31 obserwujących
497 notek
581k odsłon
  133   1

Rak!

Polska coraz bardziej przypomina chorego, w stosunku do którego lekarze nie mogą uzgodnić opinii, czy jest przykładem niezwykłego ozdrowieńca zyskującego wyjątkowy potencjał zdrowia, czy pacjentem terminowym, zagrożonym bliską śmiercią. Powodem owej sprzecznej diagnozy jest dualizm zachowania samego organizmu. Przyrostowi masy mięśniowej i organicznej krzepy towarzyszy pogłębiające się wyniszczenie narządôw wewnętrznych, za które odpowiedzialny jest nowotwór gotowy w każdej chwili stać się złośliwym i wysłać organizm w drogę ad mortem velox.

Ten nowotwór tkwi w ciele polskiego narodu lekko licząc od czterystu lat, doprowadzając już raz go do agonii, z której tylko cudem, zrządzeniem niebios i Panny  Najświętszej wyrwała się nasza państwowość ku dalszemu życiu. Analiza tkanki owego raka wykazuje, że nie jest to patogen jednorodny. W jego skład wchodzą: prywata, zdrada narodowa i jurgielt od innych narodów za szkodzenie ojczyźnie. Jest w nim także bezprawie oraz swawolna i ta typowa dla nowotworu cecha - żerowanie na innych tkankach.

Kiedy pierwszy raz, poprzez rozbiory, rak ów doprowadził naród na skraju śmierci, wydawało się że samowładztwo magnatów i rozpasanie szlacheckiej tłuszczy oraz specyficzny patriotyzm utożsamiany przez magnaterię jedynie z obroną własnych interesów i latyfundiów,  to wariant, który nie da szansy Polsce i Polakom. Do tego deprawacja polityczna szlachty, nie chcącej dzielić się z nikim władzą, traktującą mieszczan jak głupców, a chłopów jak niewolników, stanowiąca kropkę nad "i" w dokonującym się umieraniu narodów.

Wtedy, blisko 300 lat temu, sprawy szły podobnie jak dzisiaj. Rzeczpospolita mimo, że potężnie naciskana przez jej przyszłych zaborców rozwijała się gospodarczo. Choć rozwój nie przebiegał tak dynamicznie jak dzisiaj, to jednak wszystko szło w niej w dobrym kierunku. Co prawda magnaci oswojeni i spacyfikowani przez sąsiednie mocarstwa wkładali jak tylko mogli swoje rodowe kłody w szprychy Rzeczpospolitej to, zyskujące na znaczeniu mieszczaństwo, i część patriotycznej szlachty rozwijała kraj, starając nawet w tak niekorzystnych warunkach przydać mu krzepy. Wszystko skończyło się gdy reformy dotknęły polskiej niezawisłości i wojskowości. Wtedy sprzęgnięta z zaborcami magnateria w obawie o swoje latyfundia i wpływy podejrzewając, zapewnie słusznie, że nowa Rzeczpospolita rozliczyła by ją z narodowej zdrady stworzyła targowicę!

Mimo iż Rzeczpospolita upadła, naród zdążył jeszcze dopaść wielu że zdrajców i obwiesić ich na placach i ulicach, a dyndali pięknie...

Pro zewnętrzne sympatię, zdradzieckie kompilacje z wrogami Polski oraz kultywowanie spotworniałej wolności jednej grupy społecznej od setek lat godzącą w rację stanu Rzeczpospolitej i w same, pozostałe dwa stany, mordującej podstawowe elementy sprawiedliwości zaciukały tamtą Polskę na szczęście niecałkowicie  i nie na amen.

Kiedy odrodziliśmy się, trochę jak Feniks, a może wcale nie trochę i gdy pamięć historyczna nadal trwa, w pełni obejmując to, co się drzewiej działo, okazało się, że przetrwał także ów nowotwór narodowy przeniesiony z historii i podkarmiony, o zgrozo, dwudziesto ponad leciem polskiej niepodległości. I choć szlacheckiej wolności, w rzeczywistości swawoli potwornej i zwyrodniałej, już nie ma pojawiły się inne czynniki gotowe wskoczyć w buty tamtejszej magnaterii i przejąć jej prerogatywy czyniąc to, co tamci czynili w imię proeuropejskiego zabobonu i przekonaniu o własnej, niezwykłej kastowości. To nowe środowiska już teraz warczące, że są lepsze od pospólstwa i że więcej im wolno, gotowe są, a właściwie już to czyniące, sprzysiężyć się z wrogami Polski tylko w imię tego aby tą lepszość u nich potwierdzić nieważne  kosztem utraty podmiotowości państwa i zniszczeniem własnego narodu.

W interesie owego odrodzonego nowotworu, tak jak niegdyś wzywa się obce mocarstwa, aby zrobiły porządek z tym niecnym polonizmem, tym kołtunem utkanym z wiary i tradycji, w imię, tak jak to było u Branickiego i jego kumpli diabelsko przenicowanej wolności. I tak jak wtenczas znajdzie się dużą liczbę zdeprawowanych mirażem bycia lepszym i najzwyklejszej swawoli, pozwalającej być poza prawem, tych którzy wystąpią przeciw prawowitej władzy, gotowi na wszystko aby ich się ziściło.

Owa nowotworowa tkanka zasilana sokami z zewnątrz: polityką unijną, środkami z niemieckich i sorosowskich fundacji. Spięta poczuciem bycia elitą z Tuskiem niczym wielkim wrzodem na jej czubku w imię przejęcia władzy gotowa jest podrzynać gardła, a zaatakowany nią organizm, tak jak trzysta lat temu czeka na to, co się stanie, nie potrafiąc wytworzyć skutecznych przeciwciał...

...  ani skorzystać ze skalpela!


Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka