Przed wyjazdem na urlop napisałem notkę o pewnym prowincjonalnym fotografie przyrody, prezesie Bronisławskim i jego nieodłącznym asystencie profesorze Ciechocinku. Notka była o nieoczekiwanej przygodzie jaka spotkała obydwu śmiałków podczas bezkrwawych łowów gdzieś w Puszczy Knyszyńskiej. Nie musiało upłynąć wiele czasu, bym na własnej skórze przekonał się o tym jak mądre jest porzekadło " Nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku " Wczoraj doświadczyłem tego samego wprawdzie nie w puszczy, ale w samym centrum Glasgow, ledwie 50 yardów od drzwi miejscowego City Hall. Zdarzenie nie skończyło się tak tragicznie jak w przypadku jelenia z puszczy, jednak stres i nerwy jakich doświadczyłem sytuowałbym gdzieś między stresem prezesa Bronisławskiego, a stresem profesora Ciechocinka, który to stres pozwolił jemu na pobicie rekordu świata w biegu na 200 m z przeszkodami. Stres w sporcie potrafi zmotywować. Zainteresowanych odsyłam do notki siukumbalala.salon24.pl/598534,jelen-zabity-karta-pamieci
Wszystkie parametry ustawiłem błyskawicznie, identycznie jak prezes Bronisławski, jedynie " picture control " dałem na " Vivid " bo mi się książe Karol jakiś blady wydał, tak to jest z tymi zakochanymi. Pierwszego na muszkę wziąłem premiera Camerona, czerwona plamka ostrzenia idealnie na lewym zakolu, wyostrzylem manualnie, dwa dni nie piłem, więc ręka pewna. Sprawdziłem jeszcze raz i nacisnąłem spust... i nic aparat nie zadziałał. Po chwili w wizjerze zaczął migać napis : empty battery. Wtedy trafił we mnie grom jak w jelenia i w profesora Ciechocinka za jednym zamachem. Nie dałem jednak nogi z placu. Była u mnie jeszcze komórka w świątecznym ubraniu, zdjęcia wyszły takie sobie. A impreza przed ratuszem to uroczyście obchodzona przez Szkotów setna rocznica wybuchu I wojny światowej. Wczoraj w Szkocji był dzień ustawowo wolny od pracy : Summer Bank Holiday. Po imprezie wpadłem do KFC, znalazłem stolik z gniazdkiem i zamówiłem jakiś meal deal. Proszę sobie nie wyobrażać, że tak nisko upadłem i stołuję się w KFC, nic z tych rzeczy, normalnie stołuję się w McDonaldzie. Posiłek jadłem dość długo, do Edynburga pojechałem dopiero po trzech kreskach. Oczywiście po trzech kreskach na wyświetlaczu. Nie używam " kresek " w Szkocji robią lepsze afrodyzjaki, z jęczmienia. Pycha.


Komentarze
Pokaż komentarze (86)