Wstęp - nieco "nostalgii"...
Pamiętacie Państwo takie polityczne hasło: „Będzie Budapeszt w Warszawie”? Wygłosił je J. Kaczyński po przegranych w 2011 roku wyborach parlamentarnych. Wyrażało ono nadzieje, że w Polsce uda się jeszcze w przyszłości przeprowadzić głębokie zmiany ustrojowe na wzór Węgier rządzonych wówczas przez Viktora Orbána. W 2011 roku wygrała jednak uśmiechająca się coraz szerzej partia D. Tuska. Premier Tusk nie miał zamiaru wprowadzać w Polsce żadnego Budapesztu, mimo że w Parlamencie Europejskim zarówno Fidesz Orbana jak i PO należały do tej samej Europejskiej Partii Ludowej.
PO z D. Tuskiem jako premierem nie chciała wprowadzać standardów Budapesztańskich w Polsce dzięki temu, w kolejnych latach, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz mogła dalej spokojnie reprywatyzować kamienice, wyrzucając kilkadziesiąt tysięcy dotychczasowych lokatorów na bruk, Marcin P. (skazany wcześniej kilkakrotnie za przestępstwa finansowe oszust) wraz z Katarzyną P. mogli dalej budować swoją bursztynowo - złotą piramidkę nazywaną Amber Gold, mimo że - jak powiedział przed komisją śledczą M. Belka - "wszyscy wszystko wiedzieli".
Byli oficerowie WSI z fundacji "Pro Civili" mogli także spokojnie wyłudzać miliardy zł (a dokładniej: 3 mld 12 mln 431 tys. 250 zł) z Banków Spółdzielczych (w Wołominie m. in.) i zlecać w 2014 roku przestępcom pobicie szefa Komisji Nadzoru Finansowego, który nadzorował kontrolę realizowaną w poszkodowanym banku. Poszkodowany W. Kwaśniak (szef KNF) tak oceniał stan ówczesnej "praworządności" w Polsce rządzonej przez zwycięską PO:
"to rzecz bez precedensu w skali międzynarodowej, iż w państwie Unii Europejskiej przedstawiciele służb specjalnych, powiązani z politykami, mogą tego rodzaju działania podejmować w odniesieniu do urzędujących funkcjonariuszy państwa realizujących uczciwie swoje zadania". Tak na marginesie warto dodać, że wyrok w tej sprawie, nasz sprawny wymiar sprawiedliwości wydał dopiero po 10 latach od zdarzenia.
W tym samym czasie masowo upadały firmy budowlane zaangażowane wykonawstwo i podwykonawstwo inwestycji budowlanych realizowanych przed mistrzostwami piłki nożnej Euro 2012. To ewenement na skalę światową. Wykończyć kilka dużych firm budowlanych i setki małych firm podwykonawców (a nie rozwinąć branżę), zaangażowanych w wielkie inwestycje budowlane.
No ale wiele powodów do uśmiechu mieli nie tylko byli "biznesmeni" wywodzący się z byłych służb (wojskowych i cywilnych) lub samorządowi urzędnicy warszawscy i innych wielkich polskich miast (Gdańska). Bawiła się także władza centralna. Bawiła się w słynnej Restauracji "Sowa i Przyjaciele", przy wódeczce i ośmiorniczkach - na koszt podatników.
Nasza władza, ze wsparciem przychylnych jej mediów, dbała też oczywiście o nasze bezpieczeństwo, walcząc z "faszyzmem", wychodzącym na ulice 11 listopada oraz od czasu do czasu paląc jakąś "budkę" przy ambasadzie rosyjskiej. Taaak...to były czasy.
...to tylko ciąg dalszy
No ale nie opowiadam tego wszystkiego by wprawić państwa w jakiś błogi, nostalgiczny nastrój wspomnień o tym jak to "za dawnych, dobrych lat bywało". Chciałbym przypomnieć, a być może niektórym uświadomić, że różne ruchy polityczne, partie, zbiorowości, społeczeństwa mają swoją przeszłość, z czegoś się wywodzą, są ciągiem dalszym swojego wcześniejszego trwania i działalności. Przeszłość tę w literaturze fachowej nazywa się "tradycją".
Bo "Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie". - jak pisała nasza Noblistka :).
Zatem rządy D. Tuska od końca 2023 roku, którego owoce możemy dzisiaj oglądać, to nie jest żaden zaskakujący "początek nowej władzy" a jedynie ciąg dalszy rządów "obozu", który ma już swoją "bogatą tradycję" sprawowania rządów, wyrobione nawyki działań, wyrobione "demokratyczne standardy" traktowania opozycji, wyrobione "zasadnicze cele" działalności partii i wyrobione standardy traktowania społeczeństwa jako ogółu. Ciągłość tę i tradycje symbolizuje tylko osoba "tradycyjnego - nowego" premiera D. Tuska ale jej treść to bagaż nawyków i doświadczeń wcześniejszych przerwanych boleśnie 8 lat rządów. We wstępie, przywołując z pamięci kilka wydarzeń, chciałem tę ciągłość dawnej i "nowej" władzy i jej "tradycyjne" nawyki przypomnieć.
Tak sobie pomyślałem o tych tradycjach naszej władzy gdy usłyszałem jak D. Tusk, otwierając prace Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, przywitał premier Ukrainy J. Swirydenko słowami:
"Julio, czuj się jak u siebie!" - w Kijowie
To zawołanie D. Tuska, chyba wbrew intencjom samego premiera, oddaje właściwie całą "filozofię" i praktyczną codzienność programu politycznego obecnego obozu rządzącego: od drobnych, konkretnych szczegółów po ideologiczne pryncypia. Premier Ukrainy J. Swirydenko rzeczywiście może czuć się dzisiaj w Polsce jak w Kijowie bo nasza polityczna rzeczywistość coraz bardziej przypomina to co dzieje się na Ukrainie pod rządami W. Zełenskiego. Popatrzmy tylko:
1. D. Tusk w jednym z punktów swoich obietnic programowych obiecał likwidację CBA. Realizacja obietnicy ciągnęła się blisko 3 lata ale w końcu na początku marca 2026 koalicyjna większość obecnego rządu przyjęła ustawę likwidującą CBA. Na Ukrainie, oddajmy w tej kwestii prymat temu państwu, decyzję taką tamtejsza Rada Najwyższa podjęła już w lipcu ubiegłego roku. W lipcu 2025 NABU (ukraińskie CBA) i Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAP) podporządkowano Prokuraturze Generalnej. Pozwalało to prokuratorowi generalnemu, powoływanemu przez prezydenta Zełenskiego, na przejmowanie i zamykanie spraw, a także odbierało szefom agencji uprawnienia do ścigania najwyższych urzędników państwa. Dzisiaj traktuje się to jednoznacznie jako próbę uniemożliwienia przez Biuro Zełenskiego ujawnienia afery T. Mindycza, partnera biznesowego obecnego prezydenta Ukrainy z czasów Kwartału 95, w którą zamieszane jest najbliższe otoczenie prezydenta Ukrainy.
2. Podobnie jak na Ukrainie tak i w Polsce za czasów obecnie nam panującej koalicji, rządzącym stać się nie może żadna krzywda. Na Ukrainie w "wymiarze sprawiedliwości" panuje zasada wędkarstwa sportowego. Jeśli już nie ma innej możliwości, to tak jak w wędkarstwie podejrzanego delikwenta z obszaru władzy i wielkiego biznesu "łapie się, fotografuje...i wypuszcza". Osoby skazane za przestępstwa gospodarcze na Ukrainie lub korupcję to wyjątkowo rzadkie przypadki.
Jak jest w Polsce? O tym świadczy sprawa R. Giertycha, wobec którego prokuratura, kontrolowana przez obecną władze, umorzyła śledztwo w 2025 roku w sprawie wyprowadzenia ponad 90 mln ze spółki Polnord oraz sprawa S. Nowaka, nazywanego niegdyś, "złotym dzieckiem D. Tuska". Trzeba przyznać, że sprawę S. Nowaka załatwiono czysto "po Kijowsku". Najpierw, we wrześniu 2025 roku odsunięto od sprawy prokuratora J. Drelewskiego, który wniósł akt oskarżenia do sądu, prokuratora prowadzącego kilka lat sprawę S. Nowaka, a potem błyskawicznie nowo powołany prokurator wycofał zarzuty a sąd umorzył sprawę. Oskarżonym za to został prokurator Drelewski, któremu pod nowym zarządem prokuratury, zarzuca się „oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa” oraz „uchybienie godności urzędu”.
Dodajmy do tego świeżą sprawę posła KO W. Króla, przeciwko któremu Prokuratura Europejska wniosła do polskiego sejmu wniosek o uchylenie immunitetu. Prokuratura Europejska to instytucja, której zadaniem jest ściganie przestępstw uderzających w interesy finansowe UE (np. oszustwa podatkowe na dużą skalę, korupcja czy defraudacja funduszy unijnych). W. Król jest podejrzany przez tę prokuraturę o korupcję przy modernizacji infrastruktury w firmie "Tramwaje Śląskie"...i jak reaguje na ten wniosek polski parlament? Ano polski sejm wstrzymuje procedowanie wniosku, doszukując się formalnych uchybień i "nacisków" ze strony UE - jak stwierdził przewodniczący sejmowej komisji regulaminowej Jarosław Urbaniak (KO). Ano tak. Już nie liczy się to, że jesteśmy w UE, że prawo UE jest nadrzędne...o nie, to już się nie liczy jeśli chodzi o "naszego". Czyżby Koalicja Obywatelska chciała nas wyprowadzić z UE?
Jeśli ktoś zatem dziwi się sposobem prowadzenia sprawy przez prokuraturę w sprawie patologii w warszawskim szpitalu Południowym, to powiedzmy jasno: WSZYTKO IDZIE ZGODNIE Z PLANEM i utartym schematem. Winnym okaże się w końcu lekarz nagłaśniający aferę E. Jędrzejewski a lekarz Dawid Kacprzyk okaże się niewinną ofiarą prześladowania opozycji.
3. W połowie czerwca ukraińską blogosferę (w mediach głównych informacje się nie pojawiła) obiegła informacja o skazaniu 42 letniej kobiety, matki niepełnoletniego dziecka, na karę 5 lat więzienia za krytykę W. Zelenskiego w Tik Toku. Kobiecie, po analizie dwóch filmików z Tik Toka, zarzucono "usprawiedliwianie rosyjskiej agresji" i obwinianie prezydenta Zełenskiego o śmierć ludzi na Ukrainie. Ukraińskie sądy wydają też wyroki więzienia za krytykę w internecie działań TCK, odpowiedzialnych za uliczne łapanki mężczyzn w wieku poborowym, często łączone z drastycznym nadużyciem siły. Nie są to prawda wyroki wieloletniego pobytu w Gułagu jak to było w czasach stalinowskich, jednak z "europejskimi standardami wolności słowa" też niewiele mają wspólnego. Chyba nie mają. Mówię "chyba" bo co do tych standardów "wolności słowa" w Europie można mieć coraz więcej wątpliwości. Bo czy na przykład zatrzymanie przez policję osoby, która zamieściła wpis na Facebooku o "braku działań służb na terenach powodziowych", jesienią 2024 roku czy zatrzymanie przez policję emerytki zamieszczającej krytyczny wpis o WOŚP i J. Owsiaku wiele różni się od "standardów ukraińskich"? A aresztowanie dziennikarza L. Krasnowskiego opisującego kulisy sprawy Polnordu i udziału w sprawie R. Giertycha to "standardy europejskie" czy kijowskie? A nachodzenie przez policje redakcji i dziennikarzy mediów opozycyjnych wobec władzy - jakie to standardy?
4. Żeby nie przedłużać tej porównawczej wyliczanki podajmy ostatni punkt wspólny: Całkowita obojętność Komisji Europejskiej wobec tego co się dzieje na Ukrainie i w Polsce "z europejskimi standardami demokracji". Co więcej D. Tusk od 2014 roku został nawet w uznaniu swoich zasług "Królem Europy". Prezydentowi Ukrainy także nie szczędzi się nagród i słów uznania...
Julia Swirydenko może zatem czuć się w Polsce rzeczywiście jak w domu...bo my możemy czuć się coraz bardziej Kijow-o.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)