163 obserwujących
1763 notki
4129k odsłon
5430 odsłon

Przeprosicie, chociaż? – pytanie do oszołomionych

Wykop Skomentuj409


Portal „Salon 24” podaje, cytuję:

Sensacyjne doniesienia "GW" ws. odwołania Macierewicza. Gra teczkami i interwencja USA (…) Odejście Antoniego Macierewicza poprzedziła próba gry aktami komunistycznych służb specjalnych mającymi obciążyć Mateusza Morawieckiego i jego ojca Kornela – twierdzi Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej". Dziennikarz powołuje się na dwa niezależne źródła – jedno w PiS, a drugie w IPN. Wszystko miało się rozgrywać na kilka dni przed odejściem Macierewicza, w trakcie rozmów o rekonstrukcji. Decyzja o jego dalszych losach ważyła się do ostatniego dnia (…) Macierewicz chciał szantażować premiera aktami komunistycznymi. Jednak nie wiadomo, jakie" kwity" miałyby obciążać Morawieckich. Kopie teczek z materiałami gromadzonymi przez SB mają znajdować się w kilku prorządowych redakcjach. Informator "Wyborczej" z IPN twierdzi, że jest to "gotowy, chociaż uszyty z półprawd i fałszywej materiał dla kogoś, kto chciałby uderzyć w Morawieckiego". Z materiałami mieli zapoznawać się z ludzie związani z byłym ministrem obrony. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego. Kaczyński odebrał informacje o kwitach na Morawieckich jako groźbę i szantaż. "Wkurzył się i uznał, ze Macierewicz robi się niebezpieczny" - pisze dziennikarz GW (…) Coraz mniej cierpliwości do Macierewicza mieli również Amerykanie. Najwyżsi dowódcy USA starali się unikać kontaktu z Macierewiczem do czasu, gdy w kwietniu 2017 w Orzyszu przetrzymał dwie godziny na deszczu amerykańskich żołnierzy. Szef MON spóźnił się na ceremonię, bo ważniejsza była dla niego obrona byłego rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza na partyjnym sądzie. Amerykanom nie spodobało się również, że z polskiej armii odeszli lub zostali wyrzuceni ich koledzy z misji w Afganistanie i Iraku, z którymi świetnie im się współpracowało. Z nominatami Macierewicza już tak dobrze nie było. Kwatera Główna NATO zwróciła uwagę, że w kryzysowym momencie problemem mogą być niejasności w systemie kierowania i dowodzenia polską armią…”, koniec cytatu. A tu całość – vide: https://www.salon24.pl/newsroom/837544,sensacyjne-doniesienia-gw-ws-odwolania-macierewicza-gra-teczkami-i-interwencja-usa

A teraz do rzeczy.

Stali czytelnicy mojego blogu wiedzą, że w ostatnich miesiącach, kiedy mało, kto w tym temacie odważył się pisnąć choćby słowem, napisałem szereg alarmistycznie krytycznych notek o poczynaniach ministra Antoniego Macierewicza. W efekcie, wielu sympatyzujących z PiS-em komentatorów, których zwykłem nazywać „oszołomionymi ortodoksyjnymi pisowcami” wylało mi za te teksty na głowę hektolitry pomyj i fekaliów, a co bardziej oszołomieni, mimo że znają moje poglądy i blogerski dorobek nazwali mnie „zdrajcą, pisowskim kretem i stojącym na barykadzie okrakiem agentem Platformy Obywatelskiej”.

Ciekaw jestem tedy, czy w świetle najnowszych sensacyjnych wiadomości o panu Antonim, choć jeden z tych komentatorów zabierze głos w dyskusji nad niniejszą notką, przyzna mi rację i przeprosi za oszczercze pomówienia?

I nie wykręcajcie się Państwo tym, że aferę odkryła Gazeta Wyborcza, której ani jednego numeru nigdy nie kupiłem.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezawisły bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

Post Scriptum

A tu mój tekst napisany w listopadzie 2016, który tak rozjuszył pisowskich „ortodoksów”

Baśń o narwanym Antonim i frasobliwym Jarosławie

Przyjaźń pana Antoniego z panem Jarosławem zaczęła się w czasie, kiedy w sensie politycznym byli jeszcze nieurodzeni, ale w ostatnich latach pan Jarosław zaczął wielbić pana Antoniego, zaś pan Antoni, ewentualnie, wielbić się pozwalał, acz bez odwzajemnienia, - przyzwalając łaskawie, by pan Jarosław go politycznie rozbudowywał i zasilał. A, że obydwaj się potrzebowali, więc stwarzali pozory, że łączy ich głęboka przyjaźń. I choć natura pana Jarosława nie pozwalała mu podejść do pana Antoniego inaczej, jak z nieufnością, to po tragedii smoleńskiej pan Jarosław musiał ten stosunek zrewidować, przynajmniej na pokaz, bo się zorientował, że w międzyczasie pan Antoni wyrósł niespodzianie na idola gotowego za nim wskoczyć w ogień twardogłowego elektoratu partii pana Jarosława. Więc ich wzajemny stosunek do siebie stał się poprawny, acz niezbyt gorący w myśl zasady, że polityk w żadnym razie nie powinien być funkcją czyjejś emocjonalnej temperatury.   

A więc? Przyjaciele? Koledzy? Współ-przywódcy? Na moje oko, choć ich gatunki są spokrewnione swego rodzaju eskapizmem i zamiłowaniem do gry w ciuciubabkę to jednak nie ma między nimi chemii i telepatycznego połączenia. I wiem, co mówię, bo mam swoje lata i widzę, jak patrzą na siebie.

Według mnie, pan Antoni to ktoś znający siebie i wiedzący, czego chce jegomość o wybitnej inteligencji znamiennej dla charakterów nieokiełznanych. Zaś pan Jarosław to człowiek urodzony do roli przywódczej, wszakże wciąż siebie poszukujący. Wszystko wskazuje na to, że dla osiągnięcia wyznaczonego celu, stworzony do panowania pan Antoni chce choćby zagłady, zaś pan Jarosław urodzony do kierowania stara się, mimo wszystko, w sposób poczytalny dążyć do urzeczywistnienia swojej filozofii państwa.

Wykop Skomentuj409
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka