
Edynburg jest dziś bez wątpienia europejską stolicą festiwali. Bo odbywa się ich równolegle aż pięć. Prestiżowy festiwal teatralny, na zamku edynburskim konkurs orkiestr wojskowych Military Tattoo, International Book Festival i najważniejszy z nich, za sprawą którego znalezienie w Edynburgu miejsca noclegowego graniczy z cudem, czyli Fringe Festival. Fringe jak większość angielskich słów ma znaczeń bez liku.

Oznacza peryferie, obrzeża, coś co jest poza, słowem off. Teatr alternatywny. Edinburgh Fringe Festival wziął się z niesprawiedliwego werdyktu komisji kwalifikującej spektakle do międzynarodowego festiwalu teatralnego w Edynburgu. Kilka trup teatralnych, pominiętych przez komisję festiwalową, postanowiło jednak dać przedstawienia na scenach Edynburga.

Tak się zaczęło i w krótkim czasie Fringe Festival rozmachem i popularnością przyćmił festiwal za sprawą którego powstał, stając się chyba największym festiwalem na świecie gromadzącym średnio - w rekordowym 2011 roku - 40 tysięcy artystów, którzy dali 2,5 tysiąca przedstawień na 250 scenach Edynburga, gromadząc 1,8 miliona widzów. Obecnie oba festiwale odbywają się równolegle w sierpniu, fringe trwa ponad trzy tygodnie. Fringe Festival to festiwal bez jurorów, bez reguł, każdy może przyjechać i poczuć się artystą.

Działa jedynie Fringe Festival Society, które sprzedaje bilety i zajmuje się stroną organizacyjną festiwalu. Wystąpić może każdy i zaprezentować co tam mu w duszy gra, można nawet ze szwagrem przynieść starą wersalkę, postawić na ulicy, położyć się i spektakl pt " Odpoczynek pracownika Biedronki " gotowy.

Część performerów daje spektakle bezpośrednio na Royal Mile, głównej ulicy Edynburga, łączącej Edinburgh Castle z pałacem królewskim w Holyrood. Na Royal Mile odbywają się również zajawki spektakli i rozdawane są zaproszenia na właściwe spektakle.

Sztuki, jeśli nie jest sztuką mięsa, to ja nie rozumiem - mówię szczerze - i to potwierdza się za każdym razem kiedy - w związku z festiwalem - jadę do Edynburga. Bo jakoś tak się przyzwyczaiłem i jak tylko mogę to w sierpniu staram się tam być. Odrobina wariactwa jest człowiekowi niezbędna żeby do reszty nie oszalał, przyglądajac się takim cudom jak ministerki rządu Tuska, czy ostatnia pani profesor dwojga nazwisk Gorgoniowa.

I jakoś zawsze najbardziej przypadają mi do gustu jarmarczne przedstawienia. Jedno z kuglarzem na rowerze z jednym kółkiem, a drugie z karcianym szulerem, takim graczem w trzy karty. Na pocieszenie mam jedynie to, że oba spektakle zgromadziły, pod edynburską katedrą, największą publikę.

Karciani szulerzy fascynowali mnie od zawsze..." każdy szczęściu dopomoże, każdy u mnie wygrać może " Nigdy nie mogłem się nadziwić, jak poważni, stateczni ludzie dają się ogrywać na skrzynce po pomidorach prymitywnym czterem szulerom - naganiaczom. Niepojęte.

Hazard to hazard, przegrana zawsze boli, ale przegrać w Nicei, w otoczeniu aksamitów, zielonego sukna i mahoniowych stołów brzmi lepiej, niż przegrać na skrzynce po pomidorach. Karciarz pod katedrą to był prawdziwy Maestro. Tyle na dziś z Edynburga.


Proszę mi wierzyć, nie mam tu lekko. Budzę się rano w pofestiwalowej atmosferze, a oni wyjeżdżają z takim tekstem " Szkockie prawo licencyjne nie zezwala na sprzedaż alkoholu w tym czasie " Szkocja to nieludzki kraj.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)