Nie wiem, czy pamiętacie, jak w czasie Euro 2012, przed meczem z Rosją Monika Olejnik wystąpiła w „Kropce nad i” przebrana za ufoludka z anteną satelitarną na głowie, którą dla zatuszowania tej masakry media mainstreamowe nazwały wówczas szumnie „toczkiem” – vide galeria fotografii nad notką.
Zaś w zeszłą sobotę na warszawskim Charytatywnym Balu Dziennikarzy pani Monika pojawiła się w nakryciu głowy stylizowanym na kwokę wysiadującą jajo spowite gęsto dzierganą woalką. Dalej nie komentuję, bo mi jeszcze zwiną notkę. Powiem tylko, że przypomniały mi się czasy, jak w „Tele Echu” niezniszczalną Irenę Dziedzic kamery nagrywały przez pończochę.
W salonowych pismach kolorowych przeczytałem także, że na owym balu najwyższą kwotę - 45 tys. zł - uzyskano za kask Rafała Sonika, zwycięzcy tegorocznego Rajdu Dakar.
Nie wiem kto wylicytował ten kask i być może jestem wredny, ale chyba wiem, co pani Monika założy na głowę w przyszłym roku.
Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)
Post Scriptum
Już pierwsze komentarze wskazują, że emocje rosną, więc pragnę przypomnieć Gościom mojego blogu, że bardzo dbam o jego szarmancką formułę i nie toleruję wypowiedzi niegrzecznych.


Komentarze
Pokaż komentarze (77)