Im bliżej czwartej rocznicy rozpoczęcia wielkiej trzydniowej specjalnej operacji przez drugą armię świata, dla której uzbrojenia niet anałoga w mirie, tym więcej ruskich sługusów wyłazi z brudnych szpar w miejscach, których właściciele nie potrafią zachować zasad higieny. Jedną z najliczniej zafajdywanych przez owe stwory przestrzeni publicznych w PL stał się, niestety, były Salon24.
Przyczyny tego stanu rzeczy od ruskiej strony są jasne jak słońce - po czterech latach wielkich zwycięstw wielka armia wielkiego imperium kosztem miliona własnych trupów i kalek zajęła 20% terytorium mniejszego i słabszego sąsiada, wspomaganego zachodnią kroplówką. A ostatecznej Pobiedy z pełną denazyfikacją, debanderyzacją i zagonieniem UA do owczarni russkiego mira nadal nijak nie widać.
Destabilizacja światowej polityki i gospodarki jaką stan wojny w Europie powoduje, budzi coraz większe niezadowolenie wielkich graczy. Toteż jak sie wydaje, następuje niespektakularne, ale skuteczne nastąpienie na naftowe gardło Rosji z dwóch stron od razu. Amerykanie biorąc pod dozór Wenezuelę zapewniają sobie efektywne kontrolowanie rynku, wzmocnione jeszcze brutalnym uderzeniem we "flotę cieni". Późno, ale i tak lepiej niż wcale. Chińczycy natomiast zmniejszają skalę zakupu rosyjskich węglowodorów. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że Tajwan przesunął się jako trudniejszy do zgryzienia na ich drugie miejsce zainteresowań terytorialnych.
Jedyną nadzieją Putina staje się więc nakłonienie Donalda Trumpa, który wobec wielości wyzwań zdaje się być zdeterminowany do kończenia ukraińskiego konfliktu, do zgody na warunki jak najbardziej dla Rosji korzystne. Drogi do tego wyboiste, widoczna słabość militarna i gospodarcza byłego imperium atutów nie daje, a straszenie sowieckim, coraz starszym sowieckim dziedzictwem jądrowym też traci na mocy przekonywania. Wobec oscylującej po putinowskim ćwierćwieczu wokół zera wiarygodności jako partnera w stosunkach międzynarodowych, wenezuelskich możliwości w projekcji siły oraz wykazywanego dziś dowodnie zmniejszającego się znaczenia na rynku surowców energetycznych, pozycja Rosji słabnie. Wydaje się, że pieriedyszka jest jej coraz bardziej niezbędna, a ukrywanie kłopotów wewnętrznych i słabości staje się coraz trudniejsze.
Stąd nie tylko histeryczne prężenie starczych muskułów Dugina, ale i zmasowane uruchamianie zasobów KGB/FSB, mających siać ferment w społeczeństwach zachodnich. Nawet tak nieznaczący portalik jak ten, na którym piszemy ma z pół tuzina obsługi, w klinicznym przypadku niejakiego Ruszkiewicza rozbitym na kolejne sześć nicków trudniących się wklejaniem ruskich kalek propagandowych, odgrzewaniem polskich antyukraińskich resentymentów i trollowaniem "dyskusjami" pomiędzy sobą. Zajrzałem wczoraj w parę miejsc w międzynarodowym Internecie, wszędzie tam (Niemcy, GB, Francja) daje się zauważyć podobne usiljenije.
A nuż się uda ukraść jeszcze ze dwie wsie, zanim wreszcie padnie zdecydowane "do budy!"
Miejsc, gdzie rosyjskie narzędzia terroryzmu informacyjnego są jeszcze w PL tolerowane pozostało niewiele. Toteż niestety korzystając z byłego Salonu24, którego obecni właściciele miłujący w spektakularny sposób wolność słowa akurat kacapskim narracjom są przychylni, jesteśmy narażeni na poruszanie się zygzakiem pomiędzy pozostawianymi tu co rusz na podłodze plamami.
Co coraz bardziej brzydzi.




Komentarze
Pokaż komentarze (40)