Siukum Balala Siukum Balala
725
BLOG

Eurowyb

Siukum Balala Siukum Balala Polityka Obserwuj notkę 30

Dobra, która teraz godzina ? 9:04, wrzucam notkę, byłem już  w sklepie po mleko  i wiem jakie dziś obowiązują wektory w polityce brytyjskiej. Tytuł notki, zgodnie z sugestią konsultanta - blogoznawcy, dałem jednowyrazowy i skróciłem do minimum, dla jasności przekazu. Teraz kiedy zostałem poważnym blogerem - publicystą, nic na tym blogu nie będzie jak dawniej, nic nie może być dziełem przypadku, bo jeszcze brat Żorża zacznie kręcić nosem. Zatrudniłem po prostu agencję konsultacyjną. Dzis wszyscy korzystają z konsultantów, nawet pan premier sam już nie podejmuje decyzji, tylko ceduje je na specjalistów - konsultantów. Polityka jest zbyt poważnym zajęciem by ryzykować bez potrzeby i podejmować decyzje nieprofesjonalnie. To samo dotyczy blogów, dziś blog ma niesamowitą siłę rażenia, porównywalną z oddziaływaniem niegdysiejszej prasy. Tylko czekać jak na jakimś blogu pojawi się słynne " J' accuse " ... i się zacznie. Siłę blogów doceniają Amerykanie, którzy juz zaczęli organizować Web Task Force. Wspominałem, w którejś z poprzednich notek o raportach, które otrzymuję o godz. 20:00. To informacja niezweryfikowana, ale podobno Amerykanie odkupili bloga wraz z komentarzami, od jakiejś blogerki z Małopolski i mają zamiar użyć tego bloga do przeprowadzenia zamachu stanu w Paragwaju. Taką siłę mają dzisiejsze blogi. No, ale może o tym inny razem, dziś o Eurowyborach.

W notce http://siukumbalala.salon24.pl/583215,broszura-wyborcza użalałem się, że żona dostała broszurę wyborczą konserwatystów , a ja nie dostałem. Niepotrzebnie, dwa dni później i ja otrzymałem broszurę. Nieco inną w treści, bo mówiącą o  dokonaniach konserwatystów lokalnie, na moim podwórku. Broszura prezentowała również kandydatkę konserwatystów do Europarlamentu, Jacqueline Foster. Potem dostałem jeszcze broszurę " Zielonych " i BNP. Z " Zielonymi " nie mam kłopotu - nie głosuję - choć oni Bogu ducha winni, ale jak sobie przypomnę Waldka Pawlaka z zielonego PSL- u, to zieleń jestem w stanie zaakceptować jedynie na drzewach i na dolarach. Do BNP jeszcze nie dojrzalem. Kampanii do Europarlamentu na ulicach nie było widać, co nie dziwi, bo nawet kampanii do parlamentu brytyjskiego  nie widać zbytnio. Specjalna parlamentarna komisja kontroluje źródła dotacji i ustala limity wydatków na kampanię wyborczą, więc nie ma za bardzo z czym wystrzelić. Niektórzy parlamentarzyści zdobywają mandat za cenę kilkuset funtów, harówka kampanijna  w dużym stopniu oparta jest na wolontariacie. Gdyby nie dwa gigantyczne bilbordy - w moim mieście - wykupione przez UKIP Nigela Farage'a to trudnoby się zorientować, że już dziś jakieś wybory. Najpopularniejsza w Wielkiej Brytanii - bo najtańsza - propaganda wyborcza, to umieszczony w ogródku sympatyka jakiejś partii: plakat, zdjęcie kandydata lub niewielki, niebieski napis " Vote Conservative ",  czerwony " Vote Labour ", lub żółty " Vote LibDem". Vote LibDem to nie skrót głosuj na demokratę Libickiego, tylko głosuj na Liberalnych Demokratów Nicka Clegga. To wszystko.

Trudno się dziwić niewielkiemu zainteresowaniu wyborami do Europarlamentu w Wielkiej Brytanii skoro tylko 7 % Brytyjczyków wie ilu europarlamentarzystów wybierają ( 73 ) i aż 93% nie wie jak nazywa się kandydat do europejskiej legislatury z ich obwodu wyborczego. Frekwencji wielkiej nie należy się spodziewać bo jedynie 16 %  pytanych jest w stanie podać poprawną datę wyborów. Frekwencja w 2009 roku wyniosła 34,5 % Nie lepiej wygląda, wśród Anglików, świadomość przynależności do wielkiej europejskiej rodziny, 55 % nie jest w stanie wskazać daty przystąpienia Wielkiej Brytanii do struktur europejskich.

Tu akurat mści się brak profesjonalizmu brytyjskiego rządu. Wystarczyło zamówić w zaprzyjaźnionej agencji reklamowej klip muzyczny, kupić od Seweryna Krajewskiego prawa do piosenki " Uciekaj skoro świt " i proporcje świadomych i nieświadomych EuroBrytów wyglądałyby inaczej. Niestety za brak profesjonalizmu się płaci, więc dziś 26 % Brytyjczyków uważa, że sprawy Unii idą w złym kierunku, ledwie 39 % ufa Europarlamentowi, i aż 50 % uważa, że Wielkiej Brytanii byłoby lepiej poza unijnymi strukturami. Takie nikłe zainteresowanie udziałem i wynikami wyborów do Europarlamentu  bierze się i stąd, że pośród Europarlamentarzystów więcej jest enfant terriblów, błaznów, a czasem zwykłych chuliganów.

Do takich chuliganów należy na przykład Godfrey Bloom z UKIP, który na jednym ze spotkań, określił żeński elektorat jako " sluts " Przy dużej życzliwości dla Blooma moglibyśmy uznać, że określił panie mianem " bałaganiar " trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że chodziło raczej o słowo " dziwki " Tego jednak było Bloomowi mało, bo zaraz zdzielił jakiegoś dziennikarza broszurą przez łeb. Przykład z przedwczoraj. Pani Janice Atkinson doradca Farage'a d/s mediów, startująca w wyborach, pokazała konkurentkom środkowy palec, co jest dość popularnym pozdrowieniem, ale nie zawsze i nie wszędzie. Na szczęście zepsucie obyczajów politycznych nie jest jeszcze tak głębokie i Blooma zdjęto z ważnej partyjnej funkcji " whipa " Whip to taki polityczny  karbowy i " twarz partii ", dba o dyscyplinę podczas głosowań. Widzimy więc, że pan Stefan z Łodzi, w warunkach angielskich, połowę kadencji spędziłby w ławach parlamentarnych, a drugą połowę w Bombaju, zaglądając motylom pod ogony. Wyrażenie désintéressement - w stosunku do polityków - w sposób najgłupszy z możliwych, czyli nie pójście na wybory, skutkuje tym, że koledzy króliczka wybierają się sami.

Póki co think - tank Open Europe, wieszczy zwycięstwo partii pod ogólną nazwą " anty ". Antyestablishmentowe, antyimigranckie oraz " anty - dość zaciskania pasa " Okaże się już  w tym tygodniu, kiedy to drugi, największy na swiecie, demokratyczny elektorat [ po indyjskim ] ruszy do urn wyborczych. Wielka Brytania i Holandia  idzie  dziś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka