185 obserwujących
1974 notki
3276k odsłon
1007 odsłon

Mazurek vs Kubica

Wykop Skomentuj43


Po głośnym wypadku Kubicy w rajdzie Andorry, po cudownym ozdrowieniu rozpoczęła się w Polsce kubicomania podsycana przez media wszelakiego nurtu
- Kubica tu
- Kubica tam
- Kubica widziany w hallu siedziby Williamsa
- Kubica vs Sirotkin
- Kubica vs Putin i jego pieniądze
- Kubica w symulatorze jazdy
- Kubica w bolidzie podczas jazd testowych
  itd, itd, itd
Kubica bez wątpienia twardziel, bo powrót do ścigania wśród najlepszych to duża sprawa. Jednak ściganie się w rajdach o puchar burmistrza jakiegoś toskańskiego miasteczka, to było  rozmienianie talentu na drobne. Nie wiem jakich on miał agentów, że na coś takiego zezwalali i gwarantowali w kontraktach. Wiem, że kontrakt Alaina Prosta zakazywał jakichkolwiek startów tego typu i podejmowania ryzyka, które mogło zniweczyć pracę całego teamu przygotowującego auto do sezonu. Poszukiwanie adrenaliny to jedno, a ryzyko z tym związane to drugie. Choć z punktu widzenia chirurga ręka i goleń Kubicy jest w 100% sprawna, jednak jazda w Formule 1 to wirtuozeria i w zasadzie karierę Kubicy można uznać za zakończoną, choć przez jakiś czas jego potencjał marketingowy będzie wykorzystywany. Chopin po zgruchotaniu dłoni też zagrałby jeden ze swoich koncertów, choć podobnie jak w przypadku Kubicy nie byłaby to wirtuozeria. Szkoda zmarnowanej kariery faceta, który w historii polskiego automobilizmu zaszedł najdalej. Jednak polski automobilizm to nie tylko Kubica, bo przed wojną mieliśmy kilku kozaków, którzy - toute proportion gardée - mogliby z Kubicą konkurować.

Notkę powinienem poświęcić najwybitniejszemu, najbardziej wszechstronnemu kierowcy jaki ścigał się w przedwojennych rajdach, inż. Witoldowi Rychterowi.


On pierwszy uczył Polaków o tych wszystkich karburatorach, kierownikach, dyferencjałach, korbsztangach i magnetach, oraz rewelacyjnych oponach pneumatycznych. Ludzie starsi powinni pana Witolda jeszcze pamiętać. Zażywny, starszy pan o przedwojennej prezencji, prowadzący programy motoryzacyjne w telewizji. Taki Słodowy motoryzacji. Niezwykle kompetentny, z ogromną wiedzą, potrafiący mowić o autach ze swadą i zaangażowaniem. O motoryzacji wiedział wszystko, skoro w latach 70 - tych XX wieku był jednym z niewielu Polaków, którzy karierę automobilisty zaczynali od jazdy " Kitajcem " O nim powinna być notka, bo jego zasług dla rozwoju automobilizmu w Polsce nie sposób nie dostrzec, ani przecenić. Harcerz, żołnierz, kierowca motocyklowy - posiadacz kilku rekordów, pilot, ekspert motoryzacyjny i wreszcie kierowca startujący w rajdach Polski i w rajdzie Monte Carlo. Notkę jednak poświęcę innemu kierowcy, do grobu którego " pielgrzymowałem " i zapaliłem świeczkę.

image

Gdzie w Warszawie znajduje się grób pana Witolda, wiem. Jak czas pozwoli  odwiedzę i jemu też notkę poświęcę. A pisać jest naprawdę o czym. Droga Aleksandra Mazurka do ścigania się w rajdach automobilowych nie była łatwa, jednak talent i upór to dwa najważniejsze czynniki pozwalające - niemal zawsze - osiągnąć sukces. Plus warunki. Choć Aleksander Mazurek urodził się w dobrach Zamoyskich, jako syn Franciszka Mazurka, leśniczego, a przy okazji  przyjaciela Tomasza Zamoyskiego - właściciela dóbr w Jabłoniu, to z automatu i z koneksji nie mógł liczyć na członkostwo w Automobilklubie Polskim istniejącym od 1909 roku.

image

Kilka nazwisk " ojców założycieli " AP wystarczy za informację dlaczego droga Mazurka do sukcesu wiodła przez pracę i talent : książe Drucki - Lubecki, hrabia Plater, hrabia Zamoyski, hrabia Wielopolski, hrabia Raczyński, hrabia Potocki. Wszystko nazwiska z podręcznika historii Polski. Sport automobilowy przed wojną był sportem drogim i elitarnym. Był raczej realizowaniem pasji związanej z nowo powstającą, nieznaną  wcześniej, a niezwykle podniecającą  dziedziną życia jaką była rodząca się motoryzacja, niż sportem stricte, sportem w naszym dzisiejszym wydaniu.

Automobilklub Polski był instytucją elitarną i zapisanie się do niego oraz wniesienie składki  członkowskiej nie było takie łatwe. I tak być powinno. Mają być elity ( prawdziwe ) a inni mają aspirować, naśladować, szlifować klasę, aż do sięgnięcia po prawdziwy sukces. Tak do sukcesu doszedł Aleksander Mazurek. Najpierw szkoła w Jabłoniu, potem warszawska średnia  Szkoła  Lotniczo - Samochodowa i praca w branży motoryzacyjnej w licznie powstających w Warszawie warsztatach samochodowych i montowniach zachodnich aut. Jedną z takich montowni była montownia Chevroleta, na którym Aleksander Mazurek i Witold Rychter odnosili największe sukcesy. Sam Mazurek na początku kariery pracował w Auto - Service Józefa Łepkowskiego. Choć tych montowni i warsztatów było w Warszawie całkiem sporo, to nie należy z tego wyciągać wniosku, że Polska międzywojenna motoryzacją stała. Niestety nie stała, byliśmy krajem na dorobku, ledwie cudem powstałym, krajem biednym, do tego światowy kryzys gospodarczy, więc ta motoryzacja była niestety śladowa. W przeddzień wybuchu wojny ilość zarejestrowanych w Polsce pojazdów nie przekroczyła 20 tysięcy. Jednak mimo tej mizerii, Polacy potrafili nawiązać walkę z reprezentantami ówczesnych motoryzacyjnych potęg. Bo talenty rodzą się wszędzie - pisałem o tym wielokrotnie - potrzebne jest tylko stworzenie warunków do ich rozwoju. Aktywność działaczy Automobilklubu Polskiego imponuje do dziś, bo impreza o nazwie Rajd Automobilklubu Polski w annałach światowego automobilizmu figuruje pod nr 2, mimo wspomnianej mizerii i skromnych środków.

Zatem jedyną możliwością dla ludzi z benzyną zamiast  krwi było " doczepienie " się do jakiegoś arystokraty, który miał fantazję i pieniądze, a  niekoniecznie talent do kierownicy. Tak dziś rozgrywa się jeszcze prestiżowe regaty arystokratów. Jacht króla Hiszpanii zwycięża, drugi jest  jacht szejka Zjednoczonych Emiratów, a na obu profesjonalne załogi żeglarzy, które z tego żyją.

Tak zaczynał Mazurek i spora część przedwojennych rajdowców. Z tym, że te rajdy niewiele miały wspólnego z rajdami dzisiejszymi. Nie było wszak żadnych zespołów serwisowych, żadnego logistycznego wsparcia i komfortowych noclegów w hotelu  " Gołebiewski " Dziś nazwalibyśmy taki rajd survivalem. Wyobrażamy sobie dziś rajd w którym kierowca i pilot wymienia pęknięty resor ? Albo rajd, w którym pilot jest tak naprawdę nawigatorem z busolą jak pilot z czasów II wojny światowej ? W takich warunkach rozgrywano na przykład rajdy Polski. Wschodnia Polska z jej drogami, a raczej bezdrożami to było wyzwanie dla załóg. Bez oznaczeń, bez zabezpieczenia trasy. Macie dojechać z punktu A do punktu B i zmieścić się w czasie. Tyle regulaminu. Rajdy Monte Carlo również rozgrywano w innej formule, bo były to zloty gwiaździste. Zgłoszone załogi wyruszały najczęściej z miejsc stałego zakwaterowania i jechały po wyznaczonej trasie z metą w Monte Carlo, gdzie rozgrywano kilka dodatkowych konkurencji... i to by było na tyle. Oczywiście w samym Monte Carlo sporo  było prezentacji " tych wspaniałych młodzieńców w ich szalejących gruchotach " Bo rajdy w owym czasie były po części imprezą towarzyską, a nie jak dziś imprezą stricte sportową, z wielkim pieniędzmi, a przede wszystkim wielkimi interesami producentów aut. Choć przed wojną reklama samochodów biorących udział w rajdach również nie była marginesem imprezy. Sukcesy odnoszone przez Mazurka i Rychtera na Chevroletach, były natychmiast przekuwane przez producenta na sprzedażowy sukces. I to była mądra polityka producenta, bo wszystkie największe sukcesy Aleksandra Mazurka były jednocześnie sukcesami Chevroleta. A tych sukcesów było jak na ówczesne warunki całkiem sporo i spora ich część jest dziś nie do wyobrażenia.

Pierwszą poważną imprezą Aleksandra Mazurka był udział w Rajdzie Monte Carlo w 1935. Jechał razem z Witoldem Rychterem, jako załogant hrabiego Łubieńskiego.

Później będzie startował w Rajdzie Monte Carlo jeszcze trzy razy w roku 1937, 1938 i 1939, zajmując odpowiednio - 24, 21 i 29 miejsce. W roku 1937 i 1938 startował z niezwykłej urody pilotką, panną Stellą Zagórną. O paniach, przedwojennych automobilistkach należałoby napisać osobną notkę, bo nie były one wcale dodatkami do swoich bogatych mężów i kawalerów. Ścigały się zawzięcie.

Między startami w rajdzie Monte Carlo zwyciężył jeszcze Mazurek w Rajdzie Automobilklubu Polskiego w 1937 roku.

Jednak niewyobrażalny sukces - wzbudzający podziw do dziś - to start w rajdzie Liege - Rzym - Liege w 1939 roku, w którym nasz bohater zajął 6 miejsce,  startując  sam bez pilota, z kontuzjowaną ręką  przejechał non - stop dystans 5000 km. Jego " pilot " Mieczysław Rządkowski, warszawski bon vivant, nie posiadajacy prawa jazdy pojechał  w celu skompletowania rajdowego  CV, którym mógł chwalić się później w warszawskich kawiarniach. Wcześniejszy wielki sukces przed wybuchem II wojny swiatowej to udział w morderczym wyścigu Rally North Africa i zdobycie I miejsca. Dystans Warszawa - Trypolis via cała Europa i Gibraltar, liczący ponad 8500 km, przebył nasz chłopak z Jabłonia, również samodzielnie. I co wy na to chłopaki w swoich wypasionych brykach z klimą i 6 - litrowymi motorami, bez korbsztangi ?

Rozwijającą się karierę Mazurka przerwie wybuch wojny. Po wojnie wystartuje jeszcze w Rajdzie Polski. Korzystając z pomocy siostry - tłumaczki w ambasadzie amerykańskiej - zdobędzie etat kierowcy i do wyjazdu do USA, będzie woził już bez większych emocji amerykańskich dyplomatów. Zginął w wypadku drogowym w USA, gdzie do emerytury prowadził warsztat samochodowy. Chłopak z benzyną we krwi nie mógł robić nic innego.

image

image


PS. Na koniec krótka informacja dla tych tatusiów, którzy chodzili zw swoimi pociechami na film " Akademia Pana Kleksa " W krypcie kościoła pw. św. Tomasza Biskupa z Villanowy w Jabłoniu, spoczywa oprócz Franciszka Mazurka - ojca  i Aleksandra Mazurka, również Bohdan Mazurek. Syn Aleksandra, wybitny kompozytor muzyki filmowej, autor muzyki filmowej do ponad 30 filmów, w tym do wspomnianej wyżej " Akademii Pana Kleksa "

image

Wejście do krypty

image
Kanał Wieprz - Krzna w okolicach Jabłonia

Wykop Skomentuj43
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport