193 obserwujących
2622 notki
5792k odsłony
  1733   0

„Magia namiętności” – odcinek 6

Żądza

W kierunku Kazimierza pędziły dwa samochody. Jeden gnał od strony Mazowsza, drugi z galicyjskiego Królewskiego Miasta.

– No! Szybciej! Szybciej do cholery! – pokrzykiwał dziko, cisnąc gaz do deski. Silnik wył na najwyższych obrotach, a wskaźnik szybkościomierza przekraczał chwilami ostatnią kreskę. – Dobry garbus! Dobry! – głaskał kierownicę. – Boże! Jak ja ją kocham! – wrzeszczał przekrzykując hurkot panujący w samochodzie. – Tak smakuje szczęście!!! Czuł się rajskim ptakiem szybującym nad chmurami do swojej wybranki. Szary świat został w tyle. Uskrzydlony, gnał na łeb na szyję zamykając licznik.

Dobrze, że ta beemka tak się trzyma szosy! – dodawała gazu nie bacząc na zakręty. Podniecał ją pisk opon i zapach nadpalonej gumy. – Panienko przenajświętsza! Wybacz! Wiem, że to wbrew logice i wszelkim regułom zdrowego rozsądku! Wiem, że nie powinnam tam jechać! Wiem, jak ciężko grzeszę! Ale ja go tak kocham, że mi odlatuje rozum! Ja się muszę z nim zobaczyć. To jest silniejsze ode mnie! Wybaczysz mi? Wiem przecież, że mnie rozumiesz!

Usprawiedliwienie

Krzysztof już czekał przy studni. Na widok Ewy zakrzyknął: – Nie gorąco ci w tym płaszczu? Straszny upał dzisiaj!...  – Nie, Krzysiu! – odparła, spuszczając wstydliwie powieki. – Jestem trochę przeziębiona, więc lepiej się do mnie nie zbliżaj. – Jak to? – Chciał ją objąć, lecz wywinęła się z jego ramion. – Ewa! No, co ty! Nie chcesz się przytulić? – zrobił wielkie oczy. – Nie masz pojęcia, jak bardzo bym chciała, ale nie mogę – wyszeptała bliska płaczu. – Wiesz przecież, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych – burknął rozdrażniony. – Chodźmy na chwilę nad Wisłę, chcę ci coś powiedzieć – poprosiła wpatrując się w ziemię. – No dobrze – zgodził się niechętnie.

Zeszli w szeroką dolinę meandrującej leniwie Wisły. – Jesteś jakaś dziwna i sprawiasz mi przykrość. Co jest grane?- spytał. - Spojrzała mu wreszcie w oczy. – Krzysiu! Nie wiem jak ci to powiedzieć – zauważył, że zbladła i cała się trzęsie. – Ale co? – dopytywał coraz bardziej niespokojnie. – No, wykrztuś to wreszcie z siebie!

– Krzysiu! Tylko się nie denerwuj! – przygryzała nerwowo paznokcie. – Jestem w szóstym miesiącu ciąży – wyznała wybuchnąwszy szlochem.

Poczuł piekący ból w dołku. Oszołomiony, zastygł w bezruchu. Przyjżał się jej i spostrzegł, że faktycznie, pod luźnym płaszczykiem rysuje się brzuszek. To po to był ten płaszczyk! Ale ze mnie matoł!, pomyślał.

– Postaraj się mnie zrozumieć Krzysiu – błagała ze łzami w oczach. - – Jak dostałam ten list, w którym napisałeś, że zostajesz w Stanach i nosisz się z zamiarem powrotu do Danki, świat mi się zawalił. Wszystko straciło sens. Nie spałam, nie jadłam, a żeby nie zwariować, zaczęłam popijać. Przestałam pracować w modzie, nie widywałam się z ludźmi, zaszyłam się w domu, nic mnie nie cieszyło i coraz częściej zaczynałam myśleć o najgorszym. - Nerwowo obrywała płatki zerwanej po drodze stokrotki. – I nie wiem, jakby to było, gdyby nie psycholog, który mi poradził, żebym, urodziła dziecko. Złapałam się tej rady jak tonący brzytwy. Wtenczas się kilka razy przespałam z Andrzejem – wyznała ze spuszczoną głową.

Krzysztof nadal milczał jak zaklęty. – A kiedy zaszłam w ciążę, Andrzej po prostu oszalał. Typowy pan hrabia. Odkąd się dowiedział, że urodzi się jego potomek przestał mnie zauważać, co mi prawdę mówiąc nawet odpowiada, bo już go od dawna nie kocham. Interesuje go tylko dziecko. Już ściągnął od siostry z Brukseli wyprawkę, łóżeczko z baldachimem i z góry opłacił dwie niańki na zmianę. - Nie dopuszczając go do słowa, ciągnęła swoją spowiedź: – I wiesz, co Krzysiu? – w jej oczach błysnął raptem radosny promyczek. – Ten psycholog miał rację. Bardzo się cieszę na dziecko. I dzięki temu chyba odrobinę stanęłam na nogi. Lecz po chwili spąsowiała i patrząc w niebo wykrzyknęła: – I właśnie teraz się odezwałeś, Krzysiu! To jakaś perfidna ironia losu! Zacisnęła pięści i usiadła na bruku, zanosząc się od płaczu jak rozhisteryzowany dzieciak. – Znowu jestem w matni!!!

Spojrzenia przechodniów zaciekawionych niecodzienną sceną otrzeźwiły go i w końcu się odezwał: – Ja też byłem w matni i wyszedłem z tego! Chodź! Coś ci opowiem!

Przeszli kawał drogi w dół Wisły zanim jej opowiedział, co go spotkało w Stanach Zjednoczonych. Coraz bardziej przerażona słuchała z zapartym tchem, a jak skończył swą opowieść, spytała z urazą: – Na litość boską, Krzysiu! Dlaczego mi o tym nic nie napisałeś?! Powiedz mi! Dlaczego?!

– Bo byś nie uwierzyła! – burknął.

– Masz rację! Nikt by nie uwierzył! – przyznała ze smutkiem.

Katharsis

Przeszli spory kawał drogi. Ogromne, krwistoczerwone słońce zaczynało powoli zachodzić. Latające nisko jaskółki piskliwie obwieszczały zapadający zmierzch. Przed nimi, w na wpół uśpionej dolinie, Wisła skrzyła się purpurową wstęgą. Długo jeszcze szli w milczeniu wpisani w ten nostalgiczny pejzaż.

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale