Piłkarski wróg numer 1. Bez niego nie byłoby wielkiego Lewandowskiego

PAP/EPA/FRIEDEMANN VOGEL
PAP/EPA/FRIEDEMANN VOGEL
W poniedziałek Robert Lewandowski wspierany przez zjawiskową żonę Annę błyszczał na scenie paryskiego teatru Chatelet, gdzie odbierał nagrodę dla najlepszego napastnika świata. Patrząc tak na elegancko ubranego „Lewego”, światowca pełną gębą, przyszło mi na myśl, gdzie dziś byłby kapitan reprezentacji Polski, gdyby w 2006 roku nie przygarnął go Znicz Pruszków i ówczesny trener tego klubu Andrzej Blacha. Tak, przygarnął. I nie ma w tym określeniu nic negatywnego.

Robert Lewandowski niechciany w Legii. Andrzej Blacha wziął się za niego

Jest 2006 rok. 18-letni Robert, świeżo po kontuzji, dowiaduje się, że Legia go nie chce. Zwyczajnie go wyrzuca. Jak niepotrzebny mebel. Jak wspominała potem mama piłkarza pani Iwona, syn kiedy o tym mówił, miał łzy w oczach. Marzenia nie tylko o grze w koszulce z eLką na piersi, ale w ogóle o poważnym, graniu legły w gruzach. Czasami jednak los rzuca człowiekowi koło ratunkowe. Tym kołem ratunkowym dla Lewandowskiego był Andrzej Blacha. Ówczesny trener trzecioligowego Znicza Pruszków. To on odbudował zawodnika, przywrócił go do żywych. Szkoleniowiec opowiadał po latach, że z każdym treningiem, początkowo wycofany, podłamany i nieufny Robert, odzyskiwał radość z kopania futbolówki. Potem Blacha został asystentem Macieja Skorży w ekstraklasowym Groclinie Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, a Lewandowski królem strzelców trzeciego poziomu rozgrywek.

TYLKO U NAS: Barbara Kurdej-Szatan nie przebierała w słowach. Ostatni taki wywiad

Andrzej Blacha przywrócił Lewandowskiego do żywych. To persona non grata w polskiej piłce

I tu ciekawostka. Otóż dziś, zastępy biografów Lewandowskiego jakimś dziwnym trafem pomijają okres jego współpracy z trenerem Blachą. Dlaczego? Bo były już szkoleniowiec jest traktowany jak zadżumiony, jak największe zło polskiej piłki. A wszystko przez aferę korupcyjną, która w pierwszych latach XXI wieku znalazła się na celowniku prokuratury. Blacha był jednym z blisko pół tysiąca ludzi, którzy pobrudzili sobie ręce i papiery korupcyjnym szlamem. Tyle, że on, w przeciwieństwie do zdecydowanej większości skazanych prawomocnymi wyrokami handlarzy, ma dożywotni zakaz działalności w polskim futbolu. Dlaczego? Więcej wyników ustawił? Narobił więcej przekrętów i skrzywdził więcej ludzi? A może na przestępczym procederze zarobił więcej, niż inni umoczeni w bagno korupcji? Żarty. Jak kiedyś mi opowiadał, z tego pośrednictwa w kupczeniu meczami zyskał może z 10 tysięcy złotych. Nawet dla mnie, człowieka, który z różnych przyczyn groszem chwilowo nie śmierdzi, to kwota na tyle śmieszna, że na pewno bym się za nią nie zeszmacił. Więc dlaczego szmacił się pan Andrzej? Dla kariery – odpowiedział szczerze. Był młodym trenerem, na dorobku, asystentem poważnych szkoleniowców o dużych w naszej skali nazwiskach, którzy woleli w brudnej robocie wysługiwać się młodym, którego, jakby coś się wydało, łatwo i bez żalu można by rzucić na żer organów ścigania i opinii publicznej. I ostatecznie tak się stało. Z małego trybika korupcyjnej machiny zrobiono jednego z jej głównych rozgrywających. Ci, którzy go poświęcili., by chronić siebie wiedzieli bowiem, że Blacha jest lojalny i nie „sprzeda” śledczym swoich mocodawców. Nawet za cenę wolności, bo ostatecznie w areszcie spędził blisko 11 miesięcy.

Nie mam zamiaru bawić się w adwokata diabła. Była wina. Była i kara. Andrzej Blacha został skazany, dostał wyrok w zawieszeniu, przyjął to na klatę. Po męsku. Nie wybielał się, nie szukał tanich usprawiedliwień. Bardziej od postanowienia sądu doskwiera mu ostracyzm, jakim został objęty w środowisku piłkarskim. W wieku 46 lat, jest futbolowym inwalidą, który piłkę może sobie oglądać najwyżej z trybun lub w telewizji.

Wielu umoczonych dziś pracuje w piłce. Andrzej Blacha też zasłużył na drugę szansę

Blacha ma dożywotni zakaz działalności w polskim futbolu. Jestem pewien, że tą karę, podobnie jak wyrok sądu, przyjąłby bez zająknięcia, gdyby równie sprawiedliwie PZPN ukarał innych, znacznie głębiej pogrążonych w korupcyjnym procederze ludzi, którzy dziś w telewizji robią za moralne autorytety, albo z trenerskiej ławki, lub zza biurka szefów klubów prawią o sportowym fair play. Dla mnie Blacha to dziś ofiara systemu. Cierpi nie za to, że handlował spotkaniami, ale ponieważ nie miał na tyle mocnych pleców, by jego protektorzy wzięli go w obronę. Zresztą, skoro nawet skazani za zdecydowanie bardziej poważne przestępstwa dostają od społeczeństwa drugą szansę, to dlaczego ma jej nie dostać człowiek, który dla polskiej piłki uratował Roberta Lewandowskiego czy Igora Lewczuka? Niech pracą odkupi winy.

Piotr Dobrowolski


Czytaj także:


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport