threeme-ww threeme-ww
2355
BLOG

Zaściankowość części blogerów S24. O światopoglądzie, nakrętkach, termoizolacji

threeme-ww threeme-ww Rozmaitości Obserwuj notkę 277

Znane powiedzenie mówi o tym, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Jest to świetna mądrość ludowa, która pokazuje, że często wystarczy tylko spojrzeć pod odrobinę innym kątem, by ujrzeć zupełnie inny obraz świata. Oczywiście powyższe dotyczy też i mnie, nie mam i nie zastrzegałem sobie nigdy monopolu na wiedzę. Jest jednak jedno, bardzo ważne "ale":

W odróżnieniu od części Salonowych blogerów potrafię zatrzymać się nad jakimś zagadnieniem i zobaczyć je z innej strony. Potrafię i wielokrotnie już tak bywało, zmienić zdanie a nawet poglądy, nawet gdy jest to dla mnie niewygodne. Pod warunkiem, że zostanę przytłoczony argumentami udowadniającymi, że nie mam racji. Właśnie dlatego założyłem niemal dekadę temu konto na Salonie - by moje proekologiczne poglądy i centrowe zapatrywanie na politykę wciąż i na nowo konfrontować z osobami i argumentami o zupełnie odmiennym sposobie myślenia i patrzenia na świat. Trafiłem tu na autorów notek, których poglądy były - i po części nadal są - zupełnie mi obce, jednak ich argumenty i sposób poruszania tematów były tak dobre, że często musiałem parę rzeczy przemyśleć, niektóre poglądy wręcz zmienić. To jednak były i są perły. Niestety więcej a już w ostatnich latach zdecydowanie więcej jest na Salonie autorów, którzy piszą chyba tylko dla siebie, lub co najwyżej dla niewielkich grupek wzajemnej adoracji. Świetnie to, oczywiście w mojej subiektywnej opinii, widać na przykładzie katastrofy Smoleńskiej, gdzie jest wielu autorów z notkami pod którymi komentuje kilka osób przychylnych a osoby krytyczne są banowane. Możecie mnie nie lubić, ale chyba widzicie, że ja nie banuję, nie cenzuruję i nie blokuję głosów krytycznych pod moimi notkami.

Wracając jednak do sedna notki: od dawna zastanawia mnie sposób patrzenia ludzi na świat i przetwarzania tego obrazu w umyśle. Tak, i to dotyczy też mnie. Czy moje "widzenie" świata zawsze jest właściwe? Czy możliwa jest w ogóle jednoznaczna i w stu procentach zgodna z prawdą ocena otaczającego nas świata. Odpowiedź brzmi: nie! Nikt, nigdy i nigdzie nie pozbędzie się różnego rodzaju "filtrów" przez jakie patrzymy na świat. Jesteśmy różni, mamy już od dziecka odmienne (nie w znaczeniu lepsze czy gorsze, po prostu inne) umiejętności, zdolności, wykształcenie, wiedzę (to nie to samo), tradycje, wychowanie, doświadczenie życiowe, itp. itd. 

Uważam jednak, że jeśli ktoś nic nie robi, by choć trochę wyrwać się z tych ograniczeń, tych swojego rodzaju kajdan umysłu, jest osobą ode mnie gorszą. Tak, dobrze przeczytaliście. Może ta osoba być ode mnie bardziej inteligentna, lepiej wykształcona, ale jeśli uparcie trwa przy swoim, nie zadając sobie trudu spojrzenia na zagadnienie z innej strony, refleksji - choćby krótkiej - że może się mylić, dla mnie będzie osobą gorszą. Taki mam pogląd na świat, już od dziecka, tak uważam i sądzę, że jest to bardzo racjonalne podejście. W tym sensie nie ma też dla mnie żadnych autorytetów - jeśli ktoś z tytułem profesora za przeproszeniem pieprzy głupoty, to jego tytuł profesora nic dla mnie nie znaczy. Piję tu oczywiście do pewnego pana profesora hydrologii, który opublikował w Internecie a potem w książce totalne bzdury o klimacie - a pewnie, jestem o tym przekonany, głęboko by się oburzył, gdyby klimatolog zabrał głos w temacie hydrologii... Zasada jest prosta: nie znasz się, nie znasz DOGŁĘBNIE tematu - nie zabierasz głosu.

Zresztą to też jest temat rzeka, miłość wręcz moich rodaków do wypowiadania się w tematach o których guzik wiedzą. Nie jesteś lekarzem? Nie zabierasz głosu w temacie szczepień. Nie jesteś biologiem - nie zabierasz głosu odnośnie upraw GMO. Oczywiście to, co napisałem powyżej nie oznacza, że nie trzeba mieć wątpliwości, zastrzeżeń w tych kwestiach. Można i trzeba. Ale wątpliwości tych nie poruszasz w sieci, na forach czy blogach. Sprawdzasz co ma do powiedzenia EKSPERT w dziedzinie. Nie ufasz mu? To sprawdzasz drugiego, trzeciego... To jest racjonalne podejście, a nie czytanie głupot na forach czy blogach, niesprawdzonych, bez solidnych źródeł, często wręcz kłamliwych i oszukańczych. Że jest to niezgodne z Twoim światopoglądem i może być dla Twoich przekonań wręcz bolesne? Prawda często jest bolesna! To kłamstwo jest wygodne!

I tak, jeśli jesteś prawicowcem, co na tym portalu jest prawdopodobne na 95%, to wygodne dla Ciebie będą pewnie stwierdzenia, że mamy mnóstwo węgla, że Polska mogłaby być węglowym eldorado, że spalanie węgla wcale a wcale nie powoduje zanieczyszczeń powietrza... itp. itd. Będziesz więc odwiedzał te strony w sieci, tych blogerów, którzy o tym piszą. I tam będziesz naśmiewał się z tych nawiedzonych ekoidiotów. 

Tylko, że utkwisz w tzw. bańce informacyjnej, będziesz w spirali autopotwierdzeń, które z prawdą nie mają nic wspólnego. Jeśli jednak zależy Ci na prawdzie, tak jak mi, który to CELOWO pisze na prawicowym Salonie i czyta antyekologicznych publicystów, to wyjdziesz poza tę bańkę, poza tę spiralę i zapoznasz się z głosami przeciwnymi. Nawet jeśli nie zgodzisz się ze wszystkimi argumentami, czyli: węgla opłacalnego w wydobyciu mamy już na góra kilkanaście lat, z uwagi na trudną geologię złóż i zametanowanie pokładów NIGDY nie będziemy węglowym eldorado, spalanie węgla powoduję emisję masę różnorakich zanieczyszczeń... to przynajmniej, mam nadzieję, da Ci to do myślenia i choć na chwilę wyjdziesz poza swoją bańkę informacyjną. Takie osoby, nawet jeśli są "nie z mojej bajki" szczerze podziwiam.

Niestety wiem już, jako niemal dekadowy bywalec Salonu, że udzielają się też tu osoby niezdolne do takiego intelektualnego wysiłku. Unikam tu obrażania kogokolwiek, więc nie podam tutaj ich nazw, jednak bez trudu część z was może się domyślić o kogo chodzi. Nie obrażam tych osób, krytykuję ich sposób myślenia, ich intelektualne lenistwo. Jeśli domyślicie się o kogo chodzi - trudno.

Jedna blogerka przykładowo popełniła notkę o tym, jaka ta Unia jest zła, bo zmusza producentów do łączenia nakrętek z butelkami. I dalej krytykuje ten krok argumentując, że: 1. wzrośnie ilość produkowanego plastiku. 2. segregacja śmieci jest bezsensowna. 3. niewygodnie jest pić z przytwierdzoną nakrętką. 

Dla mnie najważniejszy z tej listy jest argument pierwszy, czyli że wzrośnie ilość produkowanego plastiku. Niestety autorka notki nie podała źródła swoich twierdzeń, niby napisała, że jest raport PwC, ale... zapoznałem się i z analizą PwC i wypowiedziami osób z branży recyklingu. Wynika z tego, że przejściowo może dojść do większej produkcji tworzyw sztucznych, jednak jednocześnie o wiele łatwiej będzie sortować odpady i odzyskiwać plastik, co powinno sumarycznie obniżyć produkcję plastiku i emisję dwutlenku węgla (i innych zanieczyszeń). Jak będzie, przekonamy się za kilka lat, natomiast bezsporne już obecnie jest to, że plastikowe nakrętki LUZEM to w branży odpadowej i w ochronie środowiska OLBRZYMI problem, choćby fakt, że wiele zwierząt połyka plastikowe nakrętki, a nawet jeśli nie trafi on do żołądków zwierząt w swojej stałej postaci, to rozłożony na mikroplastik tak czy inaczej do obiegu przyrodniczego trafi. Co jest naprawdę fatalną wiadomością dla nas, ludzi - mikroplastik coraz częściej znajdowany jest w krwi ludzkiej...

Tego już wspomniana blogerka jakoś nie chciała zauważyć... jak to mówią, gdy ktoś chce znaleźć kij - na Unię - to go znajdzie...

"W opracowaniu PWC nie wzięto pod uwagę korzyści z potencjalnej zwiększonej wydajności recyklingu i mniejszego zużycia nowego surowca."

https://energetyka24.com/klimat/analizy-i-komentarze/nakretki-przy-butelkach-sposob-ue-na-zniewolenie-ludzkosci

Natomiast co do bezsensowności segregacji po wdrożeniu nakrętek przymocowanych do butelek oraz co do akcji zbierania nakrętek to osoby z branży przetwarzania odpadów twierdzą, że akcje te miały sens kilkanaście lat temu, w innym systemie zbierania odpadów  oraz ilość tak zebranego plastiku to promil od promila całej ilości tych odpadów. Natomiast obecne rozwiązanie ogromnie ułatwi odzysk i recykling plastiku z butelek, gdyż - nie oszukujmy się - POMIMO akcji zbierania nakrętek, obecnie 99,99% tych odpadów trafiało nie do sortowni, tylko... właściwie trafiały wszędzie, tylko nie tam gdzie powinny. 

Co do argumentu z niewygodą nowego rozwiązania... Możecie mi wierzyć lub nie, ale pisząc tę notkę popijam sobie sok pomarańczowy z kartonika (tak, tak, wiem, ty wstrętny hipokryto jak możesz pić sok z kartonu... cóż, przyznaję, i mnie grzech konsumpcjonizmu nie jest obcy, na obronę jednak - produkuję bardzo mało śmieci, zwłaszcza plastikowych a wszystko odpowiednio sortuję). Pijąc ten sok, z zakrętką przymocowaną do szyjki kartonika nawet nie zwróciłem uwagi, że coś się zmieniło. Serio. Dopiero gdy trafiłem na notkę wspomnianej blogerki ze zdziwieniem odkryłem, że dla kogoś może być to problem i niewygoda... Wystarczy przecież jednym palcem przytrzymać nakrętkę, nawet o tym nie myśląc... no, ale jak ktoś chce widzieć problem, to sam go sobie może stworzyć

I kolejny temat, który w ostatnich dniach wprawił mnie w zdumienie, czyli (nieudolna) krytyka termomodernizacji domów. Jak bowiem można krytykować termomodernizację używając tak dziwacznych i głupich "argumentów" jak:

- temomoderizacja? A miało się ocieplać! Gdzie to ocieplenie?

Otóż... eh, nawet nie wiem od czego zacząć, powyższy argument to Himalaje głupoty, tyle trzeba napisać, by wyjaśnić rzeczy wydawałoby się dla każdego oczywiste... a jednak, jak się okazuje, nie dla wszystkich oczywiste.

Postaram się pisać najprościej jak mogę, więc muszę skracać temat. Przyjrzyjmy się najpierw zimom w Polsce. To pora roku, która charakteryzuje się największą wieloletnią zmiennością, od zim bardzo łagodnych (coraz częściej występujących) po zimy bardzo mroźne, charakterystyczne dla dekad lat 1950 - 1960. Dla stycznia różnica między zimą bardzo łagodną a zimą bardzo mroźną to średnia miesięczna temperatura od minus 10C do plus 1C. Przy średniej miesięcznej minus 10C mrozy i to duże, są pewne w zasadzie przez cały miesiąc i w dzień i w nocy. Przy średniej plus 1 mrozy też wystąpią, ale cześciej będą panowały temperatury dodatnie lub w okolicy zera, zwłaszcza za dnia. Czyli, nawet przy ociepleniu klimatu o 10C (podczas miesięcy zimowych) mrozy nadal będą występować i nadal dom trzeba ogrzewać. Idąc dalej: w Polsce sezon grzewczy na ogół kończy się w kwietniu/maju. To już są miesiące przecież wiosenne ze średnią temperaturą ZNACZNIE wyższą od miesięcy zimowych. Jednak PRZEJŚCIOWO nadal mogą występować znaczne spadki temperatur, zwłaszcza nocą, i podczas tych fal chłodu nadal trzeba przecież mieszkanie lub dom dogrzewać. Jeszcze dalej: zimą, nawet w krajach leżących dużo dalej na południe, dużo cieplejszych od Polski, domy trzeba ogrzewać! Nawet w takim Egipcie zimą mogą wystąpić znaczne spadki temperatury a przecież to kraj leżący dużo dalej na południe i ze znacznie cieplejszych klimatem! Zmierzam do tego, że nawet OGROMNE ocieplenie miesięcy zimowych, o nawet 15oC nie sprawi, że magicznie zniknie konieczność ogrzewania domów. To, co na pewno by się zmieniło, to spadek ilości dni mroźnych i zimnych a duży wzrost ilości dni z temperaturą powyżej zera. Jednak nawet gdy wystąpi rok z zimą, podczas której temperatura MINIMALNA nie spadła by poniżej 15oC (celowy skrajny przykład ekstremalny) to, do utrzymania temperatury wewnątrz domu 22-24oC i tak trzeba dom ogrzewać! Serio, pisząc ten wywód jednocześnie cały czas zastanawiam się po co to robię, przecież to takie oczywistości, na pewno każdy to MUSI wiedzieć... po czym trafiam na komentarz kogoś na Salonie i... cóż, witki opadają...

Termomodernizacja to zwiększenie izolacji cieplnej domu. Im lepsza izolacja cieplna domu, tym - obrazowo - trudniej jest "uciec" energii cieplnej i łatwiej (i taniej) utrzymać pożądaną temperaturę wewnątrz. Ucieczka ciepła zależy oczywiście i od izolacji termicznej i od różnicy temperatur. Termomodernizacja nie tylko utrudnia ucieczkę ciepła zimą, co też latem utrudnia "dostanie się" niepożądanego ciepła z zewnątrz do domu. Jeszcze raz: to są oczywiste oczywistości, część z Was zapewne doskonale to wszystko "ogarnia" i pewnie zżyma się czytając ten elaborat, ale piszę to pod adresem osoby, która zamieściła na Salonie24 komentarz... i powstaje też pytanie: dlaczego nikt tej osobie nie wytłumaczył co i jak?

Powyższe niech będzie klamrą kończącą notkę. Gdyby wspomniane osoby wpierw poszukały, sprawdziły, poczytały zapewne dość boleśnie musiałyby skonfrontować fakty ze światopoglądem. Owszem, byłoby to niewygodne, ale przynajmniej uniknęłyby pisania głupot.

Wciąż wierzę, że takich osób na Salonie jest garstka. Niestety codzienne lektury blogów utwierdzają mnie w przekonaniu, że to wcale nie mniejszość...

Ps. Krytyków mojej osoby proszę o uważne przeczytanie notki. Nie jestem ani lepszy ani gorszy od Was. Staram się jednak nie wpaść w pułapkę jednostronnego patrzenia na świat, co może czynić mnie jednak minimalnie lepszym od niektórych z Was.

threeme-ww
O mnie threeme-ww

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości