17 obserwujących
160 notek
146k odsłon
  624   0

Czy anarchia to polska specjalność?

Wilhelm Rożemberk
Wilhelm Rożemberk

          Natura ludzka jest niezmienna. Bogaci i potężni zawsze chcą jeszcze więcej władzy i bogactwa, a wielkie zasoby mnożą możliwości.  Przy czym, prawo i zasady moralne rzadko mają w takich dążeniach jakiekolwiek miejsce. Jeśli już, to tylko takie, jakie zapewnić im może silne i sprawne państwo. Tak było, jest i będzie. Przyjęło się za klasykę oligarchicznej anarchii podawać polską magnaterię czasów schyłku I Rzeczypospolitej, oczywiście nie bezpodstawnie.  Ale podobnych przykładów znajdziemy w różnych czasach i miejscach niemało. Łączy je jedno – wielka koncentracja środków w rękach jednostek, przekładająca się na dążenie do maksymalnego osłabienia państwa, w przeróżnych praktykach mogącego stanowić przeszkodę. Wicie, rozumicie, wolny rynek, stróż nocny i takie tam klimaty. W tym krótkim tekście opowiem o pewnych interesujących przypadkach naszych południowych sąsiadów.
       W wieku XIV Królestwo Czeskie przeżywa okres szczytu potęgi i znaczenia politycznego. Rządząca dynastia Luksemburgów na długo władnie koroną Świętego Cesarstwa Rzymskiego i rozdaje karty w znacznej części Europy. Korona Św. Wacława (tak zwie się ceremonialnie ówczesne państwo czeskie) prócz rodzimych Czech i Moraw włącza zdobyty na Polsce Śląsk (1348), anektuje Górne i Dolne Łużyce (1367), przyłącza wreszcie Marchię Brandenburską (1373). Są to także czasy gigantycznego rozwoju gospodarczego i niesamowitego wzrostu zamożności społeczeństwa. Budują się miasta, zamki, kościoły i klasztory. Czeska waluta – grosz praski – niepodzielnie panuje jako główny środek rozliczeniowy od Łaby po Ruś. Praski uniwersytet (1348) promieniuje jako ośrodek kultury nauki niewiele mniej szeroko. Jednak na tej budowli pojawiają się z końcem wieku groźne rysy. Mianowicie obca pochodzeniem i językiem dynastia, za którą coraz szerzej wdzierała się do rdzennych Czech fala ludzi języka niemieckiego, zaczęła miejscowych coraz bardziej złościć. Rodzi się ruch narodowy, pietyzm dla własnego języka i tradycji, niechęć wobec rozpychających się obcych. Znajduje sobie dodatkowe ideologiczno – religijne uzasadnienie w krytyce związanego z państwem Kościoła Katolickiego, inspirowane naukami  Johna Wycliffe’a. W 1409 roku czescy narodowcy wymogli na królu Wacławie IV prawo zarządzania uniwersytetem. W proteście przeciw temu, 2000 z ok. 2500 studentów i wykładowców, głównie Niemców i Polaków, opuszcza Pragę – to jednocześnie początek niemieckiego uniwersytetu w Lipsku, i potężne wzmocnienie Akademii Krakowskiej. Ale głównym przeciwnikiem ruchu, powoli kształtującego się pod przywództwem Jana Husa pozostają Niemcy. Po Grunwaldzie Hus pisał do Jagiełły, że „ani pióro ani głos nie potrafią  wielkiej radości z upokorzenia niemieckiej pychy wyrazić”. Wezwanie na sobór w Konstancji i spalenie na stosie (6 lipca 1415) religijnego i narodowego przywódcy, pomimo gwarancji bezpieczeństwa udzielonej mu przez cesarza Zygmunta Luksemburczyka stało się zaczynem odmowy przyjęcia jego władzy, gdy w 1419 roku, po śmierci brata oddziedziczył czeski tron. Ogłoszona przeciw buntownikom i heretykom krucjata, wspierana przez kraje niemieckie, Węgry oraz wierne dynastii Śląsk i Morawy niespodziewanie kończy się spektakularną klęską, tak samo jak i cztery następne. Co więcej, husyci, wyrabiający się na najlepszych żołnierzy ówczesnej Europy przeszli do ofensywy. Spory w ich obozie, przeradzające się w wojnę domową doprowadziły do kompromisu z Luksemburczykiem, a następnie jego zięciem i następcą Albrechtem Habsburgiem.
       Jednak nie był to już taki sam kraj. Mocno wyniszczony wojnami, rozbity politycznie i praktycznie bez władzy centralnej, faktycznie podzielony na strefy wpływów oligarchów, częściowo wywodzących się ze starej arystokracji, częściowo z dawnych wodzów husyckich. Gdy Albrecht zmarł w drugim roku swoich rządów, królem uznano jego pogrobowego syna Władysława. Ten przeżył lat zaledwie 17; władza królewska praktycznie nie istniała. Niewiele zmienił wybór (1458) nowego władcy, Jerzego z Podiebradów, syna husyckiego wodza Wiktoryna. Nie zdołał on  zapewnić sobie poparcia całego kraju. Morawy, Śląsk, Łużyce i południe Czech przyjęły władzę króla Węgier Macieja Korwina. Wojna domowa nie wygasła do końca jego dni. Desygnowany na następcę najstarszy syn króla Polski Kazimierza, Władysław, przejął koronę i wszystkie kłopoty w roku 1471. Nie zdecydowały tu walory osobiste kandydata (jego nauczyciel, profesor krakowski na wieść o sukcesie pupila zajęczał: „Biada, żeście tego wołu ukoronowali!”), ale nadzieja na potęgę ojcowską. Ta co prawda pozwoliła Władysławowi utrzymać Pragę do śmierci rywala (1490), a nawet przejąć po nim w wyniku elekcji tron węgierski, ale w sytuacji wewnętrznej kraju to nie zmieniło. Owszem, nastąpiło formalne zjednoczenie wszystkich prowincji, pokój pozwalał na odbudowę, ale faktycznie Czechy pozostały podzielone na strefy wpływów poszczególnych  oligarchów, formalnie uznanych za wyższą szlachtę, odrębny stan Wielkich Panów. Król przeniósł się z dworem do węgierskiej Budy, a krajem rządzili po swojemu „samorządowcy”, wśród których pierwsze miejsce zajął nie najbogatszy ze wszystkich, ale zdolny i bezwzględny Zdenek Lev z Rożmitalu, piastujący funkcję Najwyższego Burgrabiego Królestwa. Czechy korzystały z dobrodziejstw pokoju, a majątki Wielkich rosły jak na drożdżach.
       Największym rodowym majątkiem  w pierwszych dziesięcioleciach XVI wieku szczyciła się osiadła na południowym zachodzie, przy granicy z Austrią rodzina Vitkovców w Rożemberka. Od czasów zmarłego w 1194 roku protoplasty, Vitka I, rozszerzali oni swoje rodowe majątki z centrum na zamku w Rożemberku i mieście Czeskim Krumlovie. Od końca XIV wieku kolejni przedstawiciele rodu, piastujący zwykle funkcje najwyższego burgrabiego, najwyższego podkomorzego i hetmana ziemskiego,  zajęli  pierwsze miejsce pośród możnowładztwa, potrafili narzucać swoje zdanie i sprzedawać korzystnie swoje poparcie kolejnym królom. W czasach husyckich Oldrzich II ( 1403 – 1462) opowiedział się po stronie narodowej, ale w latach 30. Wrócił do katolicyzmu, stając się polityczną głową czeskich katolików. Zwano go powszechnie „filarem królestwa”. Jego prywatne dominium objęło całe niemal południowe Czechy (bez Budziejowic, i części dóbr szlacheckich i kościelnych). Dla utwierdzenia pozycji rodu sfałszował dokument  Karola IV z roku 1360, zapewniający niepodzielność trzonu dóbr ziemskich (coś w rodzaju naszej ordynacji), i rozpoczął pertraktacje z włoskim książęcym rodem Orsinich (bardzo podobnego do Rożemberków herbu), które doprowadziły do potwierdzenia przez  włoskich arystokratów książęcego pochodzenia rodu ich czeskiego kontrahenta. Jego wnuk, Petr IV uzyskał w 1501 roku królewski przywilej, ustalający dla głowy rodu pierwsze po królu miejsce w kraju. I na tym laurze politycznie postanowił poprzestać, koncentrując się, z duzymi sukcesami na przeróżnych przedsięwzięciach gospodarczych – handlu, górnictwie, hodowli ryb – i kulturalnych. W polityce, pierwsze miejsce zajął wspomniany wcześniej Zdenek Lev. Przez wiele lat zaprzyjaźniał się z Petrem IV, zdobył jego zaufanie, i na tyle opętał coraz bardziej niedołężnego pod koniec życia, samotnego starca, że zdołał przekonać go do odsunięcia się od krewnych i spisania pod swoje dyktando testamentu. Po śmierci testatora, w październiku 1523 roku, gdy testament publicznie odczytano, wybuchła bomba. Najbliżsi krewni, czterej bratankowie Petra zostali niemal kompletnie wydziedziczeni. Trzem klasztorom zwrócić miano dobra, przejęte podczas rewolucji husyckiej, spore legaty przeznaczono dla austriackich kuzynów – Hardeków, Stahrembergów i Schaumburgów, ale główny trzon magnackich dóbr z główną siedzibą i pałacem w Krumlowie otrzymał Najwyższy Burgrabia  Zdenek Lev! Machinacja miała ogromny zasięg, dokument poświadczyło kliku wysokich urzędników Królestwa, z kręgu Rożmitalskiego, zarejestrowano go w urzędowych metrykach. Rożemberkowie mieli zniknąć raz na zawsze z czeskiego  firmamentu, a pozycja Rożmitalskich wydawała się ugruntowana na wiele pokoleń wprzód.
        Na czele braci Rożemberskich stanął najmłodszy, ale najbardziej energiczny z nich, Henryk (Jindrzich), świeżo po studiach w Bolonii, który już wcześniej z powodu nieprzychylności stryja doświadczył biedy i przeciwności losu. Bracia publicznie zakwestionowali testament, jako rażąco niesprawiedliwy, i korzystając z przywiązania ludzi do ich rodu błyskawicznie opanowali dominium, zaciągnęli oddziały wojska oraz rozpoczęli szeroką akcję dyplomatyczną, wyjaśniając w listach motywy swojego postępowania. Rożmitalski miał za sobą formalnie i prawo, i siłę, ale sympatii powszechnie nie budził. Tak ogromnego wzrostu jego znaczenia raczej się obawiano, niż z niego cieszono. Wielkim sukcesem Henryka Rożemberskiego stało się pozyskanie dla swojej sprawy królowej Marii, mądrej i energicznej Habsburżanki, uzyskującej coraz większy wpływ na sprawy królestw czeskiego i węgierskiego oraz swego niemrawego małżonka, Ludwika Jagiellończyka.
Rożmitalski prowadził swoją akcję na drodze prawnej, i tu wygrał zdecydowanie. Wszystkie wolne i niezależne instancje sądów wydały korzystne dla faktycznego wicekróla wyroki. W 15 lutego 1526 roku urzędnicy sądowi zawieźli je, zgodnie z procedurą, do Krumlova, by wezwać do wydania przedmiotu sporu nowemu właścicielowi, zaś jego przeciwnika zaprosić do odsiedzenia wyroku. Henryk jednakowoż albo już znał, albo właśnie wymyślił recypowane później chętnie przez Sarmatów przysłowie „Wygraj w polu, wygrasz w sądzie”. Gości publicznie i uroczyście przyjął, z dokumentami uważnie się zapoznał, po czym pociął je na drobne kawałki, uważnie porozgniatał woskowe pieczęcie i zmusił nieszczęśników, by to wszystko zjedli.
          W powszechnej opinii uzyskał sympatię – Rożmitalski i zaangażowane w sprawę państwowe instytucje oraz sądy skompromitowały się skrajnie jednostronnym i niesprawiedliwym postępowaniem. Pan Burgrabia usiłował zmobilizować wojsko krajowe do ataku na Krumlow, ale dowódcy grzecznie odmówili. Mieli doskonały pretekst – trzeba się było szykować do innej wyprawy, połączone unią personalną z Czechami Węgry właśnie szykowały się do walki z tureckim najazdem. W tę samą stronę skierował się i Henryk, na czele 200 jezdnych i 600 piechoty. Niespodziewanie zmarł nagle po drodze, 18 sierpnia 1526 r., co zresztą ocaliło jego ludzi, którzy niezdecydowanie zatrzymali się wówczas w marszu, przed mohackim pogromem. 29 sierpnia Turcy rozgromili armię węgierską, a w ucieczce przed nimi utopił się młody, bezdzietny król Ludwik.
W zamieszaniu walki o tron bracia Rożemberscy utrzymali dziedziczne dobra. Tym łatwiej, że dzięki kontaktom z królową – wdową mieli ułatwiony dostęp do głównego pretendenta czeskiego tronu, jej brata, arcyksięcia Ferdynanda Habsburga. Ten, już jako król, wznowił proces i wydał w czerwcu 1528 r.  kompromisowy wyrok: dominium pozostanie w rękach Rożemberskich, ale Zdenek Rożmitalski dostanie odszkodowanie w zawrotnej na owe czasy (choć i tak trzykrotnie niższej od zarządanej) wysokości 126 tysięcy złotych reńskich*.
      Tak więc pozycja rodu Rożemberskich została utrzymana na kolejne pokolenie, a bratanek walecznego Henryka osiągnął nie tylko urząd Najwyższego Burgrabiego, ale nawet stał się podczas naszych dwóch pierwszych wolnych elekcji kandydatem na polski tron. Ale to już zupełnie inna historia.


*Dla porównania wartości: kilka lat wcześniej Konrad Sauerman, znany wrocławski przedsiębiorca kupił podwrocławskie dobra Jelcz z murowanym zamkiem, płacąc 3000 złotych reńskich.


Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale