183 obserwujących
1958 notek
3229k odsłon
2523 odsłony

Tadek Marek. Historia z Jamesem Bondem w tle i nie tylko...

Wykop Skomentuj107

image

Po tym jak szefowa portalu objaśniła nam reguły umieszczania notek na LPS24, po przeanalizowniu dyskusji pod notką całkowicie straciłem busolę. Nie wiem czy Salon24 jest zatęchłym pisim salonem ( jak chce pan Władek ) czy może jest centrowy, a może reprezentuje skrajność w polskiej polityce, czyli opozycję totalną. Nie wiem tego. Podobno jest pisi do tego stopnia, więc niektórych ogarnia takie obrzydzenie, że aż odłożyli klawiatury. Po prostu nie publikują tu niczego, choć komentują czasem do zatracenia. Każdy to rozumie, żyć bez pieniędzy się nie da. Nie wiem również czy salon nie jest np. ultrakatolicki. W związku z czym nie wiem czy mam pisać notkę o Marku Jurku, czy o Tadku Marku. 

image
Inż. Tadeusz Marek po Rajdzie Polski 1939. Pola Mokotowskie. 

Oczywiście to byłby dylemat gdyby nie dwie rzeczy : po pierwsze na blogu jesteśmy tematycznie przy motoryzacji, po drugie nie ufam uduchowinym twarzom, no chyba że na płótnach niderlandzkich mistrzów. Zatem tylko Tadek Marek, żaden Marek Jurek. 

Na to zaniechanie zwrócił mi uwagę jeden z komentatorów pod notką poświęconą dwóm mistrzom kierownicy : inż. Witoldowi Rychterowi i Aleksandrowi Mazurkowi. Zgadzam się, to karygodne zaniedbanie, które postaram się niniejszą notką naprawić. Bo o trzecim wielkim spośród zwycięzców XII Międzynarodoweg Rajdu Polski o Grand Prix Polski w roku 1939 zapominać nie można, tym bardziej, że był zwycięzcą tego rajdu w klasie IV, więc aut o pojemności 3500cm3, czyli wspaniałych Chevroletach Master Sedan z montowni Lilpop, Rau & Loewenstein na warszawskiej Woli. 

image

Inż. Witold Rychter " dopychanie " Chevroleta do punktu startowego. Zimny silnik lepiej sprawował się w próbie prędkości ze startu zatrzymanego

To był bez wątpienia rajd Chevroleta, z pierwszym miejscem Tadeusza Marka, drugim Aleksandra Mazurka i trzecim, również bohatera poprzedniej notki, inż. Witolda Rychtera.

image

Aleksander Mazurek w Chevrolecie 

Widać, że bohater dzisiejszej notki obracał się przed wojną w dobrym towarzystwie i summa summarum zajechał chyba najdalej, bowiem moja angielska encyklopedia samochodów wymienia Tadka Marka jako wybitnego konstruktora silników do aut agenta w służbie Jej Królewskiej Mości, agenta 007. To duże wyróżnienie. Anglicy bardzo niechętnie dzielą się sławą, choć robotę potrafią docenić i wykorzystać. I o to chyba chodzi ? Jak przystało na konstruktora aut dla Jamesa Bonda, życie Tadeusza Marka to materiał na film nie gorszy od tych z Rogerem Moorem, Seanem Connery, Danielem Craigiem i Pierce Brosnanem, ach ! jeszcze Timothy Dalton. A Bronisław Cieślak ? Nie, nie. On ścigał sutenerów, cinkciarzy i morderców Polonezem. To najgorszy " aktor " i najgorsze auto w światowej historii seriali kryminalnych. Do żadnej encyklopedii nie trafi. I proszę mi nie mówić, że Polonez był dobry, bo miałem, a jak miałem to wiem lepiej. 

image

Wracając do mojej encyklopedii aut, czyli " ... a unique collection of the world's greatest marques " jest tam info o Tadeuszu Marku, utalentowanym Polaku. Po raz któryś z rzędu walczę z tezą, że Polacy nie są technicznie uzdolnioną nacją, są. Brakuje jedynie warunków do rozwijania talentów, nie ma systemu wyłapywania talentów, nie ma szkół, które zajmowałyby się szlifowaniem owych diamentów, choć w kontekście Tadka Marka należałoby napisać, honowaniem ( nie mylić z hodowaniem ) To zupełnie inny proces. 

Tadeuszowi Markowi się udało, dzięki pracy, talentowi i determinacji. 

Tadeusz Marek urodził się w Krakowie w roku 1908, do motoryzacji musiał mieć zacięcie niebywałe, bowiem już jako 14 latek poddał gruntownemu remontowi, kupionego z wojskowego demobilu, Forda T. Zrobił to sam, bez korzystania z warsztatu reperacyjnego - jak się to przed wojną mówiło. Potem przyszła pasja motocyklowa, która o mały włos nie skończyłaby się tragicznie i James Bond po dzień dzisiejszy jeździłby rowerem produkowanym przez senatora PO Jana Rulewskiego w bydgoskim Romecie. Stało się na szczęście inaczej. Pierwsze przykre doświadczenie Tadka, to francuski motocykl Alçyon, choć dobry, odnoszący duże sukcesy w rajdach motocyklowych, to miał pewne rozwiązanie, które o mały włos nie wybiłoby z głowy Tadeusza, zainteresowania motoryzacją. Przeniesienie napędu Alçyona z 1926 roku, realizowano za pomocą paska zębatego, który po pęknięciu stłukł Tadkowi plecy nie gorzej od policyjnej pały. Lepiej nawet niż ojcowski rzemień wybijający synowi z głowy jakieś niezrozumiałe pasje. Jednak ojciec Tadka Marka nie był chyba skory do rzemienia. Bowiem Tadeusz Marek ukończył studia inżynierskie w berlińskiej szkole politechnicznej na Charlottenburgu. Późniejsze doświadczenia motocyklowe Tadeusza to legendarny, czterosuw " Indian " jeszcze bardziej legendarny niż Harley - Davidson. Następnym motocyklem Tadka Marka będzie BMW, który również nie przyniesie szczęścia naszemu rajdowcowi - inżynierowi. On był skazany na rajdy samochodowe. Podczas jednego z wyścigów motocyklowych Tadeusz " ląduje " na namiocie obsługi rajdu. Zniszczeniu ulega motocykl, 500 butelek wody sodowej, a Tadeusz trafia na 8 miesięcy do szpitala. Później wraz z wiekiem Tadeusz się uspokaja. Podejmuje pracę w PZInż, gdzie rozbratu z motocyklami nie bierze, bowiem pracuje nad innym, też legendarnym motocyklem " Sokół " Świetna maszyna, kosztująca przed wojną prawie tyle samo co samochód. Sokół 1000 z wózkiem bocznym kosztował aż 4200 zł. Dla porównania najtańszy model Fiata 508 - 5400 zł. Po pracy w Centralnych Warsztatach Samochodowych Tadeusz Marek podejmuje pracę w przedstwicielstwie Fiata na Polskę i tu zaczyna się dopiero jego prawdziwa kariera kierowcy rajdowego.

Wykop Skomentuj107
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka