17 obserwujących
164 notki
152k odsłony
  2059   0

Co się dzieje za Dnieprem?

Ruski miś
Ruski miś

Na SG wysyp proroctw o wojnie. Teraz, zaraz 2021. Rosja gotowa do skoku, czołgi silniki grzeją a Putin swe złowieszcze szczerzy kły. Oczywistą oczywistością jest bowiem dla niektórych wybitnych tutejszych komentatorów politycznych & militarnych, że najlepszą metodą przygotowania wojskowego ataku jest pokazanie tych przygotowań w telewizji. Samoloty, działa, sołdaty i te klimaty. Tylko dlaczego teraz? Dziwna koincydencja z przejęciem władzy przez nową administrację w USA. Ktoś tu chyba uwierzył, że Putin przejął się możliwościami, jakie na pierwszy rzut oka wydaje się stwarzać hmm…, cokolwiek nie młodzieńczy stan Joe Bidena.


Niewątpliwie Putin testuje reakcje nowej amerykańskiej administracji. Gdy przejmował urząd Trump, też były wielkie manewry – pamięta ktoś Zapad 2017? Największe w dziejach manewry, wejdą na Białoruś i na pewno już nie wyjdą. Wojnę zaraz też jakiś nawiedzony wieszczył. Rosja gra, i trudno się temu dziwić. Podtrzymywanie napięcia na Ukrainie podminowuje ten kraj, osłabiając jego gospodarkę i morale ludności. Wobec upadku perspektywy podporządkowania sobie jej w całości, co za rządów Janukowycza wydawało się bliskie (przynajmniej w wariancie białoruskim), Rosja jest zainteresowana maksymalnym osłabienie ukraińskiej państwowości. „Proces pokojowy” w formacie mińskim i normandzkim zmierzał do tego, by terytoria Doniecka i Ługańska, wepchnąć  Ukrainie na „specjalnym statusie” hodując  w jej organizmie stale ropiejący wrzód. Tylko takie mogły być bowiem skutki przyjęcia formuły Steinmeiera. Prezydentura Zelenskiego i jego pojednawcze gesty wydawały się sprzyjać podobnemu rozwiązaniu. Niemcy i Francja w zamian za wsparcie spodziewały się zapewne bliższej współpracy, zwłaszcza gospodarczej, z Kremlem i wzmocnienia w ten sposób swojej pozycji wobec USA, które za czasów Obamy zdawały się coraz mniej uwagi przykładać do kwestii europejskich. Sabotowanie przez te dwa państwa prac NATO przy równoczesnym poparciu dla Nord Streamów wyraźnie wskazuje kierunek. Zgoda na gigantyczne zaangażowanie Gazpromu i Rosnieftu w Niemczech, a Siemensa i Unipera w Rosji nie za bardzo przystaje do oficjalnych wyrazów zaniepokojenia, rytualnie odprawianych przez niemiecki MSZ po kolejnych incydentach w Donbasie.  
Paradoksalnie jednak  Zelenski, pozbawiony znaczącej bazy poparcia w swoim kraju, a aktualnie dodatkowo osłabiony tzw. Wagnergate, postanowił wzmocnić swoją pozycję twardym kursem antyrosyjskim. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że ostatnie restrykcje wobec prorosyjskich oligarchów wynikały z podpowiedzi Waszyngtonu. Bowiem mimo wszelkich ideologicznie motywowanych wariactw nowej ekipy prezydenckiej w USA, w interesach tego państwa nie leży opuszczanie Europy. Wyartykułowane przez Trumpa stanowcze „nie” wobec praktyki przerzucenia całości wydatków obronnych na Amerykę, przy równoczesnym konsumowaniu konfitur z talerzyka wspólnego z jej strategicznym przeciwnikiem raczej cofnięte nie będzie. Francuskie interesy w Afryce też zapewne nie będą wspierane kosztem NATO.


Amerykańska suflerka dla Ukrainy trafiła na tym podatniejszy grunt, że mieliśmy w 2020 r. konsultacje francusko-niemiecko-rosyjskie, które jej spraw dotyczyły, ale do udziału nikt jej nie zaprosił.  A wsparcie wojskowe przekazywane armii ukraińskiej przez USA zaczyna coraz śmielej obejmować „broń śmiercionośną”. Zresztą nie tylko bezpośrednio amerykańską – eksport tureckich dronów bojowych Baraktar także nie wygląda na nieuzgodniony wybryk Erdogana.
W tym świetle amerykańskie przecieki, że  dowódca sił USA w Europie przeklasyfikował aktualną sytuację z "możliwego kryzysu" na "potencjalny nadchodzący kryzys" (drugi stopień zagrożenia w pięciostopniowym systemie WATCHCON) stanowią jasny sygnał: traktujemy sprawę poważnie i nie odpuścimy.


Wydaje się, że stoimy aktualnie wobec poważnej redefinicji amerykańskiej obecności w Europie. Wobec tego, że z dotychczasowej formuły NATO USA może liczyć przede wszystkim na Wielką Brytanię, Norwegię, Polskę i Rumunię, przesunięcie akcentów na Ukrainie stanowi wyraźne danie do zrozumienia Niemcom i Francji, że czas tolerancji dla lawirowania kończy.

Natomiast co się wydarzy na płonącej granicy? Nic wielkiego, bo utrzymywanie tam ogniska zapalnego Rosji po prostu służy, tak w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej. Amerykanie dzięki temu samemu mają zaś dogodny pretekst do penetrowania terenów nad Morzem Czarnym, i utrzymywania kontroli nad coraz bardziej tamże wpychającymi się wpływami chińskimi. Sądzę, że  przed latem dojdzie do uspokojenia sytuacji wspartej być może dużą wymianą jeńców oraz jakąś formułą humanitarnych dostaw wody dla schnącego Krymu. Bez udziału Niemiec i Francji.

Lubię to! Skomentuj69 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka