Siukum Balala Siukum Balala
1808
BLOG

Diabli nadali tego Pradę

Siukum Balala Siukum Balala Kultura Obserwuj notkę 56

Otóż udałem się z moją małżonką szanowną do tego całego Prady celem zakupienia odzieży zimowej na sezon 2014/15. Miałem na ten wypad uskładane pewne sumkie, jako że z filmu merykańskiego  wiedziałem, iż to nie taki tani Pedeciak jak u nasz w stolycy. Celem mojem był zakup paltocika dla mojej małżonki, a sobie chciałem wyfasować jesionkię, gdyż obecna skórzana kurtka - po tatusiu - zrobiła się sztywna jakby ją blacharz wylutował, a nie krawiec ciężki z Garwolina. Otóż Szanowne Państwo, cały ten Prada to jest lipa, granda i oszustwo klejenteli, gdyż sprzedaż odzieży nie jest przez niego uskuteczniania. Teraz ludzie głupie nie są, każdy ma smartfona. Sprawdziłem na Guuglu, otóż po hiszpańsku Prado znaczy łąka. Pobudenki zostali wystawione w szczerem polu i jem sie wydaje, ze klejentela  będzie się garnąć drzwiamy i oknamy jak, nie przymierzając, za mortadelą w czasach odległej o 25 lat komuny. Nie z namy te numery. Cały ten Prada to jest zorganizowany na podobe starodawnej Desy z PRL - u, z tem że więcej sprzedawanych jest lanszafcików i potrecików starodawnych, widać jednak, że interes jem nie idzie, gdyż ceny nie są poprzyczepiane, a więc to oznacza, że trzeba się z panią kierowniczką na zapleczu targować. U nasz w stolycy więcej się na handlu starożytnym znają, gdyż i u nasz się została taka Desa na Królewskiej, tylko że u nasz nazywa się Zachęta i ludzie są zachęcane do miłego tete a tete z obrazamy, czyli do tzw. obcowania ze sztuką starodawną. Tylko kto dziś kupuje potreciki kiedy każdy ma w domu cyfraka, drukarkie i fotoszopa, nawet jak ślepy i garbaty to się odmaluje za Karola Strasburgera, a kobieta jak szpetna to się zrobi na podobe pani premier i też jest git oraz Viva Espania. Nie powiem, pobudenek  odstawiony jest -  jeśli się rozchodzi o blacharkie - to w I kategorii. Mularka też niczego sobie, w środku  lamperie oderżnięte fachowo, widać że malarz robił, a nie żaden pacykarz. Podłogi, tam gdzie można, aleganckie lastryko, tam gdzie trzeba panele w I klasie scieralności. Tylko ten feler, że zatowarowanie pod psem. Owszem natknąłem się na jakieś stoły malmurowe, ale wybrakowane, bo popękane. W lepszem gatonku stoły lastrykowe, ale cen też nie ma. Krzesła, które jak raz do stołowego by się nadały, w nowoczesnem stylu. Ławki ogrodowe dla publiki też nowocześnie obrobione w drewnie liściastem i epoksydzie. Tyle pierwsze wrażenie. Poszlim z moją leguralnie jak w Sawie : działamy, od góry do dołu, tylko na trzecim piętrze na repasacje pończoch nie natrafilim. Moją  bardziej ciągło w landszafty i martwe naturę, mnie za to do tych działów z gołymy babamy. Najgorszy świntuch to był ten Goya. Wziął takie jedne Maje, posadził na otomanę, nagusieńke jak po narodzeniu i dawaj ją pędzlować w te i nazad. Nie powiem nawet ładna jemu wyszła, ze wszystkiem co u kobiety jest potrzebne: z cyckamy i innymi kobiecymy impordenabiliamy. Jednak jakaś musiała pojść draka z mężem tej pani, albo z teściamy, że Maja naga, bo ten cały Goya powiedział : 
- Dawaj mnie tu z powrotem na otomanę tylko się odziej... i z nowu ją odmalował jak żywą,  w halce i chińskich bucikach na złoto. Idziem dalej proszę publiczności i co my widzim ? Otóż niejaki malarz Jose de Ribera odmalował nam na żywo brodatego faceta z cyckamy. Tego było mnie za wiele, jeszcze żeby sam stał z tymy cyckamy, ale on karmił dziecko. Widać i wtedy ludzie, choć  zacofane, mieli te problemy z tym genderowaniem. Mówię do mojej : 
- Idziem na dział z obrazamy królów hiszpańskich, króle zawsze byli aleganciejsze tak w wyglądzie jak i w obejściu. Ale gdzie tam. Te hiszpańskie Habsburgi szpetne byli  
jak piorun. Niejakiego Karola z numerem 5, z jego facjatą, to dziś wzięliby do roboty, chyba tylko za ochroniarza, żeby klejentów się awanturujących straszył. Znowuż Karol  z numerem 2 wyglądał jakby jemu szanowna małżonka - królowa robiła codziennie drinki z octu, a nie z wina. Dopiero mnie się humor poprawił jak natrafilim na landszafciki niejakiego Boscha, ale to nie dziwota, bo ja do Boscha mam słabość. Do dziś mam wiertarkie kupioną jeszcze na Wolumenie. Co firma to firma. Potem oglądalim obrazki z różnymy karzełkamy, oraz przygody na morzu. Najbardziej mnie jednak wpadł w oko obraz niejakiego Diego Valizkeza, któren odmalował tego Bachusa - moczymorde jak z koleżkamy spożywa ankohol bezakcyzowy. Moja mnie w try miga odegnała od tego płótna, gdyż wie, że mnie takich obrazków dwa razy pokazywać nie trzeba. Ale Bachus jak żywy i widać, że już się jemu procenty fest ze łba kurzą. Dawniejsze malarze często nie mieli nazwisk tylko same imiona, jak dajmy na to Tycjan, Rafael czy El Greco, ten Walizkez widać cały czas po mieście śmigał z farbamy w walizce, to tak i go nazwali, z hiszpańska Walizkez. Niczego sobie. Na obrazy typu Jan Matejko, czyli w stylu batalionowem, gdzie odmalowane są rycerze z siekieramy, widłamy i młotamy oraz innymi narzędziami gospodarskimi, nie natrafiłem. Przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że Hiszpańczycy jaką bitwę zaczęli to ją w try miga przegrali i zanim jakiś malarz rozstawił sztalugi, żeby choć zrobić szkic sytuacyjny, to już było pozamiatane i tabory odjeżdżały nazad do domu. Łazilim tak sobie z moją małżonką, aż zeszlim tam gdzie ludzie za komuny trzymali swoje skarby, czyli weki i węgiel, znaczy się do suteryny. I dopiero tu trafilim na jako takie zaopatrzenie, bo i troszku wyrobów lubilerskich było i sporo naczyń rozmaitych takich jak : salaterki, sosjerki, cukiernice, wazy do zupy oraz talerze ze sztućcamy, na moje oko ze srebra. Się trochę  tem tombakiem na Kercelaku handlowało, to sie oko ma. Okazało się, że to jest skarb Delfina. Oczywiście proszę sobie nie wyobrażać, że to skarby morskiego delfina. Choć po prawdzie w morzu dużo jest skarbów. Delfin, delfin, tak Francuzi wołali na swojego następcę tronu i to jemu ktoś  te wszystkie skarby z kredensu zaiwanił. Jakby kto mojej wygarnął sztućce i talerze z kredensu, to ja nie wiem czy jutra by dożył ? Te króle francuskie widać miętkie byli. Określanie następcy tronu imieniem zwierzątka czy to morskiego czy innego to starożytna tradycja. Francuzy mowili, jak już wiemy, Delfin, znowu u nasz mówi się Bąk, a Ruskie na swojego następce tronu nazywają Miedwiediew. Jako, że nie było kierowniczki tego działu - chyba pojechała po towar - więc nie moglim się targować o cenę, bo z tego co się zorientowałem, ochroniarz nie był upoważniony do schodzenia z ceny. Tem to sposobem nasza wizyta u Prady zakończyła się niczem. Zima się rozkręca na dobre, moja śmiga w starożytnem paltociku z 2007 roku, a ja w kurtce skórzanej, która chyba pamięta czasy Bitwy pod Gronwaldem, ale to się musi zmienić, pójdziem jutro na wyprzedaże.
PS. Jeśli Szanowne Państwo trafią do Madrytu i do tego Prado, proszę  uprzejmie w restauracji przy suterynie nie rzucać " choleramy " ani innymi polskimi słowami cięższej kategorii, gdyż większość kielnerek to Polki, a poza tem obcujem z kulturą. Głupie  te ludzie w Unii, uczą się rozmaitych języków, a jak gdzie pojadą to się z miejscowymi dogadać nie mogą, a ja wszędzie w Europie mogę dogadać sie po polsku. Coraz więcej naszych wyjeżdża.

Zobacz galerię zdjęć:

Prado. Pomnik Diego Velazqueza Początkujacy malarz, w tle kosciół Hieronimitów. Kosciół parafialny hiszpanskich Burbonów. Jose de Ribera. Kobieta z brodą Karol II Habsburg Jose de Ribera. Męczeństwo św. Filipa Hieronim Bosch. Ogród ziemskich rozkoszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Kultura