SquareWrestler SquareWrestler
128
BLOG

Zakute łby S2 #7. Zondacrypto. Wszyscy wiedzieli. Każdy wskazuje na drugiego

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 5
Operator Zondacrypto jest w upadłości. Klienci czekają na pieniądze, prokuratura zatrzymuje kolejne osoby, a śledztwo dotyczące giełdy połączyła ze sprawą zaginięcia jej założyciela Sylwestra Suszka. W Sejmie Donald Tusk czyta fragmenty protokołu uderzające w ludzi prawicy. Karol Nawrocki odpowiada, że kto obiecywał ułaskawienie w jego imieniu, był oszustem. Pałac pyta z kolei: skoro rząd wiedział tak dużo, dlaczego kolejne postępowania umarzano także za Donalda Tuska? Wszyscy dziś twierdzą, że wiedzieli. Każdy wskazuje drugiego. Dlatego pytanie nie brzmi już tylko: kto wiedział? Pytanie brzmi: skoro sygnałów było tak wiele, dlaczego przez lata nikt nie potrafił tego zatrzymać?

WSZYSCY WIEDZIELI. TERAZ KAŻDY WIEDZIAŁ O DRUGIM


W poprzednim odcinku „Zakutych łbów” pytałem o państwo wygodnej niewiedzy.


Amber Gold. Polnord. KPO. SAFE.


Zmieniały się kwoty, mechanizmy i nazwiska. Wracało jedno pytanie:


kto wiedział?


Przy Zondacrypto sytuacja jest niemal groteskowo odwrotna.


Tutaj nagle wszyscy wiedzieli.


Donald Tusk twierdzi, że wiedział, a odpowiednie dokumenty otrzymał również prezydent.


Pałac Prezydencki odpowiada, że skoro rząd wiedział, to powinien wyjaśnić własną bezczynność i umorzone postępowania.


Prokuratura przypomina wcześniejsze śledztwa.


Politycy prawicy przekonują, że nie mieli pojęcia, co naprawdę kryło się za Zondacrypto.


A firma przez lata rosła, sponsorowała wydarzenia, pojawiała się w przestrzeni publicznej i budowała markę.


Aż klienci zaczęli tracić dostęp do swoich pieniędzy.


27 sierpnia estoński sąd ogłosił upadłość BB Trade Estonia OÜ — operatora Zondacrypto.


I nagle zaczęło się wielkie narodowe:


„ja wiedziałem, że on wiedział”.


TRZECIE WETO. TRZECIA PORAŻKA


4 września Sejm po raz trzeci nie zdołał odrzucić prezydenckiego weta wobec ustawy o rynku kryptoaktywów.


Za odrzuceniem weta głosowało 241 posłów.


Przeciw — 198.


Trzech się wstrzymało.


Potrzeba było 266 głosów. Zabrakło 25.


I tutaj trzeba przeciąć pierwszą polityczną sztuczkę.


Karol Nawrocki nie jest przeciwnikiem jakiejkolwiek regulacji kryptowalut.


Po dwóch wcześniejszych wetach 6 maja przedstawił własny projekt ustawy. Pałac deklarował w nim ochronę inwestorów, nadzór państwa i jednocześnie ograniczenie przepisów, które jego zdaniem nadmiernie obciążałyby legalnie działające firmy.


Rząd odpowiada, że jego rozwiązanie daje KNF narzędzia potrzebne do ochrony klientów.


Czyli spór nie brzmi:


regulować czy nie regulować.


Brzmi:


kto ma regulować, jakimi narzędziami i jak daleko państwo może wejść w ten rynek.


Tyle że po wybuchu Zondacrypto spór prawny został zastąpiony politycznym granatem.


TUSK: NAWROCKI WIEDZIAŁ


Donald Tusk już w kwietniu mówił, że prezydent otrzymał dokumenty dotyczące Zondacrypto i „wie na ten temat tyle, ile ja wiem”.


Premier bezpośrednio wiązał kolejne weta z interesem firmy i oskarżał prawicę o działanie na jej korzyść.


4 września poszedł znacznie dalej.


Tuż przed głosowaniem wyjął fragmenty protokołu przesłuchania w śledztwie.


Według odczytanej przez premiera relacji miało dojść do uzgodnienia wypłaty — za pośrednictwem fundacji związanej ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry — łącznie dwóch milionów złotych w zamian za przyszłą pomoc w sprawach karnych. Osoba przesłuchiwana twierdziła, że wypłaciła 500 tysięcy złotych.


W innym fragmencie tajemniczy „pan X” miał obiecywać, że w przypadku zwycięstwa Nawrockiego załatwi prezydenckie ułaskawienie, gdyby doszło do skazania.


I tutaj stop.


To jest relacja osoby przesłuchiwanej w postępowaniu.


Nie wyrok.


Nie dowód, że Ziobro rzeczywiście obiecał interwencję.


Nie dowód, że Nawrocki komuś cokolwiek obiecał.


Nie dowód nawet, że wiedział, iż ktoś składa taką obietnicę w jego imieniu.


To rozróżnienie jest fundamentalne.


Bo jeżeli zaczniemy traktować każdy protokół przesłuchania jako prawomocnie ustalony fakt, to prokuratura stanie się redakcją gazety, a polityczna mównica salą sądową.


PIENIĄDZE BYŁY. SPÓR TRWA O TO, ZA CO


Już po sejmowym wystąpieniu Tuska pojawił się jednak nowy element.


Zbigniew Ziobro przyznał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że jesienią 2025 roku na konto Instytutu Polski Suwerennej — fundacji związanej z jego środowiskiem — trafiło 450 tysięcy złotych od kancelarii Przemysława Krala.


Przyznał również, że Kral został zweryfikowany zbyt pobieżnie i że gdyby wiedział wówczas to, co wiadomo dzisiaj, darowizny by nie przyjął.


Jednocześnie Ziobro zaprzecza, aby pieniądze były rekompensatą za pomoc w sprawach karnych. Odrzuca również przedstawioną w odczytanym protokole wersję wydarzeń.


To nadal nie jest dowód na umowę opiewającą na dwa miliony złotych.


Nie jest dowodem na obietnicę „ukręcenia łba” postępowaniom.


Nie jest dowodem na jakikolwiek udział Nawrockiego w obietnicy ułaskawienia.


Ale jeden istotny element nie opiera się już wyłącznie na protokole odczytanym przez Tuska.


Pieniądze rzeczywiście popłynęły.


Spór dotyczy teraz tego, za co.


NAWROCKI: JEŻELI KTOŚ OBIECYWAŁ — ZGŁOŚCIE OSZUSTA


Prezydent odpowiedział niemal natychmiast.


Jeżeli „pan X” albo „pan Y” obiecuje komuś ułaskawienie w jego imieniu, należy takiego człowieka zgłosić prokuraturze.


I dodał:


„To tak nie działa — przynajmniej u mnie”.


Można Nawrockiego za weta krytykować.


Można pytać, czy wobec skali zagrożenia nie należało podpisać nawet niedoskonałej ustawy.


Ale nie można uczciwie przeskoczyć kilku pięter i z relacji, że ktoś obiecywał ułaskawienie po jego zwycięstwie, zrobić twierdzenia, że Nawrocki obiecał ułaskawienie.


To dwie zupełnie różne rzeczy.


PAŁAC ODWRACA LUFĘ


I wtedy Zbigniew Bogucki zadał Tuskowi pytanie, którego premierowi nie będzie łatwo zagłuszyć.


Skoro sytuacja była tak niebezpieczna, skoro w tle miały znajdować się rosyjskie pieniądze, przestępczość zorganizowana i tysiące zagrożonych klientów, to:


co przez ten czas robiło państwo Donalda Tuska?


Bogucki zażądał ujawnienia dokumentów dotyczących dwóch postępowań, które według wcześniejszych doniesień zakończyły się umorzeniami w kwietniu 2024 i lutym 2025 roku.


Czyli już za obecnego rządu.


I tu również trzeba być uczciwym.


Te postępowania nie zaczęły się za Tuska.


Urząd KNF złożył pierwsze zawiadomienie dotyczące BitBay już 5 lutego 2018 roku i odwoływał się od kolejnych umorzeń.


Waldemar Żurek przypominał w Sejmie decyzje z lat 2019, 2020, 2022 i 2023, a więc z okresu rządów PiS. Odpowiadając na zarzut dotyczący kwietnia 2024 roku, wskazywał również, że decyzję podjął prokurator awansowany przez kierownictwo prokuratury z czasów Zbigniewa Ziobry.


Tyle że data pozostaje datą.


W kwietniu 2024 roku rządził już Donald Tusk.


Zmienił się minister. Akta i część ludzi pozostały te same.


Czyli obie strony mają fragment wygodnej dla siebie prawdy.


PiS może dostać pytanie:


dlaczego przez lata śledztwa nie doprowadziły do przełomu?


Tusk może dostać dokładnie takie samo:


dlaczego po zmianie władzy kolejne wątki nadal kończyły się umorzeniami i dlaczego wielkie uderzenie przyszło dopiero teraz?


I tu kończy się propaganda jednej albo drugiej strony.


Zostaje chronologia.


A chronologia jest bezlitosna.


SYLWESTER SUSZEK. TU KOŃCZĄ SIĘ POLITYCZNE ŻARTY


Bo w centrum tej historii nie ma ustawy.


Nie ma nawet Tuska ani Nawrockiego.


Jest człowiek, który 10 marca 2022 roku zniknął.


Sylwester Suszek — założyciel BitBay, poprzedniczki Zondacrypto.


Formalnie pozostaje osobą zaginioną.


Jego siostra Nicole mówi jednak wprost:


„Dzisiaj już jest wprost mówione, że najprawdopodobniej jest zamordowany, o czym ja razem z moją rodziną mówimy od samego początku”.


I coraz trudniej traktować tę sprawę jako element poboczny.


30 lipca 2026 roku śledztwo dotyczące Zondacrypto zostało połączone ze śledztwem dotyczącym zaginięcia Suszka.


Prokuratura Krajowa poinformowała, że między sprawami istnieje łączność podmiotowa i przedmiotowa.


A potem pojawiły się zarzuty, które brzmią znacznie poważniej niż polityczna awantura o ustawę.


Jednej z zatrzymanych osób prokuratura zarzuca udział w zorganizowanej grupie mającej na celu przejęcie składników majątku Sylwestra Suszka oraz utrudnianie postępowania dotyczącego jego pozbawienia wolności, między innymi poprzez demontaż i zabór dysku rejestratora monitoringu.


Innej zarzucono między innymi działania dotyczące wielomilionowego majątku operatora giełdy.


To nadal zarzuty.


O winie zdecyduje sąd.


Ale od tego momentu trudno już opowiadać tę historię wyłącznie jako:


„kryptowaluty, klienci i zła ustawa”.


NICOLE SUSZEK. I NAGLE POJAWIA SIĘ GIERTYCH


I tutaj historia zatacza wyjątkowo dziwne koło.


Nicole Suszek twierdzi, że około 25 listopada 2025 roku przez Facebooka skontaktowała się z nią kobieta.


Nie była to — według Nicole — jej próba dotarcia do Romana Giertycha.


Miało być odwrotnie.


Kobieta miała przekazać jej w wiadomości głosowej, że Roman Giertych jest zainteresowany sprawą zaginięcia Sylwestra Suszka i szuka z Nicole kontaktu.


Suszek twierdzi ponadto, że Giertych chciał ją reprezentować w sporach między innymi z Przemysławem Kralem, a podczas kontaktu próbował uzyskać od niej informacje właśnie na temat Krala.


Dzisiaj Roman Giertych jest obrońcą Przemysława Krala.


I Nicole Suszek mówi:


„Pan Roman Giertych kłamie”.


GIERTYCH: BYŁO ODWROTNIE


Giertych przedstawia całkowicie inną wersję.


Według niego to Nicole Suszek sama nawiązała kontakt poprzez osobę reprezentującą rodzinę.


Mówi, że ma e-maile, rozmowa trwała około dziesięciu minut i podczas niej poinformował Suszek, że nie będzie jej reprezentował.


Zarzut, że próbował wyciągać od niej informacje o Kralu, odrzuca.


I właśnie dlatego ta historia jest tak interesująca.


Obu wersji nie da się jednocześnie uznać za prawdziwe w całości.


Kto zainicjował kontakt?


Czy Nicole wysłała e-mail, jak twierdzi Giertych, czy żadnego e-maila nie było, jak twierdzi ona?


Czy pierwsza rozmowa dotyczyła możliwości reprezentowania Suszek, czy od razu usłyszała odmowę?


Tu nie trzeba komisji śledczej.


Mogą istnieć wiadomości na Facebooku.


Nagrania głosowe.


E-maile.


Daty.


Historia połączeń.


Sprawa kontaktów Giertycha z Nicole Suszek trafiła już do rzecznika dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Warszawie w celu wyjaśnienia.


Samo przekazanie sprawy oczywiście nie oznacza ani wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, ani uznania adwokata za winnego przewinienia.


Najpierw fakty.


Potem wnioski.


WŁOSKI OGIER JESZCZE NIE RUSZA W TRASĘ


I na koniec drobna szpilka.


Bo Roman Giertych ma szczególny talent do pojawiania się przy sprawach, przy których temperatura polityczna momentalnie idzie w górę.


Dlatego:


Na razie włoski ogier nie rusza w trasę. Ma mandat, immunitet i Warszawę. Pytanie, czy gdy wokół Zondacrypto zrobi się naprawdę gorąco, znowu zatęskni za włoskim klimatem.


Pytanie.


Nie proroctwo.


PAŃSTWO WIEDZĄCYCH


W poprzednim tekście pisałem o państwie wygodnej niewiedzy.


Zondacrypto wygląda jak jego kolejny etap.


Państwo wiedzących.


Oczywiście nie wszyscy wiedzieli wszystko, nie w tym samym czasie i nie z tych samych źródeł.


Ale sygnałów było zbyt wiele, aby po latach każdy mógł zasłaniać się cudzą niewiedzą.


Tusk wiedział.


Nawrocki według Tuska dostał te same dokumenty.


Poprzednia prokuratura wiedziała.


Obecna prokuratura odziedziczyła akta.


Urząd KNF alarmował od 2018 roku i składał zażalenia na umorzenia.


Politycy dzisiaj prześcigają się w udowadnianiu, kto miał więcej informacji.


A człowiek zniknął.


Firma upadła.


Klienci czekają na pieniądze.


Prokuratura zatrzymuje kolejne osoby.


Sejm po raz trzeci nie potrafił przełamać weta.


Minister finansów opowiada się za czwartym podejściem do ustawy, choć ostateczna decyzja rządu jeszcze nie zapadła.


I znowu mamy patrzeć na palce wskazujące przeciwnika.


Tusk pokazuje Nawrockiego.


Nawrocki pokazuje Tuska.


PiS pokazuje obecną prokuraturę.


Rząd pokazuje Ziobrę.


Giertych mówi jedno.


Nicole Suszek mówi coś dokładnie przeciwnego.


A mnie coraz mniej interesuje, kto pierwszy wskazał winnego.


Bardziej interesuje mnie:


kto pierwszy miał możliwość zadziałać i tego nie zrobił?


Bo jeśli rzeczywiście kolejne instytucje i politycy wiedzieli tak dużo, jak dziś twierdzą —


to może największą aferą Zondacrypto wcale nie jest to, że państwo niczego nie wiedziało.


Może największą aferą jest to, że wiedziało wystarczająco dużo.


AKTUALIZACJA — 5 WRZEŚNIA 2026


Po publikacji uzupełniam tekst o dokładne informacje dotyczące zatrzymanych.


Sąd zdecydował o trzymiesięcznym aresztowaniu Anny P., Jaromiry W. i Rafała Z.


Rafał Z. usłyszał zarzut przywłaszczenia 1,7 miliona złotych należących do BB Trade Estonia.


Jaromirze W. prokuratura zarzuca między innymi przejęcie niemal 8 milionów złotych z rachunku spółki oraz wypranie 7,5 miliona złotych poprzez fikcyjne nabycie nieruchomości.


Anna P. usłyszała między innymi zarzut udziału w zorganizowanej grupie działającej w latach 2020–2026, przejęcia katowickiej nieruchomości wartej 700 tysięcy złotych, nakłaniania do fałszywych zeznań oraz utrudniania postępowania dotyczącego pozbawienia Sylwestra Suszka wolności poprzez demontaż i zabór dysku rejestratora monitoringu.


Podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im czynów, ale złożyli wyjaśnienia. Tymczasowe aresztowanie nie jest wyrokiem. O winie zdecyduje sąd.


Śledztwo nabiera rozpędu.


Pytanie z tekstu pozostaje jednak bez zmian:


dlaczego dopiero teraz?


Źródło:

https://www.money.pl/gospodarka/przywlaszczenie-1-7-mln-zl-na-szkode-zondy-rafalowi-z-przedstawiono-zarzut-7325725817788576a.html

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka