170 obserwujących
2195 notek
5151k odsłon
2521 odsłon

Kraków, moja miłość!

Wykop Skomentuj39

                                    

                                                                                       Dedykowane Małgosi i Cezaremu

Motto muzyczne: https://www.youtube.com/watch?v=v032N8DDECY

Piękny dzień się dzisiaj zbudził, więc sobie pomyślałem, że się przejdę o poranku na Wawel.

Na wapienne wzgórze pałacowe podchodziłem od strony Podzamcza. Kościuszko już zrobił swój codzienny konny obchód. Stary Zygmunt cierpliwie czekał, jak zawsze gotowy by obwieścić światu coś ważnego dla Polaków.  

Wstąpiłem na chwilę do Katedry, gdzie za każdą wizytą w tym kultowym miejscu uświadamiam sobie, że tu właśnie bije serce Polski! Z każdej kaplicznej nawy wyzierała nasza pogmatwana historia.  

Jak zawsze, pierwsze kroki skierowałem do alabastrowego sarkofagu św. Królowej Jadwigi, gdzie mnie pierwszy raz przyprowadziła za rękę Mama, jak tylko nauczyłem się chodzić. Nieskończenie piękna spała z jej ulubionym pieskiem u stóp, który też jeszcze drzemał. Wpadające skosem do wnętrza promienie porannego słońca nie sięgnęły jeszcze królewskiej poduszki, lecz zdążyły już rozświetlić gablotę z królewskimi insygniami. Było przenikliwie cicho, jak w chwili gdy kapłan unosi hostię w czasie Podniesienia. I raptem zapomniałem na chwilę o dręczących nas problemach, gdyż poczułem, że tutaj w Katedrze jestem w moim polskim domu, spokojnym, pięknie urządzonym i bezpiecznym. Zawsze tu przychodziłem, jak mi było ciężko.  

Z wawelskiego wzgórza długo patrzyłem na meandrującą w dole Wisłę, majaczące na horyzoncie kopce Piłsudskiego i Kościuszki, wieże Panteonu na Skałce i krzyż Kościoła im. św. Stanisława Kostki na Dębnikach, gdzie jako miejscowy andrus szedłem do pierwszej komunii, a kilka lat później bierzmował mnie kardynał Wojtyła, a mnie nawet do głowy nie przyszło, że to Święty.

Wracałem Kanoniczą. Zaczarowaną wąską uliczką wybrukowaną kocimi łbami, gdzie wciąż słychać gwar średniowiecznego miasta. Po drodze pogadałem sobie z renesansowo barokowymi kamieniczkami. Ależ to plotkary! Wiedzą zołzy o Krakowie więcej niż opasłe historyczne księgi, bo to w ich murach przecież rezydowali nie zawsze dyskretni spowiednicy królewskiego dworu.  

Skręciłem na chwilkę w Senacką, bo tam przed półwieczem w głębokiej niszy bramy dawnego zajazdu po raz pierwszy w życiu skosztowałem, jak rozkosznie smakują dziewczęce usta.

Do rynku wróciłem Traktem Królewskim, gdzie każdy kamień wie o Polsce więcej niż najmądrzejsi uczeni. Zbliżało się południe. Sukiennice już kąpały się w słońcu, Kościół Mariacki odpoczywał jeszcze w cieniu, a opodal pomnika Mickiewicza krakowskie kwiaciarki tkały już swe bajecznie kolorowe arrasy.  

Opodal Ratusza przycupnąłem przy stoliku pana Piotra, który u wejścia do ażurowo przeszklonej kawiarenki Vis-à-Vis spoziera codziennie znad niedopitej filiżanki, kto dziś przyszedł na rynek żeby nieśpiesznie pogadać o niczym, co jeszcze się zdarza tylko pod Wawelem, gdzie czas płynie tak wolno, iż wszechobecny wyścig szczurów omija to „wybrane miasto”.

W drodze do domu posiedziałem jeszcze chwilę na tonących w zieleni Plantach zasłuchany w czarowną melodię letniej symfonii szczęśliwego miasta.  

Wokół pogruchiwały gołębie bijące się o zgubiony przez jakieś dziecko kawałeczek precla.

Boże! Jak ja kocham to Miasto!

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)               Słownik andrusowski - Verte!

Patrz także:

https://www.youtube.com/watch?v=hp-53kGz3tk&list=PL22301E986520C3C1

 

Mini-słownik andrusowski

Andrus– przedstawiciel ginącego gatunku, podlegający ochronie w ramach ochrony dziedzictwa kulturowego. Osobnik zadziorny, ale honorowy, nigdy chamski. Ubrany po andrusowsku (kaszkiet, apaszka, połatana marynarka) i posługujący się specyficzną andrusowską gwarą. Występuje w kilku podtypach jako gatunek endemiczny, w okolicach tzw. placu Na Stawach (ale nie zalicza się do stworzeń typowo wodnych). Andrus po raz pierwszy trafił na piedestał za sprawą Konstantego Krumłowskiego w „Królowej Przedmieścia”, a na wodewilowy wariant zawadiackiego andra kreuje się dziś słynny Makino. Na Nizinie Mazowieckiej mogą pojawiać się fałszywe andrusy, niesłusznie przypisujące sobie unikalne andrusowsko-łaziorskie cechy (uwaga na grasującego w stolicy Staśka Wielanka!)

Bajok – indywiduum na niezbyt wysokim szczeblu rozwoju intelektualnego, rozumny inaczej (z subiektywnego punktu widzenia osoby posługującej się powyższym określeniem), ale traktowany pobłażliwie. Bajok to część składowa jednej z najsłynniejszych zwierzynieckich odzywek: idze, idze, ty bajoku!. Określenie z gatunku obraźliwych nie zanadto.

Barakorze – szemrane towarzystwo zamieszkujące tzw. Straszny Dwór, czyli długi drewniany barak przy ul. Komorowskiego. Doskonała lokalizacja dla ciemnych interesów. Mieszkał tam m. in. osławiony Rufino.

Bar Na Stawach – matecznik andrusów, kindrów i łaziorów, gdzie piwo lało się strumieniami z prawdziwych dębowych beczek. Miejsce, gdzie Makino przeistaczał się z miejscowego Johna gitarzysty w lidera zespołu Andrusy. Centrum Półwsia i w ogóle całego Zwierzyńca. Jeśli założymy, że Zwierzyniec jest pępkiem Krakowa, a Kraków pępkiem świata, to – dla jeszcze większej precyzji - świat miałby swój właściwy pępek właśnie we wspomnianym barze Na Stawach, gdyby ów bar jeszcze istniał.

Wykop Skomentuj39
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale