
Mam kolegę w Krakowie, który jest doktorem, jednak pożytku z tego wielkiego nie mam, bo nie jest w stanie załatwić mi nawet recepty na zamienniki angielskich antybiotyków. W tym celu muszę posiłkować się znajomym, zwykłym chirurgiem z powiatowego szpitala. No, ale nie wybrzydzam, przecież nie buduje się ralacji koleżeńskich w oparciu o zasadę : ty mi to ja ci owo. Tak to można budować relacje biznesowo - polityczne. Mój kolega, podobnie jak ja jest skromnym blogerem, choć Wiesiek z GROM-u uważa, że pracujemy dla Kremla. Mnie to akurat schlebia, bo wiem, że pułkownik Władimir Władimirowicz amatorów nie zatrudnia. Sam zresztą też nie jest amatorem, skoro potrafi nawet samą kanclerz Merkel wkręcić jak zwykłą kuchtę. Bo to po prawdzie chyba jest i kuchta. Zwykły wypiek z niemieckiej brytfanny politycznej ostatniego ćwierćwiecza. Wiesiek z GROM-uważa, że dla Putina nie pracuje tylko Donald Tusk, kanclerz Merkel i Wiesiek z GROM-u, taki to stan umysłu. Szkoda, że nie pracujemy dla Kremla. Mój kolega z Krakowa jest dziekanem korpusu komentatorów na najstarszym blogu na salonie, który został zarejestrowany w sieci tuż po tym jak z powodu globalnego oziębienia na pustyni Gobi padła para dwóch ostatnich dinozaurów. Z faktu bycia dziekanem korpusu komentatorów wynika przywilej pozwalający na pozostawienie pierwszego komentarza na najstarszym blogu. Potem inni mogą zostawiać komentarze alfabetycznie i według zasady, że komentarz musi zawierać słowo Kaczyński. Taki system komentowania nie jest dobry, bo komentatorzy na literę " Ż " buntują się, iż są ostatni i czasem składają oficjalną rezygnację. Otóż mój kolega - bloger z Krakowa uważa, że najważniejszy w notce jest tytuł. Tytuł decyduje o wszystkim, o tym czy notka odniesie sukces, czy przepadnie.
To dość interesująca koncepcja. Każdy komentarz pozostawiony na najstarszym blogu odbiega od zwyczajowych komentarzy mojego kolegi. Nie jest to ani " E " ani legendarne już " Bingo " tylko : " świetny tytuł ", " doskonały tytuł ", " trafiłeś z tytułem " itp. Dlatego największym dla mnie problemem w blogerskiej działalności jest wymyślanie tytułów. To prawdziwa udręka. A w dniu takim jak dziś, kiedy szykuje się do wyjazdu i ogarnia mnie " rajzefiber " to już jest kompletna katastrofa. Nie mogę znaleźć ani tematu na notkę, ani tytułu. Tak jest zawsze, dopóki nie zapnę się w fotelu, nie wyjmę ipada i nie usłyszę : Good Morning! Ladies and Gentlemen. Welcome onboard this flight to... Właśnie to jest jakiś tytuł ! Znajduję się w tej chwili pod poniższymi koordynatami - 53.5742° N, 2.4258° W. Odjeżdżam za chwilę pod takie koordynaty 53.3588° N, 2.2727° W. Po południu mam lot do 52.3854° N, 13.5216° E. Patroni kandydata na prezydenta Warszawy będą bardzo zadowoleni, jeśli akurat wyląduję tu, bo parę groszy im zostawię. Opłaty lotniskowe, wienerwurst tradycyjnie, w drodzę na S-Bahn poprawię jeszcze currywurstem, bilet do centrum itp. Niewiele tego, ale jak to się mówi, oceany składają się z kropel. A płaskie czółko powiada, że nie potrzebne nam lotnisko, bo mamy Flughafen. Pewnie dlatego dał żebrzącej starowince 20 groszy, bo uznał, że ktoś wcześniej dał jej dwa złote, więc po co jej 4 złote ? w głowie się przewróci. A przecież mógłbym te pieniądze zostawić tu 52.1672° N, 20.9679° E. Dwa lata temu leciałem do tu 32.0055° N, 34.8854° E stąd 52.1672° N, 20.9679° E i to naszym dałem zarobić, a nie obcym. Oczywiście panom w malutkich okrągłych czapeczkach też sporo skapnęło, ale przede wszystkim ważne żeby nasze porty lotnicze zarabiały, bo kapitał ma narodowość i wszyscy to rozumieją i panowie w malutkich czapeczkach i panowie w czapkach z daszkiem, którzy jeszcze niedawno chadzali w pięknych bryczesach, a Trzaskowski nic z tego nie rozumie. No płaskie czółko, nic więcej.
Współczuć lemingom takiego prezydenta. Przecież to jest wcielenie Kononowicza dla warszawskich inteligentów szpagatowych. On naprawdę chce, aby nie było niczego ? Jutro stąd 52.3854° N, 13.5216° E odlatuje do 60.1976° N, 11.1004° E, a po 18:30 mam lot do 69.6819° N, 18.9163° E. Strasznie się denerwuje, bo roztargniony jestem i boję się że tych cyfr nie zapamiętam i coś poknocę. Czyż można się dziwić, że nie mogę zebrać sie do pisania, o wymyślaniu tytułu to już nawet nie wspominam. Ciekawe czy mojemu koledze z Krakowa spodoba się tytuł, na który wpadłem przed chwilą. A dla czytelników do mojego powrotu konkurs na ustalenie marszruty na najbliższy tydzień. Nagrodą w konkursie będzie piosenka " Wie ein Stern " z 1971 roku, w wykonaniu Franka Schöbla, zasłużonego artysty Niemieckiej Republiki Demokratycznej. No naprawdę nie ma oczym pisać skoro już sięgam do czasów NRD. A Wam jak podoba się tytuł ?
PS. Biedron nie jedzie ze mną, żałuje. Instrukcja podaje, że tu 69.6819° N, 18.9163° E mogą być kłopoty z prawidłowym odbiorem sygnału GPS.

( zdj. z sieci )
Inne tematy w dziale Kultura