
Przebywam obecnie w stanie totalnego rozleniwienia, podobnie jak w letnie dni, zatem pozwolę sobie na mini reminiscencje z wakacyjnego wylegiwania się na plaży w Mielnie. Wylegiwanie się jest męczące, w ogóle bezruch dla ludzi ruchliwych na dłuższą metę bywa dolegliwy. Żeby się wylegiwać trzeba mieć zdrowie, a z tym jest problem bo sprawy się sypią i kolejne analizy laboratoryjne nie dają nadziei. Lekarz rodzinny nakazał skończyć z zabawą w życie ( nie chodzi tu o zboże ), a zacząć myśleć o sprawach wyższych.

Czas jest, aby zająć się sprawami poważnymi, politycznymi znaczy się. Dlatego naczepę pozostawiłem na kampingu nad jeziorem, zaraz przy płocie, i udałem się z gospodarską wizytą do, leżącego nieopodal, Koszalina. Najbardziej pechowego miasta wojewódzkiego w Polsce. Taka " rozwietka" mająca na celu zapoznanie się z naszymi osiągnięciami w zagospodarowywaniu tzw. Ziem Odzyskanych. Sprawdzenie tego wszystkiego o czym pisał 5 dekad temu tow. Wincenty Kraśko, prasowy mogul Pomorza Zachodniego. I nie tylko prasowy. Towarzysz Wincenty Kraśko to był prawdziwy człowiek - orkiestra. Redaktor Naczelny niezliczonej ilości partyjnych tytułów prasowych. Poseł wszystkich kadencji, I sekretarz KW PZPR w Kielcach i Poznaniu, członek KC i kierownik wydziału kultury KC. Prezes PTTK, a także wicepremier w rządzie Jaroszewicza. Ufff ! trochę tego było i jak widać tow. Wincenty był członkiem multi funkcyjnym.

Zbieżność nazwisk nie jest tu przypadkowa, bowiem to dziadek tego znanego opozycjonisty z TVN, red. Piotra Kraśki. Opozycjonisty, który w jednym z wywiadów, wyznał iż najbardziej podniecający i budujący okres w jego życiu to czas kiedy aktorka Szczepkowska jednorazowym " rozporządzeniem " - niczym jakiś Żurek, choć dobry - zlikwidowała w Polsce komunizm. Był to czas kiedy przyszły redaktor roznosił ulotki gdzie popadło. Nie rozwoził - jak inne tuzy podziemia samochodem - gdyż nie miał wówczas prawa jazdy. Później zresztą też nie miał, a jednak " politgramotę " rozwoził. Chcieć to móc - jak mawiali towarzysze z egzekutywy. Życie, dla tych którym udało się urodzić to niezwykle ciekawe, a czasem i zabawne doświadczenie, również z powodu owych wywiadów, które się przeczyta dzięki zlikwidowaniu przez komunizm analfabetyzmu. To jedno z największych osiągnięć komunizmu. Szkoda tylko, że tuż za tym poszły te niefortunne indeksy " ksiąg zakazanych " à rebours i czytać nie było czego. Te rozmaite prasowe wywiady w każdym dniu życia, w każdej godzinie wnoszą w życie " czytacza " nową wiedzę. Dajmy na to czytam wywiad z Jurkiem Owsiakiem, tyczącym stanu wojennego. Otóż Juras bał się trzymać w owym czasie w domu odbiornik radiowy, bo przyjdzie milicja i będzie dym. Ależ dlaczego ? Dlaczego bać się milicji, kiedy milicja codziennie przychodzi do domu i widzi ten radioodbiornik marki " Diora " ? Juras nie jest aż tak stary, by pamiętać rozporządzenie gubernatora Hansa Franka, z października 1939 roku, o zakazie posiadania przez Polaków odbiorników radiowych, w tym odbiorników krzyształkowych. To wszystko jest bardzo zabawne i mnie takie wywiady cieszą, poprawiają humor... i sobie leżę na plaży w Mielnie i ćwiczę przeponę, wentyluję płuca, usuwam substancje smoliste. Mój ftyzjatra ( są tacy lekarze ) będzie zadowolony.

Wracając jednak do meritum notki i tego co chciałem czytelnikom przekazać, czyli łyk wiedzy historycznej. Dlaczego Koszalin jest najbardziej pechowym miastem wojewódzkim w Polsce ?

Koszalin Wąskotorowy
Oczywiście Wincenty Kraśko nie ma z tym wiele wspólnego. Ma to raczej związek ze Szczecinem, w którym również byłem, ale o tow. Prymie i biciu gryfickich włościan przez aktyw PZPR napiszę przy innej okazji. Wincenty Kraśko, w ocenie wnuka, był człowiekiem uczciwym. Ciekawy byłbym jego opinii w temacie rekwizycji zboża, odbierania ziemi i bicia chłopów. W końcu włościański syn, syn fornala musiał jakiś stosunek do owych wydarzeń mieć. Nie był w końcu jakimś szeregowym członkiem PZPR, tylko redaktorem naczelnym " Kuriera Szczecińskiego " Porzućmy zatem ostatnią już okołokraśkową dygresję i uzyskajmy wreszcie odpowiedź w kwestii koszalińskiego pecha. Po przekazaniu pod polską administrację tzw. Ziem Odzyskanych, status Szczecina był wielką niewiadomą. Walczący dzielnie o przyłączenie Szczecina do Polski, prezydent Piotr Zaremba, niewiele mógł wskórać i Szczecinem rządziły dwie administracje. Za Odrą niemiecka, wspierane przez sowiecką komendanturę, a na prawym brzegu polska, ze wspomnianym wyżej Piotrem Zarembą. W sytuacji takiej siedzibą dużego, administracyjnego tworu, województwa szczecińskiego został Koszalin.

Przed katedrą pw. Wniebowzięcia NMP ( 1330 - 1333 )
Nie trwało to długo, bo chwilę później siedzibą województwa został Szczecin, tylko po to by władze wojewódzkie wrócily na krótko do Koszalina, by za moment powrócić już ostatecznie do Szczecina. Pełną satysfakcję uzyskał Koszalin dopiero w 1950 roku, kiedy stał się siedzibą województwa koszalińskiego. Był 17 - tym województwem na mapie administracyjnej Polski, czym komuniści sugerowali, że od przed wojny niewiele się zmieniło, przed wojną było 17 województw i teraz też jest 17. Żadnych ubytków terytorialnych nie było. Pozostał Koszalin siedzibą dużego województwa do reformy Gierka, kiedy pod bokiem pojawiło się województwo słupskie, pilskie i gorzowskie. Ostateczne pożegnanie z siedzibą województwa nastąpiło 1 stycznia 1999 roku, po kolejnej reformie administracyjnej. Mimo protestów mieszkańców i zabiegów lokalnych działaczy Koszalin stał się miastem powiatowym. I tak na razie musi pozostać, tu nawet koszaliński poseł Paweł Szefernaker nie podoła.

Domek miejskiego kata

Kamienica z XV wieku, obecnie Pałac Ślubów

Inne tematy w dziale Społeczeństwo