Osoby posiadające sztywne łącze z programem " cała prawda całą dobę " już o tym wiedzą. Wiedzą też czytelnicy Gazety Wyborczej, którym zaprzyjaźniona pani kioskarka zostawia w sekrecie jeden egzemplarz w teczce pod ladą. No bo co tu dużo mówić, gazeta ta rwana jest jak niegdyś len na pagórkach wokół Leeds. Zaniedbasz, nie zaprzyjaźnisz się z panią kioskarką i już jesteś pozbawiony rzetelnej informacji. Samo wejście w posiadanie informacji to nie wszystko, bowiem informacja bez codziennej egzegezy prałata Michnika jest całkowicie bezwartościowa.
Chodzi oczywiście o Brexit, większość czytelników, widzów i słuchaczy już wie, że Anglicy wychodzą, zostają sami jak ten palec zdani na łaskę i niełaskę Szkotów. Lekko nie będzie, ja to wiem. Zapowiedział to już kanclerz skarbu Osborne. Pierwszą ofiarą Brexitu będą oczywiście podatki, które zdrożeją. Jeśli zdrożeją podatki to zdrożeje i energia elektryczna, a jeśli energia to i żywność. Nie posiadam zbyt wielkiej wiedzy ekonomicznej, ale od kiedy czytam blog Starego to jednak trochę się podciągnąłem. Wiem, że ekonomią rządzą dwie reguły : PO - dobrze, PiS - źle.
Ekonomia jest prosta zaczynam łapać w czym rzecz, ale w dyskusje na razie nie wchodzę bo bloger Stary banuje nawet za onomatopeje... i słusznie. Ekonomia to nie miejsce na onomatopeje, czy inne środki literackiej ekspresji. Czy prof.Balcerowicz używa onomatopei ? oczywiście nie. Suchy, kostyczny język, brzmiący jakby mówiący połknął lejek, żadnych onomatopei, metafor czy paraboli. Może tylko jedyną onomatopeją prof. Balcerowicza jest Nowoczesny Rysiek, faktycznie kiedy mówi w telewizorze to ja nie wiem czy wypowiedziane zdanie to jeszcze zwykły bełkot czy już szlachetna onomatopeja.
Moja ekonomiczna wiedza nie pozostawia żadnych złudzeń, oberwę i to zdrowo. Wszystko w moim domu jest na prąd: ogrzewanie, ciepła woda, kosiarka, obkaszarka, lodówka, nóż do konserw, komputer, czajnik, laptop i ipad, telefony komórkowe, pralka i telewizor. Wszystko oprócz szpadla, nożyc do żywopłotu, noża i widelca. To oznacza bankructwo przy założeniu, że ceny energii wzrosną o tyle ile wieszczy Osborne.
Dlatego mój przedurlopowy wyjazd do Londynu to nie była jakaś tam rekreacja, jakaś turystyka mimo, że się trochę powylegiwałem na trawnikach w Greenwich. To był wyjazd służbowy, próba ratowania mojej masy upadłościowej, próba poszukiwania alternatywnych źródeł energii, żywności i alternatywnych środków transportu.

Wyjazd całkowicie nieudany, bowiem na londyńskim festiwalu idei i innowacyjności - odbywającym się na stadionie olimpijskim - nie znalazłem nic co dałoby się zastosować w codziennej praktyce. Cóż to jest za alternatywne źródło energii : Angloafrykanin ciągnie wiadro wody do góry, następnie spuszcza w efekcie czego żarówka świeci, bez sensu. Kto mi to wiadro będzie wciągał, mam z małżonki mojej Zofii zrobić niewolnice Isaurę ? teściowa też się nie nadaje z powodu wieku.

Dość sensowny projekt to maty kinetyczne firmy Powergen. Projekt zrealizowany w brazylijskim favelas. Chłopcy biegają po boisku produkując energię elektryczną wystarczająca na oświetlenie boiska i favelas. Tu ojciec nie powie dziecku słów, które ja słyszałem na okrągło.
- Co robileś cały dzień próżniaku ? ... bo taki brazylijski dzieciak gotów odpyskować
- Jak to co ? produkowałem energię elektryczną żebyś mógł oglądać brazylijski serial, próżniaku.
Rozwiązanie dobre tylko skąd ja wezmę minimum 12 chłopców na dwie drużyny po 6 ? Gdybym miał 12 chłopców to z samego 500+ miałbym 6000 PLN i żadne boisko ani maty kinetyczne nie byłyby potrzebne. Rachunki miałbym opłacone.


Problem żywności da się rozwiązać w sposób łatwy z pomocą Black soldier fly. To owad z rodziny muchówek, bardzo pożyteczny : nie kąsa, krwi nie pije, do rosołu nie wpada, a larwy tej pożytecznej muszki to prawdziwa proteinowa bomba. Nie dość, że zajmują się recyklingiem odpadków, produkując kompost to przyrost masy mają taki, że maciora z prosiakami wysiada. 1 gram jaj Black soldier fly daje po 400 godzinach 2,5 kg smakowitych protein w postaci larw, a poczwarki podobno jeszcze smaczniejsze. Wyborne, szczególnie smażone, pachną cudownie jak smażone na tłuszczu świeże ziemniaczki, do tego odrobina koperku. Pycha. Ale ja chyba się na razie nie przekonam, ja jeszcze poczekam. Może jak zgłodnieję. Może później, na razie pozostanę przy schabowym. Trochę mniej protein, może nie tak zdrowy jak Black soldier fly, ale ja zawsze w życiu postępowałem mało racjonalnie i niech tak już zostanie.

A samochody ? no cóż. Samochody jakie tam były każdy widzi. Ja potrzebuje minimum dwóch siedzeń : dla mnie i dla małżonki mojej Zofii + miejsce na fotelik dla wnuczki, niewiele. Niestety wszystkie oferowane na festiwalu pojazdy to auta jednomiejscowe, mniej praktyczne niż WueSKa Leszka z " Daleko od szosy. Przyjdzie mi się jeszcze trochę pomęczyć z tym niemieckim autem, które cały czas kłamie. Emisję CO2 zakłamuje, zużycie paliwa w mieście zakłamuje. Nawet prędkość zakłamuje, bo mam dwa liczniki, więc wiem że jadę 112 km/h a on mi na drugim liczniku pokazuje 70. Czegóż to Niemcy nie zrobią dla ekologii, na proekologiczną manifestację gotowi jechać 3 - litrową Beemką byle tylko zdążyć. Ja na razie dalej poszukuję alternatywnych źródeł energii udając się do pracy piechotą.

PS. Jedną z idei zaprezentowanych na festiwalu były samochody napędzane solą. Zwróciłem na nie uwagę, niestety na razie są tak małe, że nadają się jedynie do przewiezienia dwóch larw Black soldier fly z kompostownika na patelnię. To też jeszcze nie to o co mi chodzi.




Komentarze
Pokaż komentarze (87)