednocząca miłość do Cracovii, za którą poszliby w ogień 

Częstokroć nurtowało mnie pytanie
kto im zaszczepił tę miłość???
aż zrozumiałem
że tę ich klubową namiętność od małego chłopca kształtował niedościgły guru 

Józef Kałuża

człowiek legenda
genialny piłkarz Cracovii, najstarszego nieprzerwanie istniejącego klubu sportowego w Polsce
gracz nad graczami
i wiekopomny symbol
dziewiczego dla futbolu czasu
kiedy piłka nożna była jeszcze piłką nożną
a piękno tej kształtującej ludzkie charaktery gry zespołowej zawierało się w sportowej rywalizacji
a nie, jak to dzisiaj bywa 
wyrachowanej pogoni za mamoną 

Bo pan "profesor" Józef Kałuża
przedwojenny nauczyciel,prócz tego, że jak nikt umiał grać w piłkę
był żarliwym polonistą, zapalonym geografem, wymagającym matematykiem,
 
nauczycielem muzyki i gimnastyki zarazem

a ów człowiek renesansu

jak wspomina jego uczeń Stefan Szlachtycz w tekście pt. „Józef kałuża – legenda nie umiera nigdy
wpoił swoim wychowankom dwa przesłania:
pierwsze piłkarskie i dziś mniej przydatne, 
czyli „nigdy nie kopać piłki SZPICEM”
oraz drugie polonistyczne i aż nadto dziś przydatne, czyli „nigdy nie używać przysłówka JAK, zamiast: kiedy, gdy, jeśli, o ile… 

Ten wspaniały belfer, wychowawca, a zarazem genialny piłkarz i trener
ma też w swoim życiorysie szczytną kartę niepodległościową
bo jak pisze wspomniany już jego uczeń
w czasie okupacji hitlerowskiej, gdy złożono mu „propozycję nie do odrzucenia”
by został trenerem-selekcjonerem reprezentacji Niemiec?!
bądź szefował reaktywowanej pod niemieckim protektoratem krakowskiej piłce nożnej 
choć ryzykował przekroczeniem bramy z napisem: „Arbeit macht frei”,
nie poszedł na kolaborację z Niemcami 

W tym roku przypada siedemdziesiąta rocznica śmierci Józefa Kałuży 

I jak się okazuje,wychowankowie tego niezwykłego człowieka o wrażliwej duszy i pięknym umyśle
nie zapomnieli o Autorytecie ich wieku chłopięcego
który ich ukształtował na całe przyszłe życie
postanowili ufundować mu pomnik
który stanąby u wejścia na niedawno zbudowany nowy stadion Cracovii
by młodzi kibice wiedzieli
że ich ukochany klub przed Drugą Wojną Światową
też miał swojego Messiego
który w 408 meczach strzelił 467 bramek, co jest do dziś niepobitym rekordem klubowym 
ale co najważniejsze
by uświadomić młodym kibicom „pasów” 
do czego ich zobowiązuje dumne klubowe zawołanie:

- CRACOVIA PANY!

 

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)
 

Post scriptum

To post scriptum dodałem zainspirowany komentarzem pana piszącego pod nickiem "W KAPELUSZU PANAMA", mówiącym o niewymiernej sile wspomnień.

Bowiem.

Jako, że w dzieciństwie mieszkałem przy ulicy Zamkowej naprzeciwko Wawelu, ale już po drugiej stronie Wisły, wuj Ludwik zabierał mnie na mecze Garbarni na Ludwinów. Pamiętam, jak po każdym zwycięstwie Garbarzy śpiewaliśmy razem „Ludwinowskie tango”

Zatem moją pierwszą miłością piłkarską była Garbarnia. Nie opuściłem ani jednego meczu na Ludwinowie i do dziś pamiętam smolny zapach drewnianej trybuny. Mieliśmy tam na stałe zarezerwowaną lożę honorową, gdyż mój drugi wuj, brat mamy Marian Nagraba grał przed wojną w Garbarni i był w składzie, który zdobył mistrzostwo Polski.

W piłkę grywaliśmy z kolegami na wiślanej terasie zalewowej dokładnie vis a vis Wawelu. Ja od małego stałem na bramce, którą robiło się wtedy z dwu cegłówek.

Pewnego dnia, był to chyba rok 1954, trenowaliśmy rzuty rożne, co się wtedy nazywało strzelaniem na budę z kornera. Ja stałem oczywiście w bramce, a koledzy podawane z „narożnika” piłki kierowani główką na bramkę.

Terasa wiślana, która służyła nam za boisko była okolona wałem powodziowym, który służył za spacerowe korso. Tymże właśnie korso szła po rękę jakaś para, która zatrzymała się na chwilę by popatrzeć na grających chłopców. I wtedy grom spadł z jasnego nieba, gdyż rozpoznaliśmy, że przystojny mężczyzna spacerujący z piękną dziewczyną po wałach to sam inżynier Leopold Michno, ówczesny bramkarz pierwszoligowej Cracovii.

Możecie Państwo sobie wyobrazić cóż to był dla nas za zaszczyt, że sam Michno nas ogląda. Pamiętam, jak z bijącym sercem, nie bacząc na kolana niemiłosiernie obtłukiwane na wiślanym żwirze wyciągałem się jak struna w bramkarskich paradach.

I wtedy nastąpiła jedna z najszczęśliwszych chwil mojego życia. Pan Leopold Michno krzyknął bym do niego na chwilę podszedł. Ze ściśniętym gardłem i łomoczącym sercem wysłuchałem, jak Michno powiedział: „jesteś trochę za mały, ale masz wrodzony bramkarski talent, bo widziałem, że w momencie jak napastnik składa się do strzału ty już jesteś w powietrzu. Masz chłopcze bramkarskie wyczucie i refleks. Jakbyś chciał, przyjdź w piątek na trampkarski trening na Cracovię…”.

Opublikowano: 01.02.2014 17:32.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @DotCa   Panie @DotCa, ja nie jestem lekarzem, więc nie mam zamiaru leczyć Pańskich...
  • @E.B   "Ja uważam, że ruch z panią Wassermann jest dobry. Ale skoro Kraków chce być...
  • @Bialkowski   "Prawda jest taka jak napisalem w komentarzu. Wiekszosc Krakusow (inne miasta...

Tematy w dziale