skamander skamander
0
BLOG

Czy w końcu politycy zaczną myśleć o Polsce?

skamander skamander Polityka Obserwuj notkę 0

Dzisiaj określenie „Polska politykierska” jest trafne, o ile przez politykierstwo rozumiemy nie samą politykę, lecz podporządkowanie państwa doraźnej walce o władzę, stanowiska i emocje wyborców.

Nie sądzę jednak, aby dzisiejsza Polska skończyła tak jak Rzeczpospolita szlachecka — rozbiorami i zniknięciem z mapy. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i NATO, mamy silniejsze społeczeństwo, nowoczesną gospodarkę, samorządy oraz instytucje, które mimo wszystkich uszkodzeń nadal działają. Bardziej realne jest nie gwałtowne załamanie, lecz powolne zużywanie państwa.

Najgroźniejsze podobieństwo polega na tym, że mamy dziś odpowiednik liberum veto czyli weto prezydenckie. Polega na sposobie walki z rządem czego Pan Nawrocki wcale nie kryje.

W dawnej Rzeczypospolitej magnaci często traktowali państwo jako narzędzie własnych rodów i stronnictw. Dzisiaj partie coraz częściej traktują je jak zdobycz wyborczą. Zmieniają się ludzie, ale pozostaje pokusa:

- obsadzania instytucji własnymi ludźmi;

- zmieniania prawa pod aktualną potrzebę polityczną;

- uznawania przeciwnika nie za konkurenta, lecz za zdrajcę lub przestępcę;

- blokowania dobrych rozwiązań tylko dlatego, że proponuje je druga strona;

- przekonywania obywateli, że po zwycięstwie „naszych” wszystko stanie się dozwolone.

Obecny układ dodatkowo sprzyja konfliktowi: rządem kieruje Donald Tusk, natomiast prezydentem jest Karol Nawrocki, wywodzący się z przeciwnego obozu politycznego i dysponujący prawem weta. Oficjalne wypowiedzi obu ośrodków pokazują, że współpraca jest ograniczona, a Prezydent otwarcie przedstawia się jako przeciwwaga dla rządu.

Można dziś zadać pytanie co jest najbardziej niebezpieczne dla Polski? Nie sam konflikt, bo demokracja bez konfliktu nie istnieje. Niebezpieczne jest to, że konflikt staje się jedynym sposobem uprawiania polityki.

W badaniu CBOS z marca 2026 roku aż 46 proc. respondentów uznało spór polityczny i polaryzację za największe zagrożenie dla stabilności Polski w perspektywie pięciu lat. Inne badania wskazują, że Polska należy do państw o wyjątkowo wysokiej polaryzacji emocjonalnej, czyli takiej, w której wyborca nie tylko nie zgadza się z drugą stroną, ale zaczyna nią gardzić albo się jej obawiać.

To ma bardzo praktyczne skutki. Kiedy każda decyzja zostaje oceniona wyłącznie przez pytanie „czy to zaszkodzi przeciwnikowi?”, państwo traci zdolność prowadzenia polityki na dziesięć lub dwadzieścia lat. Tymczasem obronność, energetyka, demografia, ochrona zdrowia, zadłużenie i edukacja właśnie takiej perspektywy wymagają.

Drugim problemem jest prawny chaos odziedziczony po poprzednich latach i trudność jego naprawienia bez stosowania metod, które same bywają kwestionowane. Komisja Europejska nadal wskazuje Polskę jako państwo wymagające dalszych działań w zakresie niezależności sądownictwa, jakości stanowienia prawa, walki z korupcją i pluralizmu mediów. To tworzy błędne koło: jedni mówią, że przywracają państwo prawa, drudzy — że dokonują politycznej zemsty, a zwykły obywatel coraz mniej rozumie, który sąd, organ lub decyzja są bezsporne.

Czym może się to skończyć? Najbardziej prawdopodobny wariant: państwo permanentnego konfliktu.

Polska nadal będzie się rozwijała gospodarczo, pozostanie w UE i NATO, ale kolejne rządy będą coraz więcej czasu poświęcać odkręcaniu decyzji poprzedników. Jedna ekipa przejmie media, druga je ponownie przebuduje. Jedna wymieni prokuratorów, druga dokona kolejnej wymiany. Jedna reforma sądownictwa zostanie zastąpiona następną. Nie będzie katastrofy jednego dnia. Będzie natomiast narastająca niewydolność, niestabilność prawa i przekonanie obywatela, że urząd, prokuratura czy telewizja publiczna należą aktualnie do jednej z partii.

Obecne napięcia i rozłamowe tendencje również wewnątrz PiS pokazują, że dawny duopol może zostać zastąpiony bardziej rozdrobnionym i radykalnym układem, a niekoniecznie spokojniejszą konkurencją. Możliwe jest również, że wyborcy zaczną premiować polityków mniej efektownych, lecz bardziej kompetentnych — takich, którzy potrafią zawierać ograniczone porozumienia w sprawach obronności, finansów publicznych, ochrony zdrowia i energetyki. Nie musi nastąpić narodowe pojednanie. Wystarczyłoby stworzenie kilku obszarów wyłączonych z partyjnej wojny oraz przyjęcie zasady, że instytucji państwowych nie przebudowuje się od fundamentów po każdych wyborach.

Polska nie stoi dziś przed nieuchronnym upadkiem, lecz przed ryzykiem politycznego skarlenia. Możemy stać się państwem, które jest stosunkowo bogate, bezpieczne i nowoczesne, ale niezdolne do podejmowania długofalowych decyzji, ponieważ cała energia elit idzie na wzajemne zwalczanie się. To byłby współczesny odpowiednik dawnej anarchii szlacheckiej: nie liberum veto jednego posła, lecz zbiorowe veto dwóch zwalczających się plemion wobec wszystkiego, co zrobi przeciwnik. I dziwne weta Pana Prezydenta.

Rzeczpospolita szlachecka nie upadła wyłącznie dlatego, że miała złych sąsiadów. Upadła również dlatego, że znaczna część elit zbyt długo uważała własny interes i własną wolność za ważniejsze od sprawności wspólnego państwa. Dziś zagrożenie jest podobne: partie chcą mieć silne państwo, ale przede wszystkim wtedy, gdy same nim rządzą.

Dlatego powiedziałbym tak: Polska politykierska nie musi skończyć rozbiorem terytorium. Może jednak skończyć się rozbiorem wspólnoty — na ludzi, którzy żyją w jednym kraju, ale nie uznają już tych samych faktów, instytucji ani zasad. To jest obecnie większe zagrożenie niż pojedyncza partia czy pojedynczy przywódca.

Na zakończenie muszę też stwierdzić, że miedzy głównymi partiami czyli KO i PiS-em nie ma symetryzmu. To Zjednoczona Prawica doprowadziła do zapaści sądownictwa, przejęcia TK, KRS i SN. Do tego afery związane z publicznym groszem i wyprowadzaniem wielkiej kasy na cele tylko Zjednoczonej Prawicy ze szczególnym udziałem Solidarnej Polski. 

Czy w końcu politycy zaczną myśleć o Polsce?


skamander
O mnie skamander

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka