6. kolejka ekstraklasy. Legia i Raków wracają do gry

Pojedynek Stali Mielec z Górnikiem Łeczna.PAP/Darek Delmanowicz
Pojedynek Stali Mielec z Górnikiem Łeczna.PAP/Darek Delmanowicz
Na ligowe boiska wracają pucharowicze – Legia i Raków, których ostatnie mecze były przełożone. Nasze eksportowe drużyny wejdą do Wisły. Raków w Płocku, a Legia w Krakowie, ale to nie ich starcia będą hitem szóstekj serii spokań, a pojedynke liderującego w tabeli Lecha Poznań z drugą w stawce Pogonią Szczecin. Oprócz tego gradu bramek i wielu emocji należy się spodziewać w derbach Górnego i Dolnego Śląska.

Spotkania Ekstraklasy - Sobota (28.08)

Bruk – Bet Termalica Nieciecza – Cracovia (godz. 12.30)

Drużyna z wsi liczącej nieco ponad 700 mieszkańców gościć będzie jeden z najstarszych polskich klubów. Tradycja, ogranie w Ekstraklasie, doświadczony trener Michał Probierz – z pozoru wszystko przemawia za Cracovią. Jednak pozory często mylą... Cracovia na wyjazdach traci trzy czwarte ze swojej wartości i w Niecieczy, w małych derbach Małopolski przegra.


Lechia Gdańsk – Radomiak Radom (godz. 15)

W poprzedniej kolejce sobotni przeciwnicy stanęli naprzeciwko drużyn z Poznania. I mają po tych meczach mieszane uczucia. Lech rozjechał Lechię, a Radomiak rzutem na taśmę, w ostatniej akcji spotkania za sprawą Kolumbijczyka Mario Rondona wygrał z Wartą 1:0. Nie ma co się jednak sugerować wynikami sprzed tygodnia, bo nad morzem faworytem będą gospodarze. Lechia z Baltic Areny chce uczynić niezdobytą twierdzę i jest na dobrej drodze, by tego dokonać. W dwóch meczach rozegranych w tym sezonie na własnym boisku, piłkarze Piotra Stokowca zdobyli komplet punktów. W sobotę, skompletują zwycięski hat – trick na swoich śmieciach.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin (godz. 17.30)

Czy Pogoń jest w stanie zatrzymać rozpędzoną poznańską Lokomotywę? Lech na pięć rozegranych spotkań w lidze, cztery wygrał, a jeden mecz, na inaugurację sezonu zremisował. Maciej Skorża stworzył bardzo solidną ekipę. Skuteczną z przodu, grającą szybko i efektownie, ale opartą przede wszystkim na żelaznej defensywie. Lech w tym sezonie stracił jedynie dwa gole. Tyle, że Pogoń również ma swoje ambicje i nieprzypadkowo zajmuje drugie miejsce w tabeli, tracąc do Lecha trzy punkty. Oczy kibiców będą skierowane na lewe skrzydła obu drużyn. W Lechu na tej pozycji gra Jakub Kamiński, który jest mocno podrażniony brakiem powołania na wrześniowe mecze reprezentacji Polski. Jego vis a vis może być Kamil Grosicki, który po 14 latach wrócił do Szczecina i zasilił Pogoń. Tyle tylko, że nie wiadomo czy „Turbo” znajdzie się w składzie „Portowców” na hit 6. kolejki. W Poznaniu nikt nie będzie murował bramki. Będą akcje, gole, ale punkty zostaną w Wielkopolsce.


Górnik Zabrze – Piast Gliwice (godz. 20)

To mogłaby być piękna, romantyczna historia, mogłaby, bo jej główny bohater w sobotę nie zagra. Mowa o Lukasie, a właściwie Łukaszu, Podolskim, który urodził się w Gliwicach, ale od pacholęcia, dzięki ojcu Waldemarowi, zakochał się w Górniku. Wielkie młodzieńcze uczucie przetrwało lata. Nie zatarła go emigracja do Niemiec, na którą mały Łukasz udał się z rodzicami mając zaledwie niecałe trzy lata. O Górniku nie zapomniał zdobywając w barwach Niemiec mistrzostwo świata i grając w największych klubach w Europie. Niestety, w derbach z Piastem Podolski nie zagra. Ba, nie będzie go nawet na stadionie, bo z powodu poztywnego testu na koronawirusa odbywa kwarantannę. Mimo, że Piast zagra przeciwko zdeterminowanym gspodarzom i wrogo nastawionej publiczności, to i tak pozostanie faworytem. Derby skończą się wygraną drużyny z Gliwic, a w najleposzym – dla Górnika – wypadku remisem.

Spotkania Ekstraklasy - Niedziela (29.08)

Wisła Płock – Raków Częstochowa (godz. 12.30)

Rozbici w Belgii, po zaledwie 60 godzinach od meczu z Gentem, piłkarze Rakowa muszą znowu wyjść na boisko. Muszą wyjść nastawieni nie na spacerek, tylko na ciężką bezpardonową walkę. Czy dadzą radę? Czy trzymają Wisłę, która jest rozpędzona po rozgromieniu w ostatniej serii spotkań Zagłębia Lubin (4:0). Pod wodzą Macieja Bartoszka ma jakość. Kibice już ostrzą sobie zęby na pojedynki liderów „Nafciarzy” - Mateusza Szwocha i Rafała Wolskiego z kreatorami gry Rakowa – Marcinem Cebulą i Ivi Lopezem. To także starcie dwóch trenerskich magów – Bartoszka i Marka Papszuna. Kto kogo przechytrzy? Czy goście wydobędą z siebie rezerwy energii i powalczą o komplet punktów? Raczej wyżej stoją akcje Wisły, ale wygrać może każdy. Jedno jest pewne: w tej konfrontacji remisu nie będzie.


Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław (godz. 15)

Wrocław dzieli od Lubina nieco ponad 70 km, ale wzajemna niechęć kibiców obu klubów jest kilkanaście razy większa. Dlatego derby Dolnego Śląska, bez względu na miejsca w tabeli sąsiadów, zawsze są emocjonującym widowiskim, w którym trzeszczą kości, a trup ściele się gęsto. To mecze wyjątkowe, na które w obu miastach czeka się całą rundę. Są wzajemne żale, złość i zadawnione urazy, które na boisku muszą rozstrzygać piłkarze. W nieco lepszej sytuacji jest Śląsk, który tydzień temu rozegrał przyzwoity mecz w Gliwicach (1:1). „Miedziowi” natomiast dostali baty w Płocku (0:4) i nastroje wśród lubińskich kibiców dochodzą do stanu wrzenia. Jeśli gracze Dariusza Żurawia przegrają ze Śląskiem, to ostatecznie podpadną swoim fanom. Ale do tego nie dojdzie, bo Zagłebie na własnym boisku sppisuje się o kilka klas lepiej niż w delegacji i w niedzielę zainkasuje całą pulę.


Wisła Kraków – Legia Warszawa (godz. 17.30)

Gol Yaw Yeboaha w meczu z Górnikiem z Łęcznej (3:1 dla Wisły) podziwiała cała piłkarska Europa. Ghanijczyk w polu karnym zabawił się z kilkoma obrońcami Górnika, a doświadczonego Bartosza Rymaniaka zabrał na taką karuzelę, że defensorowi jeszcze kołuje się w głowie. Czy Yeboah podobnym wyczynem popisze się również w meczu z mistrzami Polski? Niewykluczone, bo można założyć, iż trener warszawian Czesław Michniewicz po zwycięskim meczu ze Slavią Praga (2:1) i awansie do fazy grupowej Ligi Europy, da odpocząć czołowym zawodnikom. Mecze z Legią w kibicach Białej Gwiazdy zawsze podnoszą ciśnienie. Pod Wawelem ciągle żywa jest rekordowa porażka krakowian w Warszawie, których w 1956 roku CWKS rozgromił 12:0! Oczywiście w niedzielę takiego gradu goli nie należy się spodziewać, ale emocji, spięć i starć pod obiema bramkami nie zabraknie. Zmęczona, ale szczęśliwa Legia musi punktować również w lidze, Wisła mocno się postawi i obie drużyny zainkasują po jednym „oczku”.

PD
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport