skamander skamander
43
BLOG

Pan Tusk nie może spać spokojnie gdy rozłam w PiS-ie

skamander skamander Polityka Obserwuj notkę 2

Niektórzy uważają, że hipoteza o sztucznym rozejściu się panów Kaczyńskiego i Morawieckiego nie jest pozbawiona politycznej logiki. Rozdzielenie prawej strony na bardziej tradycyjny PiS Pana Jarosława Kaczyńskiego i bardziej gospodarczo-centrowe środowisko Pana Mateusza Morawieckiego mogłoby teoretycznie pozwolić dotrzeć do dwóch różnych grup wyborców, a po wyborach ponownie połączyć mandaty. Nie widzę jednak obecnie dostatecznych dowodów, że cały konflikt został od początku wspólnie wyreżyserowany.

PiS Pana Kaczyńskiego mógłby zatrzymać najbardziej wierny, konserwatywny elektorat i konkurować o wyborców z Konfederacją oraz środowiskiem Pana Grzegorza Brauna. Pan Morawiecki natomiast próbowałby odzyskać ludzi, którzy głosowali kiedyś na PiS, ale odeszli z powodu radykalnego języka, sporów z Unią Europejską, afer lub zmęczenia Prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Mógłby też zabiegać o część wyborców Polski 2050, PSL, a nawet bardziej konserwatywnej części Koalicji Obywatelskiej.

Niektóre ostatnie sondaże rzeczywiście wskazują, że hipotetyczne ugrupowanie Pana Morawieckiego mogłoby przekroczyć próg wyborczy, a nawet osiągnąć wynik kilkunastoprocentowy. Jednocześnie zabierałoby ono głosy nie tylko PiS, lecz prawdopodobnie również Konfederacji i partiom obecnej koalicji. 

W najbardziej korzystnym dla nich wariancie wyglądałoby to następująco:

PiS Pana Kaczyńskiego zatrzymuje twardy elektorat,

partia Pana Morawieckiego odzyskuje umiarkowanych byłych wyborców PiS,

a po wyborach obydwa ugrupowania zawierają koalicję z hasłem „odsunięcia rządu Pana Donalda Tuska”. To jest całkowicie możliwy scenariusz.

Dlaczego mimo wszystko konflikt wygląda na prawdziwy? Spór nie ogranicza się już do kilku kontrolowanych wypowiedzi medialnych. Kierownictwo PiS zażądało wygaszenia działalności stowarzyszeń, w praktyce przede wszystkim Rozwoju Plus Pana Morawieckiego, a politykom postawiono ultimatum dotyczące lojalności wobec partii. Po jego upływie Pan Kaczyński oświadczył, że ponad 30 parlamentarzystów związanych z Panem Morawieckim faktycznie znalazło się poza PiS, choć ludzie Pana Morawieckiego kwestionują taką interpretację i podają 44 polityków, którzy nie podpisali tych „lojalek”

Takie działania niosą realne konsekwencje: utratę stanowisk partyjnych, miejsc na listach, struktur terenowych, finansowania oraz kontroli nad klubem parlamentarnym. To dość wysoka cena jak na zwykłe przedstawienie dla wyborców.

W tle jest również rzeczywisty spór o sukcesję po Prezesie Kaczyńskim i o kierunek całej prawicy. Pan Morawiecki reprezentuje koncepcję bardziej centrową, gospodarczą i nastawioną na odbudowę zdolności koalicyjnej. Otoczenie Pana Kaczyńskiego oraz Pana Przemysława Czarnka skłania się ku ostrzejszej polityce tożsamościowej i rywalizacji z radykalniejszą prawicą. 

A skąd tak nagła fala brutalnych wpisów?

To rzeczywiście może budzić podejrzenia. Nie oznacza jednak koniecznie, że akcja została wspólnie zaplanowana przez panów Kaczyńskiego i Morawieckiego. Obie strony mają przygotowane od dawna środowiska medialne, konta społecznościowe, działaczy, parlamentarzystów i sympatyków. Gdy tylko konflikt został oficjalnie uruchomiony, można było w ciągu kilku godzin rozpocząć skoordynowane ataki.

Wulgarność może być częściowo celowa: ma przekonać odbiorców, że konflikt jest autentyczny. Ale może też wynikać z tego, że po latach tłumienia rywalizacji ujawniły się prawdziwe urazy. Już przed obecnym rozłamem publicznie padały określenia takie jak „rynsztok”, a politycy obu frakcji otwarcie podważali wartość drugiej strony. 

Największa słabość ewentualnego „planu”.

Głosy dwóch rozdzielonych ugrupowań nie muszą się po wyborach po prostu zsumować. Część wyborców PiS może uznać Pana Morawieckiego za zdrajcę, a część umiarkowanych wyborców tego pana może odrzucić powyborczy powrót do Pana Kaczyńskiego. Pan Morawiecki musiałby więc przekonywać, że tworzy coś nowego, ale jednocześnie nie mógłby całkowicie zerwać z PiS. To niezwykle trudne.

Podział oznacza również wzajemne odbieranie sobie kandydatów, struktur, pieniędzy oraz czasu antenowego. W systemie proporcjonalnym rozproszenie głosów często zmniejsza liczbę mandatów całego obozu, zwłaszcza gdy jedno z ugrupowań balansuje w pobliżu progu wyborczego. Sondaż dotyczący samego wpływu nowej partii pokazuje zresztą, że ponad 30 procent badanych uważa taki ruch za pogorszenie sytuacji prawicy, a tylko część dostrzegałaby w nim korzyść. 

Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że konflikt jest rzeczywisty, ale obie strony będą próbowały wykorzystać go wyborczo. Nie musi to być więc ani całkowicie spontaniczna wojna, ani od początku wspólnie napisana sztuka.

Pan Morawiecki rzeczywiście może próbować odzyskać wyborców, których PiS już nie jest w stanie przyciągnąć. Pan Kaczyński może z kolei uznać, że lepiej oczyścić partię, utrzymać pełną kontrolę nad twardym elektoratem, a po wyborach — gdyby wymagała tego arytmetyka sejmowa — ponownie zawrzeć porozumienie z Panem Morawieckim.

Dlatego określiłbym to nie jako pewną „koronkową zagrywkę”, lecz jako prawdziwą walkę o władzę, w której obie strony pozostawiają sobie możliwość przyszłego pojednania. W polskiej polityce bardzo gwałtowna kłótnia przed wyborami wcale nie wyklucza wspólnej koalicji po wyborach. A obecnej koalicji ta sytuacja nie może być pociechą, bo ewentualna partia Pana Morawieckiego może być odpowiednikiem Trzeciej Drogi i dać zwycięstwo prawicy z pominięciem Pana Brauna i jego partii. Dlatego obecna koalicja nie może spać spokojnie i kibicować temu rozłamowi w Prawie i Sprawiedliwości, bo może się okazać, że ten ruch na prawicy może dać władzę Panu Kaczyńskiemu.


skamander
O mnie skamander

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka